Artur Ruciński rozpoczął rok premierą "Purytanów" Vincenza Belliniego. Wszystko to w Metropolitan Opera. – Debiutowałem tu w 2016 roku w inscenizacji "Madame Butterfly" jako Sharpless. Takich chwil się nie zapomina. Metropolitan to dla śpiewaka brylant w koronie. Miejsce, o którym marzy każdy – wspominał podczas rozmowy w Dwójce.
Na nowojorskiej scenie występuje już dziesiąty sezon. Jak mówi, sukcesem nie jest sam debiut, ale zaproszenia powrotne. – Prawdziwym spełnieniem jest wracać. To dowód, że jesteś we właściwym miejscu – zaznaczył.
Posłuchaj rozmowy z Arturem Rucińskim >>>
Polscy śpiewacy w MET
W ostatnich latach w Metropolita Opera pojawiła się niezwykle silna grupa polskich artystów. – To wyjątkowy moment. Tak licznej grupy śpiewaków z jednego kraju nie ma nigdzie indziej. To dowód, jak wielu mamy utalentowanych, pracowitych artystów. Ludzi o otwartych głowach, którzy uczą się od najlepszych i idą konsekwentnie swoją drogą – mówił Ruciński w Programie 2 Polskiego Radia.
W rozmowie nie ukrywał także, że inspiracją od zawsze byli dla niego Polacy, którzy torowali drogi do światowych scen. – Teresa Żylis-Gara czy Wiesław Ochman to artyści, którzy pokazali, że można. Dziś my jesteśmy inspiracją dla kolejnych pokoleń – mówił.
"Purytanie" Belliniego. Belcanto i wielkie emocje
W noworocznej premierze "Purytanów" Artur Ruciński wcielił się w postać Riccarda, tragicznego bohatera, rozdartego między miłością a honorem. – To wzór romantycznego bohatera. Żołnierz, który pragnie zemsty, ale odkrywa, że niszcząc rywala, niszczy także własną miłość. Historia dramatyczna, ale z happy-endem, bo w końcu to Nowy Rok – żartował artysta.
Reżyserem spektaklu jest Charlie Edwards, z którym baryton współpracował już wcześniej. W obsadzie znaleźli się m.in. Lisette Oropesa (Elvira), Christian Van Horn, Larry Brownlee i David Pittsinger. Orkiestrą dyryguje Marco Armiliato. – To belcanto w najpiękniejszej postaci. Czysty śpiew, muzyka, w której można oddychać emocją. A Armiliato jest jednym z tych dyrygentów, z którymi naprawdę tworzy się muzykę – podkreślał śpiewak.
Transmisję spektaklu będzie można usłyszeć w Dwójce, już 10 stycznia. Koncert będzie można także zobaczyć w ramach cyklu The Met: Live in HD w kinach w całej Polsce.
Kalendarz wypełniony muzyką
Kalendarz Artura Rucińskiego na najbliższe sezony jest już szczelnie zapełniony. Po Nowym Jorku czekają go występy w Wiedniu ("Traviata"), Neapolu ("Cyganeria"), Monte Carlo i Madrycie ("Trubadur"), a także w Barcelonie ("Aida") i Monachium.
W 2026 roku artysta po raz pierwszy wcieli się w tytułową rolę w "Rigoletcie" – tym razem w Polsce. W planach są również debiuty w rolach Simona Boccanegry i Jagona w Otellu, również w Metropolitan Opera.
– To moment pełnej dojrzałości głosu i świadomości. Wiem, co jest dla mnie dobre. Verdiego i belcanto mogę śpiewać z radością. Ale do niektórych ról trzeba dorosnąć – nie tylko wokalnie, ale i życiowo – mówił.
Czytaj także:
"Śpiewak to sportowiec duszy"
Ruciński przyznał, że życie artysty operowego to pasja, ale i ogromne poświęcenie. – Nasze życie przypomina życie sportowca: ciągłe treningi, dyscyplina, zmiana stref czasowych, rozłąka z rodziną. Najtrudniejsze jest to, że moi synowie nie mogą zawsze podróżować ze mną. Ale każda chwila z publicznością wynagradza wszystko – powiedział.
Zapytany o przyszłość opery, odpowiedział bez wątpliwości: – Opera nie zginie. Teatry są pełne, a nowa technologia nigdy nie zastąpi głosu ludzkiego. Śpiewak jest niezastąpiony. To żywe emocje, których nie da się wygenerować sztucznie – zaznaczył Artur Ruciński.
***
Na rozmowę w Nowy Rok (1.01) zaprosiła Monika Zając.