Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Oszukany skrzypek

Ostatnia aktualizacja: 13.08.2020 10:00
Mimo, że była sobota, to skrzypek Jan Rogoliński siedział bezczynnie. Nie miał żadnego zamówienia na granie. Ostatnio nie najlepiej mu się powodziło, po wsi krążyły opowieści o nowym niezwykłym instrumencie – harmonii. Nikt jej jeszcze we wsi nie widział, ale wieczorami kawalerka sobie o nim opowiadała.
Skrzypek Jan Rogoliński z żoną. Gózd, radomskie 1981.
Skrzypek Jan Rogoliński z żoną. Gózd, radomskie 1981.Foto: Andrzej Bieńkowski/MUZYKA ODNALEZIONA

Gapił się przez okno i to wtedy zajechał pod dom elegancki powóz zaprzężony w cztery konie. Z powozu wysiadło dwóch starszych panów i weszło do domu. Zakłopotali swoją elegancją i szykiem Rogolińskiego. Witam Pana, doszły nas słuchy, że Pan jesteś wybornym skrzypkiem - zaczął jeden z nich - otóż chcieliśmy pana zamówić na granie. Ale kiedy? - zapytał Rogoliński. - A teraz Pana zabierzemy, ale proszę się nie martwić, po weselu odwieziemy Pana do domu. O wynagrodzenie proszę się nie obawiać, dobrze zapłacimy od każdego zagranego kawałka. Oszołomiony Rogoliński zgodził się - aby tylko się przebiorę. O to proszę się nie martwić na miejscu dostanie Pan elegancki ubiór. Rogoliński powiedział żonie, że jedzie grać i wsiadł do powozu. Był tak oszołomiony, że nawet nie zapytał gdzie jadą. Była już noc, pałac stał rozświetlony i zapełniony eleganckim towarzystwem. Rogoliński nigdy dla takiej publiczności nie grał. Obawiał się, czy zaakceptują jego wiejskie kawałki, ale nie, bardzo się podobała jego gra i tancerze zamawiali oberki walce i poleczki płacąc za nie sowicie. Już po godzinie miał pełen portfel. Stoły uginały się od pyszności i oszołomiony R. co i raz robił przerwę na posiłek.                                                                                                                                     

Jan Rogoliński opowiadając mi swoją przygodę powiedział, że zdziwiło go to, że uczestnicy balu co jakiś czas podchodzili w jedno miejsce, dotykali je, a potem przecierali oczy. Ale bal trwał dalej a Rogoliński grał jak natchniony. Zbliżała się północ i ogarnęła go wielka senność…                                                       

Gdy otworzył oczy, wokół była woda a on siedział w krzaku rokiciny w swojej starej kapocie. Jakoś wydostał się z wody i zaczął iść w stronę domu. - Całą noc jadłem i piłem ile chcieć a byłem głodny jak wilk - opowiada Rogoliński. Tak dobrnął do karczmy - Panie Jabłoński, dać mi setkowego i coś na ząb. Wypił, zakąsił, wyjął portfel, żeby zapłacić, otwiera i widzi, że zamiast pieniędzy ma końskie łajno. Wtedy zrozumiał - grał na czartowskim weselu i go wykiwano. Mówił mi z żalem - Panie Andrzeju, ja każdemu zagram i Cyganowi i Żydowi, i nawet czartowi, ale wynagrodzenie mi się należy, nie zapłacić muzykantowi to świństwo - opowiadał w 1986 roku.

Andrzej Bieńkowski

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

 

Czytaj także

Śpiewy z Czarnobyla

Ostatnia aktualizacja: 23.10.2019 14:55
Za sprawą serialu telewizyjnego odżyły upiory czarnobylskiej katastrofy. Przeżyłem ją w mojej wsi, wożąc dzieci do płynu lugola. Chcę zabrać w tej dyskusji głos, bo w latach 2003–2018 jeździliśmy z Małgośką co rok i nagrywaliśmy śpiewy z rejonu samego Czarnobyla, jak i z sąsiednich stref zagrożenia, gdzie mieszkańcy dostają specjalną czarnobylską rentę.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Muzykanckie przygody odcinek 1

Ostatnia aktualizacja: 17.06.2020 15:00
Powojenne lata 1945-1948 muzykanci radomscy zapamiętali jako wyjątkowo ciężkie. Ogólne rozprężenie, rozwydrzona partyzantka i bimber to recepta na muzykanckie kłopoty.
rozwiń zwiń

Czytaj także

A skąd ci się to wzięło?

Ostatnia aktualizacja: 02.07.2020 08:00
Kiedy opowiadam czasem o początkach ruchu domów tańca i tzw. revivalu muzyki tradycyjnej w Polsce, a zdarza się to coraz częściej, zawsze pojawia się pytanie: skąd się to wzięło, o inspiracje, o to "czego wtedy słuchaliście?", "ktoś w rodzinie grał?", "twoja rodzina była ze wsi?" itp.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Tajna produkcja

Ostatnia aktualizacja: 16.07.2020 08:00
Nie, nie będziemy mówić o tajnych fabrykach broni ani gadżetów szpiegowskich, tylko o naprawianiu harmonii. Naprawach robionych tajnie, nocą i w piwnicy! Dlaczego? Co w tym było tak sekretnego i nielegalnego? Opowiedzmy, jak do tego doszło.    
rozwiń zwiń