Witold Szabłowski: wolność niedźwiedzi boli Cyganów, ale boli też niedźwiedzie

Ostatnia aktualizacja: 09.05.2014 13:00
Jeszcze niedawno w całej Europie Wschodniej można było spotkać niedźwiedników. Dziś o tym zawodzie pamięta niewielu, a wolność niedźwiedzi, jak wolność każdego z nas, bywa niebezpieczna.
Audio
  • Witold Szabłowski opowiada o swojej najnowszej książce "Tańczące niedźwiedzie" (Czwórka/Stacja Kultura)
Fragment okładki książki Witolda Szabłowskiego Tańczące niedźwiedzie
Fragment okładki książki Witolda Szabłowskiego "Tańczące niedźwiedzie"Foto: mat.pras.

Na okładce najnowszej książki Witolda Szabłowskiego "Tańczące niedźwiedzie" widać Natkę, która próbuje wygramolić się z bagażnika samochodu swoich właścicieli. To widok, którego już nie zobaczymy, choć jeszcze niedawno był charakterystycznym dla całej drogi, którą Cyganie pokonali przez 1,5 tysiąca lat, przemieszczając się z Indii do naszej części świata. - Tańczące niedźwiedzie można było spotkać nie tylko w Bułgarii. Były też w Polsce czy na całym obszarze Bałkanów - mówi Witold Szabłowski. - Całe przedsięwzięcie wyglądało następująco: Cyganie brali na wychowanie małego niedźwiadka, np. sierotę lub misia urodzonego w zoo, w którym chciano zakończyć hodowlę tych zwierząt. Od maleńkości niedźwiedź przyuczany był do tańca na tylnych łapach. W efekcie tych nauk powstawało widowisko, podczas którego Cygan grał na gęślach, niedźwiedź tańczył, a gawiedź rzucała pieniądze. 
Wydawałoby się, że to miły dla oka obrazek, gdyby nie fakt, że niedźwiedź miał w nosie kółko, a nos u tych zwierząt jest silnie unerwiony - człowiek na swym ciele nie ma tak czułych miejsc, podkreśla autor "Tańczących niedźwiedzi". Kółko miało pomagać w tresurze drapieżników i de facto przez jego działanie zwierzęta były zmuszane do pracy.
- Kilka lat temu Bułgaria weszła do Unii Europejskiej i okazało się, że państwa stowarzyszone mówią "nie" tańczącym niedźwiedziom - opowiada gość "Stacji Kultura". - Mimo to niedźwiednicy wciąż uprawiali swój zawód na terenie Bułgarii. W pewnym momencie losem tych zwierząt zainteresowała się austriacka organizacja "Cztery Łapy". Ekolodzy uparli się, by zjawisko tańczących niedźwiedzi wyeliminować, zwracając wolność drapieżnikom. Członkowie organizacji jeździli do niedźwiedników i dogadywali się z każdym z Cyganów. Dawali im rekompensaty, a odbierali niedźwiedzie. 
Po pewnym czasie okazało się, że wypuszczenie drapieżników na wolność nie jest prostą sprawą. - Wolność niedźwiedzi boli Cyganów, ale boli też niedźwiedzie - mówi Szabłowski i dodaje, że ta wolność jawi się w bardzo różnych odcieniach. 
Autor dostrzega paralelę między laboratorium wolności, które stworzono niedźwiedziom, a stanem, w którym my się znajdujemy, odkąd skończył się komunizm. - Te mechanizmy są bardzo podobne. Niedźwiedziom usuwano z nosa kółko, po narkozie były otumanione, ale szybko budziły w nich się dzikie instynkty. Zwierzęta różnie sobie poradziły, ale każde z nich doszło do momentu, gdy wolność je przerosła - relacjonuje Szabłowski. - My też swego czasu mieliśmy "tresera", dziś możemy decydować sami o sobie, jedni w tych warunkach sobie poradzili, inni nie...
Koniec ery niedźwiedników gołym okiem widać w bułgarskim miasteczku Jagoda, w którym jeszcze 10 lat temu żyło ich ponad trzydziestu. Dziś, po odebraniu niedźwiedzi, została ich połowa. Panowie w wieku 50-60 lat po prostu poumierali z tęsknoty za swoim zawodem i podopiecznymi.
- W Polsce niedźwiednictwo zostało zakazane tuż przed II wojną światową. Kiedyś byliśmy potęgą tego zawodu i mieliśmy najsłynniejszą szkołę niedźwiednictwa w całej Europie, założoną przez Radziwiłłów - przypomina Witold Szabłowski i zdradza, że ostatnie przekazy o niedźwiednikach w Polsce, do których udało mu się dotrzeć, pochodzą z lat 50. XX wieku i mówią o niedźwiedziach leczących.
(pj/kd)

Zobacz więcej na temat: Bułgaria Czwórka literatura

Czytaj także

Tomasz Michniewicz: mam w sobie ciekawość świata

Ostatnia aktualizacja: 29.04.2014 14:00
- Chodzę trochę z głową w chmurach, a gdy do czegoś się "podpalę", nie zastanawiam się, czy to ma w ogóle sens i czy się opłaca, tylko to robię - opowiada o sobie pisarz Tomasz Michniewicz, autor książki "Swoją drogą. Opowieść o trzech podróżach po inne życie".
rozwiń zwiń

Czytaj także

Nie zawsze jednoznaczny zawód reportera

Ostatnia aktualizacja: 06.05.2014 08:00
Joris Luyendijk w swojej książce "Szokujące fakty z życia reportera" ujawnia kulisy pracy korespondenta. Zdradza też tajemnice powiązań polityków, piarowców i dziennikarzy.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Prof. Jerzy Bralczyk: za językiem kryje się cały świat

Ostatnia aktualizacja: 06.05.2014 14:00
Trzej językoznawcy: prof. Jerzy Bralczyk, prof. Jan Miodek i prof. Andrzej Markowski, znani popularyzatorzy kultury języka polskiego, postanowili stworzyć książkę, w której czuje się miłość, przywiązanie i ogromny szacunek do niego. Tak powstała publikacja "Wszystko zależy od przyimka".
rozwiń zwiń