Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Jak Wisła do Gdańska – 100 lat Bujaka

Ostatnia aktualizacja: 01.10.2020 10:00
Rocznica urodzin minęła w czerwcu. Pamiętam spotkanie na rynku w Maciejowicach nad Wisłą. Dreptałem tam po kocich łbach, zastanawiając się co robić, bo rynek był duży i pusty, a ja przyjechałem o dzień za wcześnie na Festiwal Powiślaki, o czym właśnie dowiedziałem się, przeczytawszy plakat.
Marian Bujak.
Marian Bujak. Foto: Ze zbiorów rodzinnych Ryszarda Bujaka.

Takie rzeczy naprawdę rzadko mi się zdarzają, raczej bywam spóźnialskim. Po chwili zajeżdża pekaes, wysypuje się z niego grupka osób i szybko rozprasza w różnych kierunkach. Ale jedna przystaje, rozgląda się dokąd by tu teraz, trzyma futerał znajomego kształtu i w ogóle jest znajoma. Tylko ja sterczę na tym placu, więc rusza w moją stronę.

– Panie Marianie – mówię, bo poznaliśmy się rok wcześniej w Warszawie, gdzie przyjechał z synem na nasze zaproszenie do Domu Tańca – Powiślaki zaczynają się jutro. Aaa..., no to nie szkodzi, na pewno znajdzie się jakaś kwatera.

Od tego czasu działo się dużo, wizyta w Koryciskach, potem plan filmu dokumentalnego z Darkiem Gajewskim, kolejne granie na zabawie w Domu Tańca, tym razem na Elektoralnej. Do Małomierzyc Agata i Tomek Jeżowie zapraszają go na warsztat, kolejne warsztaty na pierwszym i drugim Taborze w Chlewiskach i Szydłowcu. Wizyty u Bujaków w domu, z Andrzejem Bieńkowskim, z Piotrem Dahligiem i jego ówczesnymi studentami. Płyta Mariana pt. „Portret muzykanta”. Spotkanie u Bujaków ze Stephanem Delicqiem, mistrz francuskiego akordeonu diatonicznego zafascynowany jest skrzypcowym polotem Mariana, a Ryszard Bujak z kolei, który ojcu bębni, ale spełnia się w graniu na akordeonie zupełnie innego repertuaru, zafascynowany z kolei szczipat'ielnymi walczykami i bourrée Delicqa. Żadnego z nich już nie ma na tym padole.

Niecałe dziesięć lat znajomości, a potem pustka pełna żywych wspomnień, a kiedy wspomnienia blakną, pan Marian dzwoni do mnie we śnie i gra mi tak jak nigdy wcześniej. Nie gra mi swojej muzyki po swojemu tylko tak, jak ja ją słyszałem. Co za niebywały prezent i gest! Zaczyna się więc przygoda z Nagraniami Terenowymi Snów i trwa do dzisiaj. Ostatnio z tej serii skromna, lecz mam nadzieję wymowna, instalacja dźwiękowa na stulecie na zaproszenie Michała Mendyka w ramach Festiwalu Radykalna Kultura Polska. Bujak jeszcze zagra po swojemu tysiąc zabaw, a tymczasem stara się podołać podtrzymywaniu „stroju świata” i podróżuje do źródeł muzyki, przesyła krótki jam z Beludżem Ramazanem.

W 2014 roku powstaje druga edycja płyty „Portret muzykanta”, tym razem na grubo. Staram się z pomocą Kataszki Zedel, Ewy Sławińskiej-Dahlig, a także Piotra Baczewskiego, aby portret był możliwie wyczerpujący, zarówno od strony merytorycznej, informacyjnej, jak i wizualnej. Pomagają obaj synowie, poznaję wtedy Mirosława, wrócił właśnie z emigracji. Za młodu uczył się od ojca na skrzypcach, potem przeskoczył na gitarę elektryczną, a potem przepadł na całe lata w Stanach. Siedzi w salonie wśród ciężkich, dębowych, robionych na zamówienie, ekscentrycznie rzeźbionych mebli, słucha nagrań ojca i lamentacyjnym tonem wypowiada zdanie: – Przecież, słyszy pan, ta muzyka ojca płynie jak Wisła do Gdańska.
To prawda.

Pozostając w tej poetyce, cofnę się do źródeł, tym bardziej, że udało mi się ostatnio ustalić parę ciekawych informacji. Marian zawsze podkreślał, że uczył się od swojego dziadka , Karola Piasty (1865-1945), ale bardziej niż dziadkowi zawdzięczał to determinacji swojej matki Katarzyny z Piastów Bujakowej (1896-1976). Jej ukochany starszy brat Andrzej Piasta (1891-ok. 1923), muzyczny następca Karola, skrzypcowy talent, który zdążył był już zostać doceniony, a też szczęśliwie się ożenić w 1913 roku, został wzięty w rekrut.

