WP #268. Blues Roberta Johnsona i Marka Lanegana

Ostatnia aktualizacja: 25.02.2022 12:34
W kolejnej odsłonie "Wieczoru płytowego" wysłuchaliśmy muzyki artystów zza oceanu, która wydana została w odstępie ponad pięćdziesięciu lat. Były to albumy "King of the Delta Blues Singers" Roberta Johnsona i "Blues Funeral" Marka Lanegana.
Okładki płyt King of the Delta Blues Singers Roberta Johnsona i Blues Funeral Marka Lanegana
Okładki płyt "King of the Delta Blues Singers" Roberta Johnsona i "Blues Funeral" Marka LaneganaFoto: materiały prom.

W każdą niedzielę słuchamy - razem z Państwem - najważniejszych płyt. Z namaszczeniem i pietyzmem, od początku do końca, strona A, strona B. A dopiero potem bonusy, konteksty, porównania, komentarze zaproszonych gości. Klasyka, jazz, rock, awangarda, elektronika.

Tym razem były to:

  • Robert Johnson – "King of the Delta Blues Singers" – 1961 Columbia
  • Mark Lanegan – "Blues Funeral" – 2012 4AD

Robert Johnson (1911-1938) był afroamerykańskim muzykiem bluesowym i autorem piosenek. Wydany po śmierci artysty album "King of the Delta Blues Singers" stanowi kompilację jego utworów. Jest on uważany za jedno z największych i najbardziej wpływowych wydawnictw bluesowych w historii muzyki.

Lista utworów na płycie:

1. Cross Road Blues 02:29
2. Terraplane Blues 03:01
3. Come On In My Kitchen 02:52
4. Walkin' Blues 02:30
5. Last Fair Deal Gone Down 02:39
6. 32-20 Blues 02:50
7. Kind Hearted Woman Blues 02:51
8. If I Had Possession Over Judgement Day 02:36
9. Preachin' Blues (Up Jumped the Devil) 02:52
10. When You Got a Good Friend 02:37
11. Ramblin' On My Mind 02:52
12. Stones In My Passway 02:28
13. Traveling Riverside Blues 02:44
14. Milkcow's Calf Blues 02:17
15. Me and the Devil Blues 02:34
16. Hell Hound On My Trail 02:37
17. Traveling Riverside Blues 02:39

"Blues Funeral" to z kolei siódmy album studyjny Marka Lanegana - pochodzącego z Seattle muzyka, wokalisty i autora piosenek. Artysta znany z takich zespołów jak Screaming Trees, Queens of the Stone Age i The Gutter Twins zmarł w lutym tego roku. Miał 57 lat.

Lista utworów na płycie "Blues Funeral":

1. "The Gravedigger's Song" 3:43
2. "Bleeding Muddy Water" 6:17
3. "Gray Goes Black" 4:11
4. "St Louis Elegy" 4:34
5. "Riot in My House" 3:53
6. "Ode to Sad Disco" (Contains elements of "Sad Disco" by Keli Hlodversson[34]) 6:24
7. "Phantasmagoria Blues" 3:16
8. "Quiver Syndrome" 4:03
9. "Harborview Hospital" 4:31
10. "Leviathan" 4:22
11. "Deep Black Vanishing Train" 3:06
12. "Tiny Grain of Truth"


Posłuchaj
176:18 2022_02_27 22_01_21_PR2_Wieczor_plytowy.mp3 WP #268. Blues Roberta Johnsona i Marka Lanegana (Wieczór Płytowy/Dwójka)

 

Komentarze słuchaczy

Robert Johnson zestawiony z Laneganem jest fantastyczny! To od Johnsona uczyli się Ci wszyscy wspaniali artyści czyli m.in. Stonesi i Beatlesi. A twórczość Marka Lanegana jest dalekim pokłosiem tego, co robił Johnson. Widziałem Lanegana na żywo 2 razy. Pierwszy raz właśnie gdy promował świeżo wydaną płytę "Blues funeral". Po koncercie siedział grzecznie i podpisywał płyty. Mój egzemplarz płyty również podpisał, dostojnie, w ciszy, bez zbędnych uśmiechów i wdzięczenia się do fanów. Dopiero po latach doczytałem o jego pokręconej przeszłości. Fajny, bardzo utalentowany gość, który współtworzył narodziny grunge'u i przyjaźnił się z Kurtem Cobainem, ale konia z rzędem temu kto dziś zobaczy u kogoś Marka Lanegana na t-shircie. Zewsząd wyziera jedynie twarz jego osławionego kolegi.

