Polskie Radio Dzieciom

Świętujemy Wielkanoc!

Ostatnia aktualizacja: 04.04.2021 11:30
Wiadra wody, bukiety wiosennych ziół i kwiatów, pyszne ciasta i kolędnicy-kokociarze. W „Źródełku” świętujemy Wielkanoc! Alleluja!
Audio
  • Świętujemy Wielkanoc! (Polskie Radio Dzieciom/Źródełko)
Skąd pochodzi wyrażenie: śmigus- dyngus? Okazuje się, że z języka niemieckiego
Skąd pochodzi wyrażenie: śmigus- dyngus? Okazuje się, że z języka niemieckiego!Foto: GlowImages/EastNews

Woda

Poznaliśmy magiczne brzmienie muzyki wody, granej przez mieszkańców tropikalnych wysp Vanuatu. Piosenka, którą usłyszeliście, towarzyszy pracy mieszkańców Vanuatu – spiewają ją, wyjmując sieci do połowu ryb z wody. Vanuatu to niezwykły kraj, leżący daleko w Oceanii, nieopodal Australii. Na kraj ten składa się aż 80 wysp i wysepek! Mówi się, że mieszkańcy Vanuatu należą do najszczęśliwszych na świecie.

A czemu o wodzie wspominamy? Ponieważ mamy Wielkanoc! A woda jest jednym z bardzo ważnych symboli tego święta. To znak oczyszczenia i uświęcenia. Wierzono, że wiosną woda nabiera wielkiej mocy, dlatego kropiono nią dom czy zwierzęta, by uchronić od złego. W Wielki Piątek jeszcze przed wschodem słońca, mieszkańcy wsi obmywali się w zimnych strumieniach i rzekach – płynącej wodzie, będącej w ciągłym ruchu – by być zdrowymi i pięknymi przez cały rok!

Z wodą związany jest też pewien bardzo znany zwyczaj… Śmigus-dyngus! Wraz z Ignasiem z Akademii Sztuk Dziecięcych w Warszawie sprawdziliśmy, kiedy na wsi dziewczyny rewanżowały się chłopakom, wylewając na nich wiadra wody. Choć teraz cała wodna bitwa rozgrywa się tylko w poniedziałek, musicie wiedzieć, ze dawniej na wsiach, w Lany Poniedziałek tylko chłopcy polewali wodą dziewczęta. Ale we wtorek panny rewanżowały się chłopakom, oblewając ich wiadrami wody. Ten zwyczaj nazywany był „babaskikiem” lub „babasikiem”.

Kim są Kokociarze?

O niezwykłym czasie Wielkanocy opowiadała nam Karolina Ociepka z Wielkopolski.

- Wielkanoc była takim dniem, kiedy na nowo, po Wielkim Poście, rozbrzmiewała muzyka! Kiedy nie było radia czy telewizji, muzyka rozbrzmiewała na instrumentach czy przez wspólne śpiewanie. Ale na czas Postu ludzie chowali instrumenty, nie bawili się, a okres ten był dość cichy. Dlatego, gdy Post się kończył, słychać było wyraźnie, że nastał już zupełnie inny czas! Czas świętowania! – mówiła Karolina, zastanawiając się, po co właściwie jest nam muzyka…

Hmm… na pewno przydaje się do zabawy czy do pracy… ale muzyka (a ta tradycyjna to już w ogóle!) pomaga tez być razem. Pomyślcie – jesteśmy razem, śpiewając bożonarodzeniowe kolędy. Właściwie, są też kolędy wielkanocne! Okazuje się, że mamy w Polsce bardzo dużo wiosennych pieśni kolędniczych! Przekonacie się o tym już w przyszłym tygodniu w „Źródełku”! Ale teraz wróćmy do Karoliny, do Wielkopolski. Otóż w czasie Wielkanocy, po wielkopolskich wsiach chodzili młodzi chłopcy z „kokotem”. Jakim kotem? Nie, nie „kotem”! Tylko „Kokotem”! Tak w tych okolicach nazywało się koguta. Czemu chodzili z kogutem? Bo był symbolem płodności i dostatku. Poza tym, był symbolem zmartwychwstania – tak, jak słońce wstaje, rozpraszając mrok, tak z grobu wstał Chrystus i rozproszył mrok. A nikt nie zapowiada nowego dnia lepiej, niż kogut. I Zmartwychwstania Pańskiego tez nikt nie zapowiada lepiej – wierzyli mieszkańcy wielkopolskich wsi i miasteczek.

Chłopcy w Wielkopolsce przygotowywali więc specjalny wózek, na którym usadzali specjalnego koguta – czasem wyrzeźbionego w drewnie, czasem z ciasta chlebowego, a czasem nawet i żywego! Po czym szli śpiewać specjalne wielkanocne kolędy.

Wielkanoc w Beskidzie Żywieckim

Wielkanoc to również wspaniałe śniadanie w rodzinnym gronie. Brygida Sordyl i Kuba Gołdyn zdradzili, jakie przysmaki goszczą w święta na żywieckim stole. Ale mówili też o rezurekcji – ważnej mszy porannej…

- U nas wierzyło się, że jak jaka baba nie szła w procesji dookoła kościoła to była czarownicą! – wspomniała Brygida – Msza była tak długa, że pod koniec myślało się już tylko o jedzeniu!

- U mnie na śniadanie je się jajecznicę z młodą pokrzywą – powiedział Kuba

- O! Pyszności! Wreszcie po Wielkim Poście można się najeść. A potem już tylko odpoczywać. Kiedyś w Wielkanoc to nie można było nic robić. Ani sprzątać, ani hałasować, ani opuszczać chałupy!

- To podobnie jak teraz, kiedy szaleje wirus korony – zauważył Kuba.

Po takim nic nierobieniu w Wielkanocną Niedzielę nadchodził jednak poniedziałek. Chłopcy od rana czatowali na dziewczęta, by oblać je wodą. Lany Poniedziałek na Żywiecczyźnie nazywano „śmirgusem”. Kuba z kolegami tak polewał dziewczęta, że nie było na nich suchej nitki. Niektóre nawet… wrzucano do rzeki! Ale dziewczyny się nie obrażały, tylko czekała na to polewanie. Bo znaczyło to, że się rychło wyda za mąż! Chłopcy odwiedzali też chałupy, by śpiewać tam wielkanocne pieśni. Dostawali w zamian jajka i przysmaki...

No właśnie, przysmaki. Na przykład piękne wielkanocne baby! Wypieczenie takiej baby to nie byle jakie zadanie! Żeby ciasto drożdżowe dobrze wyrosło wyrabiano je najpierw bardzo długo, po czym… wsadzano pod kołdrę i poduchy – by było mu ciepło. Nie wolno było też otwierać okien i drzwi – w obawie przed przeciągami – a nawet za głośno mówić!

„Miłości, zdrowia i wesołości!” życzyła nam Kaja Prusinowska wraz z całą rodziną. Cała Rodzina Prusinowskich: Kaja, Janusz i ich dzieci – Hania i Staś zaśpiewała nam również wiosenną kolędę,

***

Tytuł audycji: Źródełko

Prowadziła: Hanna Szczęśniak

Data emisji: 4.04.2021

Godzina emisji: 11.00


 

Zobacz także