Adwent olejem stojący. O obyczajach adwentowych na wsiach Polski

Ostatnia aktualizacja: 01.12.2020 16:00
W dzisiejszych „Źródłach” wraz z Magdą Tejchmą przemierzyliśmy Polskę, by zobaczyć Adwent oczami artystów ludowych. Opowiedzieli oni o dawnych i obecnych zwyczajach adwentowych, o pracach, których nie można wykonywać w Adwencie oraz o tych, na które właśnie w tym czasie jest pora.
Audio
  • Adwent olejem stojący. O obyczajach adwentowych na wsiach Polski (Dwójka/Źródła)
Zabawa wieczorkowa Dziewczęta przy kądzieli, 1938 r.
Zabawa wieczorkowa "Dziewczęta przy kądzieli", 1938 r.Foto: NAC/bd

Adwent kojarzy się nie tylko z czasem wyciszenia, ale i prozaicznie – ze zmianą jadłospisu, ze specyficznymi pracami gospodarskimi, charakterystycznymi właśnie dla okresu jesienno-zimowego.

Krystyna Ciesielska z Brogowej [Radomskie] wspominała o kartoflach z kwasem kapuścianym i ważnej roli oleju rzepakowego w polskiej (nie tylko adwentowej) kuchni.

- Ja jesce byłam małum dziewcynkum i pamiętam ten kwas. I krasili kartofle olejem. Jak juz przychodził adwynt, to brali rzepak do olejarni, bo przecież siali rzepak. I robili ten olej. Bardzo dobry! Dawniej wszystko krasili tym olejem! I na Wigilie racuchy piekli na tym oleju, wszystko z tym olejem.

Jan Wnuk na „bicie oleju” chodził ponad pięć kilometrów. Przed Świętami przed tłocznią ustawiała się kolejka ludzi. Każdy z minimum pięcioma kilogramami siemienia lnianego, bo właśnie tyle nasion dawało jednorazowo litr oleju. O ile „siemień był ładny i gruby”. Pan Jan mówił o całym procesie pozyskiwania oleju lnianego – od prażenia, poprzez prasowanie, na wyciskaniu kończąc. Ale oleju na Lubelszczyźnie nie robiono jedynie z lnu. Był także olej konopny, a nawet… wyciskany z maku!

- Ale taki gospodarz, co robił olej z maku, to olej se zabrał do domu, ale makucha to już nie wziął. Bo mu w olejarni zjedli! – śmiał się lubelski śpiewak.

Józef Trzciński z Ponikw zwracał uwagę na postny charakter adwentu. Nie używano w ogóle tłuszczów zwierzęcych. Na oleju roślinnym gotowano żur, kapuśniak, kaszę jęczmienną czy gryczaną. I tu olej robiono z przeróżnych składników. Łącznie z buczyną! W okolicach Józefa Trzcińskiego (Lubelszczyzna) nie odmawiano sobie słodkich potraw. Jedzono kluski z makiem i cukrem.

- W donicy mak był utarty na miałko i wodą dolany, żeby był rzadki. Wymieszane z kluskami można było jeść! Tu jest jeszcze potrawa nazywana „słoducha”. Jest robiona z mąki żytniej i gryczanej, zalewana gorącą wodą, musiała kilka godzin zakisnąć, żeby miała słodycz i kwas. Później była ugotowana i gotowa do jedzenia. Jadło się ją tylko z chlebem. Słoduchę rozczyniano w garnku glinianym i musiała być przez kilka godzin przykryta chłopskimi portkami, bo inaczej się nie chciała udać! – opowiadał Józef Trzciński.

O obyczajach adwentowych mówiła śpiewaczka z Bandyś – Marianna Bączek. Na Kurpiach Zielonych o 7.00 rano szło się na roraty i śpiewano Godzinki. Adwent bowiem, jest w dużej mierze symbolicznie związany z figurą Matki Boskiej – swoistej zorzy poprzedzającej przyjście światła – Jezusa.

W domu poszczono przez trzy dni w tygodniu nie jedząc potraw z mięsem. Pora adwentu była także czasem wieczornych spotkań mieszkańców wsi. W domach gromadziły się kobiety, by wspólnie pracować, drąc pierze, przygotowując zimowe zapasy. Niekiedy takie spotkania mogły przerodzić się w spontaniczne zabawy. Ale czas adwentu to czas postu, również od uciech doczesności. Zakaz zabaw egzekwowano zatem straszeniem Złym, czającym się za rogiem w jesienne wieczory pod postacią czarnego psa.

O obyczajach adwentowych mówili: Józef Trzciński z Ponikw i Jan Wnuk ze Zdziłowic (Lubelskie), Marianna Bączek z Bandyś (Kurpie Zielone) oraz Krystyna Ciesielska z Brogowej (Radomskie).

***

Tytuł audycji: Źródła

Prowadziła: Magdalena Tejchma

Data emisji: 1.12.2020

Godzina emisji: 15.15

mg

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Adwent na Lubelszczyźnie

Ostatnia aktualizacja: 18.12.2018 09:45
O zanikających, dawnych i tych obecnych zwyczajach adwentowych Lubelszczyzny opowiadał w "Źródłach" śpiewak pogrzebowy Jan Wnuk ze Zdziłowic koło Janowa Lubelskiego.
rozwiń zwiń

Czytaj także

O wsi jesiennej i kulturze Krakowiaków Wschodnich

Ostatnia aktualizacja: 22.11.2020 06:00
W dzisiejszym "Kiermaszu pod kogutkiem" przemierzyliśmy pół Polski, by dowiedzieć się o zwyczajach, towarzyszących długim jesiennym wieczorom. Swoimi historiami podzieliły się doskonałe śpiewaczki - Marianna Tkaczyk z Nieznamierowic i Janina Chmiel z Wólki Ratajskiej. Ponadto spotkaliśmy się ze śpiewakiem i propagatorem lokalnych tradycji - Krzysztofem Ryndakiem z Siedliszowic - który opowiedział o kulturze ludowej Krakowiaków Wschodnich.
rozwiń zwiń