Szymon

Robert Johnson gra i śpiewał dziesiątki lat temu, a słucha się go, jakby robił to tu i teraz.
Czy można w sposób bardziej prosty i oczywisty opowiadać siebie. Wyraziście, całym brzmieniem swojej duszy. Głosem, który dociera do wrażliwości słuchaczy i niemalże hipnotyzując emocjonalnym przekazem i pulsującym dźwiękiem gitary pozwala przenieść się w inny czas i przestrzeń. Porzucić do niezniesienia trudną rzeczywistość, zapomnieć o zamęcie wojny, rzeczywistości zdeformowanej przez umysł szaleńca.

Urszula

Uwielbiam takiego rdzennego, surowego bluesa jak ten grany przez Roberta Johnsona. Jest w jego śpiewie prostota i zarazem wyszukanie, głęboka emocjonalność i jakiś pełen energii liryzm. Od razu przed oczami malują się krajobrazy południa Stanów Zjednoczonych. Taki wokal i gitara zdają się później odzywać głośnym echem w muzyce kolejnych dekad od Muddy Watersa po Rolling Stones i Dylana. Ten rodzaj ekspresji ma swą głęboką moc oddziaływania. Nie miałem jednak pojęcia, że Johnson żył tylko 27 lat z czym wpisuje w grono późniejszych gwiazd - odchodzących w tym wieku. Rewelacyjnie, że ta płyta gości w Wieczorze płytowym.

Ari

Dzisiejszego wieczoru szczególnie bliska wydaje mi się być płyta "Blues funeral" Marka Lanegana. Dla mnie jest on postacią nr 1, która wyłoniła się z rewolucji grunge'owej, nurtu, którego z kilkoma wyjątkami aż tak wielkim wielbicielem chyba nie byłem. Lanegan właśnie był tym wyjątkiem w moich oczach. To człowiek, który chciał się ciągle rozwijać i nie wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. Wspólnym mianownikiem dla różnych projektów była z pewnością jego bluesowa wrażliwość ale cała reszta to różnice. Podobała mi się od dawna jego współpraca z Isobel Campbell, świetne były płyty solowe, z zespołami, kolaboracje. "Blues funeral" to płyta nieoczywista gdzie z jednej strony słychać jego rockowe źródła, ale też i odległe brzmieniowo syntezatorowe plamy i nastrój melancholii. Szkoda, że nie będzie mi już dane podziękować za jego muzykę. Osobna sprawa to jego głos, niosący ze sobą jakiś bliżej nieokreślony smutek i ładunek bólu a z drugiej strony kojący i Lanegan zdający się mówić, że to tylko jego własny ból. Dla mnie to bezapelacyjnie bardzo ważna postać i nie tylko w świecie rocka.

Jacek

Robert Johnson, archetyp folkera znaczy dla mnie bardzo dużo. Słuchałem go gdy wkręcałem się w czarne bluesy i chyba tylko on i Skip James zostali ze mną do dziś. Najwięcej o Johnsonie mówi nam po latach jego twórczość. Analizując tematy, które poruszał możemy szukać analogii w wizerunkach ponurych songwriterów pokroju Nicka Cave'a - dla którego zresztą wczesny blues, wczesny folk zdaje się być bardzo ważnym źródłem inspiracji – no i również dla granego dziś Lanegana. Prócz tego nie można też zapominać o jego wpływie na gitarzystów, acz mi, komuś kto nie gra nie do końca jest dane to ocenić. Kiedyś jednak puściłem koledze słuchającemu głównie muzyki poważnej Roberta Johnsona, opowiadając przy tym o tej postaci. Był pod dużym wrażeniem i porównał materiał do koncertów gitarowych Paganiniego.

Natomiast Lanegan to prawdziwa legenda i jestem wielkim miłośnikiem jego dokonań zarówno solowych jak i tych z mad Season i Queens of the Stone Age. Przyznam, że sam wybrałbym jednak do prezentacji raczej Bubelgum gdzie znajdują się moje ulubione solowe piosenki Marka i kolaboracja z PJ Harvey. No ale i Blues Funeral jest w porządku, mimo iż kiedy wyszedł nieco go nie doceniłem i kręciłem nosem na aranżacje, mało rockowo-bluesowe w porównaniu do poprzednich płyt Marka (nieco trip hopowe?), to po latach stwierdzam że jest całkiem niezły.

Krzysztof

Robert Johnson to geniusz. Jak wielu wykonawców sięgało po jego utwory. Clapton i Cream, Peter Green i Fleetwood Mac, Allman Brothers Band, a utwory jak "Sweet Home Chicago" czy "Crossroads" należą do światowego kanonu muzyki i znają je chyba wszyscy. Krótkie życie i zagadkowa śmierć - Johnson był bodaj pierwszym muzykiem w klubie "27". Wiele osób nawet nie ma pojęcia, że słucha jego piosenek.

