TISZA czy Fidesz? Andrzej Sadecki o niedzielnych wyborach na Węgrzech

Ostatnia aktualizacja: 08.04.2026 13:20
W niedzielę, 12 kwietnia, na Węgrzech odbędą się wybory do parlamentu. Opozycyjna partia TISZA ma wysokie szanse na zwycięstwo nad rządzącym od 16 lat Fideszem, ale ostateczna większość w budapeszteńskim parlamencie może nie odzwierciedlać wyników wyborów. O szczegółach opowiada Andrzej Sadecki z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjneFoto: Shutterstock

- Jak patrzymy na sondaże to murowanym faworytem jest Péter Magyar i jego partia TISZA, czyli zupełnie nowa siła w polityce, której wcześniej nie było. To opozycja spoza parlamentu i ludzie, którzy po raz pierwszy wchodzą do polityki. Z drugiej strony jest Fidesz, czyli partia, która rządziła Węgrami od 16 lat z liderem Viktorem Orbánem - mówi Andrzej Sadecki z Ośrodka Studiów Wschodnich.

 

Posłuchaj audycji "Świat 4.0" z Andrzejem Sadeckim

 

Młodzi Węgrzy zdecydowanie będą głosować za zmianą władzy. - Różnica generacyjna w tych wyborach jest bardzo widoczna. Na Fidesz głosują wyborcy starsi i w dużej mierze mieszkający na wsi albo w małych miejscowościach. Na Magyara głosuje szczególnie młode pokolenie. W przedziale 18-29 lat ma ponad 60 proc. poparcia, a FIDESZ - około 10 proc. - tłumaczy Sadecki.

- TISZA, jeśli spojrzeć na wyniki sondażowe, powinna spokojnie wygrać. Natomiast Fidesz rządził przez 16 lat i wprowadził różne zmiany, które dają mu przewagę w systemie wyborczym - twierdzi gość Czwórki.

 

Węgierski system wyborczy może namieszać

- Węgrzy głosują zupełnie w innym systemie niż w Polsce. Oddają dwa głosy - jeden na listę partyjną, tu jest system proporcjonalny. Jak partia zdobywa 20 proc., to ma 20 proc. z puli 93 mandatów. Ale większość parlamentu - 106 z 199 osób - jest wyłaniana w JOW-ach, czyli jednomandatowych okręgach wyborczych. To w zasadzie 106 różnych wyborów. Mogą być bardzo małe różnice między kandydatami, których nie widać w sondażach - wyjaśnia ekspert.

Ten drugi głos, który oddawany jest w ordynacji jednomandatowych okręgów, przypisany jest do danego obszaru, np. miejscowości wyborcy. Tam wygrywa tylko jeden kandydat, a reszta zostaje z niczym - tak jak w przypadku polskich wyborów prezydenckich.


Zobacz także:


Ze względu na specyficzny system wyborczy, realnym scenariuszem jest sytuacja, w której partia z największą ilością oddanych głosów może nie mieć największej ilości mandatów w parlamencie.

Czy fałszerstwa wyborcze są prawdopodobnym scenariuszem? Według gościa Czwórki nie, choć wskazuje na inne działania. - Ostatnio dużo słyszeliśmy o kupowaniu głosów, zwłaszcza w biednych miejscowościach zamieszkanych przez mniejszość romską. Są różne schematy płacenia za głosy wyborców - podkreśla Andrzej Sadecki.

***

Tytuł audycji: Świat 4.0

Prowadził: Weronika Puszkar

Gość: Andrzej Sadecki (Ośrodek Studiów Wschodnich)

Data emisji: 7.04.2026

Godzina: 12.11

kajz