Po powrocie z frontów I wojny (m.in. włoskiego; audite „Marsz włoski” Mariana Bujaka) nie mógł już grać, ciężko chorował i niedługo zmarł. Siostra postanowiła przekierować ten cały bagaż skrzypcowego talentu, zacięcia i miłości do muzyki na swojego syna Mariana, który właśnie w 1920 roku przyszedł na świat. I dobrała się w korcu maku pod tym względem ze swoim mężem Wawrzyńcem Bujakiem, który będąc w tym czasie na froncie wojny polsko-bolszewickiej... zdezerterował na wieść o narodzinach synach. Udało mu się szczęśliwie przedostać do rodzinnej wsi i wybronić z oskarżeń. I jemu zawdzięczamy też to, że wiślane nuty Mariana mogły potem przez dziesiątki lat płynąć do Gdańska ku uciesze setek i tysięcy tych, którym dostarczały radości w ważnych momentach życia.

A ta rodzinna wieś – Koryciska, też okazała się bardziej wyjątkowa niż myślałem. Była to prywatna wieś szlachecka, w dużej mierze służebna. Karol Piasta „Koniarek” wypasał dworskie konie. Nie wiem, kim był dokładnie ojciec Tomasz Piasta, ale jego żona Franciszka z Indyków była dworską pokojówką. I to ona – wedle słów Mariana, powtarzającego za dziadkiem – chciała wyedukować syna na muzyka. I nauczył się „fachowo” grać na skrzypcach Józef Piasta (1859-1889), a u niego poduczał się sześć lat młodszy Karol. Kiedy Józef nieoczekiwanie młodo zmarł, Karol przejął po nim muzyczny fach, ale nie tylko, bo ożenił się także z wdową po bracie, Antoniną Piastą z Pękalów.


Rodzina oglądająca TV, Koryciska, lata 70. Rodzina oglądająca TV, Koryciska, lata 70.

Nie mam na razie żadnych bliższych informacji na temat koryckiego dworu i jego właścicieli. Ale mam nadzieję, grzebiąc w papierach archiwalnych jeszcze coś znaleźć. Czy byli nimi Nowakowscy? Możliwe, że tak, ale do kiedy? I czy to był jeden z tych dworów, które pod zaborami rozbrzmiewały muzyką? W każdym razie to tutaj równo w 1800 roku urodził się dobry znajomy Chopina z czasów studiów u Józefa Elsnera – Józef Nowakowski. Nie miał szerokich kompozytorskich skrzydeł, co w listach wytykał mu Chopin, ale po Fryderyku był jednym z najwybitniejszych romantycznych pianistów polskich XIX wieku. Wychowanie i wykształcenie zawdzięczał – jak pisze Barbara Chmara-Żaczkiewicz – swemu chrzestnemu ojcu, Janowi Skibińskiemu, który był podobno bratem matki (Nowakowski nazywał go wujem) i kapelmistrzem klasztornego zespołu muzycznego cystersów w Wąchocku. W cysterskiej szkole zdobył ogólne wykształcenie oraz uczył się śpiewu, gry na fortepianie, skrzypcach, rogu, puzonie i innych instrumentach. Jego kariera kompozytorska była lokalna. Ta wykonawcza, pianistyczna – międzynarodowa. A spełnił się przede wszystkim jako pedagog, autor „Szkoły na fortepian”, jeden z założycieli istniejącego do dziś czasopisma „Ruch muzyczny” oraz stołecznej Akademii Muzycznej. No i skomponował 60 mazurków.

Remek Mazur-Hanaj

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

Czytaj także

Taneczna zagadka

Ostatnia aktualizacja: 16.01.2020 09:00
Na początek więc pytanie: jaki jest najszerzej znany na świecie historyczny i dziś jeszcze czasem tańczony taniec identyfikowany z Polską?
rozwiń zwiń

Czytaj także

Woda ze stoku

Ostatnia aktualizacja: 09.04.2020 09:13
U podnóża skarpy w dwóch miejscach bije z różną siłą po kilka źródeł, niektóre obmurowane, w innych woda wypływa wprost z ziemi, spomiędzy kamieni lub spod odsłoniętych korzeni drzew i tworzy niewielkie malownicze rozlewisko.
rozwiń zwiń

Czytaj także

A skąd ci się to wzięło?

Ostatnia aktualizacja: 02.07.2020 08:00
Kiedy opowiadam czasem o początkach ruchu domów tańca i tzw. revivalu muzyki tradycyjnej w Polsce, a zdarza się to coraz częściej, zawsze pojawia się pytanie: skąd się to wzięło, o inspiracje, o to "czego wtedy słuchaliście?", "ktoś w rodzinie grał?", "twoja rodzina była ze wsi?" itp.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Anty-GPS wędrówki janowskiej

Ostatnia aktualizacja: 30.07.2020 08:00
W podróżowaniu jako refleksyjnym wędrowaniu istotną rolę oczywiście też odgrywają punkty orientacyjne, ale inne niż te w GPS-ach. Może to być coś, co na swój użytek nazywam „anbild”.
rozwiń zwiń