Maurycy

W środę próbowałam posłuchać mojej jednej z ulubionych płyt Soulsavers " Broken" ale utwory "Death Bells", a szczególnie "Unbalanced Pieces" rozłożyły mnie emocjonalnie na łopatki. Uwielbiam jego głos na zawsze. Szkoda, że nie byłam nigdy na koncercie...
Z przyjemnością posłucham dziś "Blues funeral". Dziękuję, że dla Marka Lanegana znalazło się miejsce w mojej kochanej Dwójce!

Marta

Dziś znakomity zestaw, którym sprowokowaliście mnie, by wtrącić swoje trzy grosze :) Może jestem kimś w rodzaju Johnsono-loga, bo swego czasu przegrzebałem mnóstwo źródeł w poszukiwaniu prawdy o tym młodym chłopaku grającym wiejskiego bluesa.

Według mnie nie ma w amerykańskiej popkulturze postaci bardziej fascynującej od Roberta Johnsona. Owiany mnóstwem legend, mitów, a ile z nich to prawda? Istnieje nawet teoria, według której bluesy Roberta Johnsona były celowo przyspieszane, by nadać im jeszcze bardziej tajemniczy charakter. Wytwórnia, która w epoce wydawała jego płyty, słynęła z takich zabiegów. Być może więc słuchamy go w prędkości ok. 20% szybszej niż rzeczywiście grał. Prawdy się już nigdy nie dowiemy, bo taśmy-matki uległy zniszczeniu. Nie brakuje jednak w Internecie fanowskich przeróbek, które pokazują, jak Johnson naprawdę mógł brzmieć - i faktycznie, choćby po stroju gitary można poznać, że brzmi to jakoś bardziej naturalnie...

To nie koniec tajemnic. Nie wiadomo nawet, gdzie dokładnie jest jego grób – w Stanach znajdują się trzy niezależne od siebie nagrobki Roberta Johnsona. Do dziś toczą się również spory, czy słynne skrzyżowanie to były autostrady nr 61 i 49 w Clarksdale, czy może 8. i 1. w Rosedale...

Faustowski mit o zaprzedaniu duszy diabłu w zamian za muzyczny talent żyje własnym życiem w amerykańskim folklorze aż do dziś, a przecież to chyba właśnie do niego przylgnął jako pierwszego. Dziś jest mnóstwo filmów, obrazów, komiksów inspirowanych tą legendą. Żył 27 lat - podobnie jak mnóstwo rockandrollowców z Klubu 27. Przypadek? No właśnie... jakkolwiek jest, bądź też nie jest to dziełem przypadku, z całą pewnością stanowi kolejny pretekst, by mitologizować postać Roberta Johnsona. Pytania można mnożyć, a niejasne odpowiedzi jedynie potęgują tajemniczą, mistyczną wręcz aurę, która roztacza nam się wokół niego. Twardy fakt jest jednak taki, że bez Johnsona historia rock'n'rolla potoczyłaby się zupełnie inaczej. Polecam obejrzeć na YouTube zabawny, animowany klip do piosenki "Crossroads Blues". Kończy się puentą, z którą ciężko polemizować "NO ROBERT JOHNSON, NO ROCK&ROLL". Tyle na ten temat. Sto lat minęło, a Johnson - paradoksalnie - dalej żywy. Legendy sobie żyją, a jego twórczość (raptem 29 piosenek) wciąż coverują artyści rockowi i nie tylko. Fenomen.

A Lanegan? Jeden z najpiękniejszych barytonów we współczesnej muzyce rozrywkowej. Smutnych wieści ostatnio nie brakuje, ale wiadomość o jego odejściu wyjątkowo dogłębnie mnie zasmuciła. Bo miał 57 lat, bo był bardzo płodnym artystą, gościnnie występował w niezliczonych "kolaboracjach". I z całą pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Z całą pewnością nagrałby jeszcze wiele znakomitych płyt. Pluję sobie w brodę, że nie miałem okazji zobaczyć go na żywo. A przynajmniej raz - w 2019 r. - poważnie się przymierzałem. Cóż, nauczka na przyszłość...

Karol

***

Tytuł audycji: Wieczór płytowy

Prowadzili: Tomasz Szachowski i Przemysław Psikuta

Data emisji: 27.02.2022

Godzina emisji: 22.00

Czytaj także

WP#219. Leonard Cohen, B.B.King i Muddy Waters

Ostatnia aktualizacja: 19.03.2021 14:30
Niedzielną noc spędziliśmy w towarzystwie muzycznych gigantów. Żadnego z nich nie trzeba przedstawiać.
rozwiń zwiń

Czytaj także

WP#230. Breakout i Dżamble

Ostatnia aktualizacja: 05.06.2021 15:13
W "Wieczorze płytowym" wybraliśmy się w muzyczną podróż do początku lat 70. Wysłuchaliśmy m.in. jedynej płyty długogrającej polskiego zespołu jazz-rockowego Dżamble.
rozwiń zwiń