Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Szklanka do połowy pełna z Songhoy Blues

Ostatnia aktualizacja: 17.11.2020 08:00
Songhoy Blues mają przeciw czemu protestować. Od ośmiu lat są uciekinierami, wewnętrznymi uchodźcami. Uciekli z okolic Gao i Timbuktu, z północno-wschodniego Mali podczas ostatniego powstania Tuaregów, szybko przejętego przez religijnych radykałów.
Okładka płyty Songhoy Blues Optimisme
Okładka płyty Songhoy Blues "Optimisme"Foto: mat. pras.

Minęła prawie dekada, a oni nadal nie mogą wrócić do domu, Mali jeszcze na początku wieku modelowy przykład demokracji i stabilności w Zachodniej Afryce, dziś jest targane wewnętrznymi konfliktami, w sierpniu doszło do kolejnego w ostatnich latach wojskowego przewrotu.

A oni nazwali swój trzeci album „Optimisme”. Miał ukazać się na początku roku, ale sami-wiecie-co spowodowało przesunięcie premiery o kilka miesięcy. Nagrywali go jeszcze w starej, przedpandemicznej rzeczywistości. Po dwóch albumach nagranych w stolicy kraju, Bamako, wybrali się do Nowego Jorku, by pracować pod okiem Matta Sweeneya. Sami podkreślają, że nagrywanie za oceanem pozwoliło im przede wszystkim na wypracowanie bogatszego brzmienia, którego nie zapewniają lokalne studia.

Tę potęgę słychać już od samego początku, od pierwszego trącania strun, pierwszego uderzenia w bębny. Songhoy Blues są wściekli i się z tym nie kryją. Już pierwszy utwór, „Badala” pokazuje ich gniewnych, jak nigdy, tytuł po songhajsku znaczy „Mam to gdzieś”. To pierwszy z jedenastu porywających protest songów na tym albumie. Swój optymizm biorą właśnie z protestu. Śpiewają o wzięciu spraw w swoje własne ręce, pracy u podstaw, zmienianiu swojego otoczenia. W tej codziennej walce wykluwa się lepsze jutro. Młodzi Malijczycy są zmęczeni niestabilnością, niepewnością, kobiety walczą z patriarchatem i jednocześnie liczą, że Mali może się zmienić. O tym śpiewają Songhoy Blues, o tej nadziei.

W ich muzyce jest jeszcze więcej rocka niż wcześniej, ale zawsze – nawet w tych najbardziej puszczających oko do zachodniego słuchacza, amerykańskich momentach – jest on przefiltrowany przez Sahel. Songhoy Blues są wiernymi uczniami Alego Farki Tourego, ale też przesiąknęli atmosferą żywotnej stolicy. W mieszaniu elementów muzyki różnych narodów zamieszkujcych Mali są podobnie w tym, co w sąsiednim Nigrze robi Tal National. Choć trzeba im przyznać, że są dużo bardziej przebojowi. Sięgają też ponownie po angielski, w singlowym „Worry”, by ich przekaz trafił jak najszerzej. Zresztą z takimi świetnymi piosenkami, fenomenalnymi partiami gitar, rozpierającą energią zasłużyli na jak największy sukces. W ciągu tych 34 minut, na które składa się „Optimisme” Songhoy Blues zwalniają tylko raz. Na samym końcu dają odetchnąć po skrzących się gitarowych solówkach, wykrzykiwanych hasłach, wezwaniach do działania. „Kouma” to odpoczynek równie zasłużony, co piękny.

Po takiej dawce bojowej radości trudno nie być choć trochę optymistą. To chyba największa zaleta tej płyty – daje choć chwilę wytchnienia i nadziei w tym dziwnym, ciężkim roku.

Michał Wieczorek

Songhoy Blues

„Optimisme”

Transgressive Records  2020

Ocena: 4/5

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.


Czytaj także

Karol ze skrzydłem

Ostatnia aktualizacja: 07.07.2020 09:25
Napisać recenzję płyty z głosami ptaków to zadanie dość karkołomne. Fakt, że ptasich głosów są na niej setki, a wykonawca jest jeden – Charles Kellogg - wcale tego zadania nie ułatwia. Bo z kim go tu porównać? Z Leonardem da Vinci?
rozwiń zwiń

Czytaj także

Sayonara na powrót punk folku

Ostatnia aktualizacja: 06.10.2020 10:55
Trafili w próżnię. Punk folk odszedł już w naszym kraju na karty historii, a i poważny showbiznes przeżył flirt z Mungo Staszczykiem (Pociskiem miłości), który w tym stylu był i irlandzki, i polski. To se ne vrati, jak mawiają bracia Czesi. A jednak – wróciło.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Humeniuk i inni – Ukraińcy w Nowym Jorku w latach 1928-1932

Ostatnia aktualizacja: 13.10.2020 08:00
Najsłynniejszym amerykańskim skrzypkiem z Polski był Ukrainiec Pawło Humeniuk (1883-1965). Urodził się w Podwołoczyskach (obecnie Підволочиськ), w tzw. Galicji Wschodniej, na wschód od Tarnopola, praktycznie już na granicy z Podolem.
rozwiń zwiń