Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Nostalgia na sprzedaż

Ostatnia aktualizacja: 23.09.2021 09:00
Od ponad dekady kapitalizm próbuje nam (nietanio) sprzedać nostalgię za PRL-em. To poczucie straty i tęsknoty za czymś dawnym, nieokreślonym musi mieć oczywiście desygnat: przedmiot albo miejsce. W rolach estetycznych wehikułów czasu osadzono koszulki, kubki czy lokale gastronomiczne. Kasa się zgadza.
turystki robią sobie selfie przy Murze Berlińskim
turystki robią sobie selfie przy Murze BerlińskimFoto: Shutterstock/frantic00

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych w czeskiej Pradze widziałam zmerkantylizowane przejawy „nostalgii” za ZSRR – trend, który nigdy do nas nie dotarł i prawdopodobnie nie dotrze. W witrynach drogich sklepów dla turystów gościły czapki-uszanki z przypinką w postaci czerwonej gwiazdy, koszulki z sierpem i młotem czy bluzy z napisem „KGB is still watching you”. To wszystko było oczywiście obliczone na rozśmieszenie zachodnich turystów i sprawienie, by otworzyli portfele. Nikt przy zdrowych zmysłach nie tęskni w tej części świata za KGB – czy to dawni mieszkańcy ZSRR, czy nawet Czechosłowacji. Tamte gadżety bardzo dosłownie sytuowały się więc na półce drogich wspomnień ze świata, który nie istnieje, przeznaczonych dla ludzi, którzy w nim nie uczestniczyli. Tak, jak Europejczycy ze Wschodu – jeśli ich stać, co nie jest oczywiste – kupują na Zachodzie coś „naprawdę francuskiego”, „naprawdę włoskiego”, podczas gdy Włosi i Francuzi tego nie jedzą, nie noszą i śmieją się z tego w kułak, tak samo my, ludzie ze Wschodu, sprzedajemy Zachodowi pewne wyobrażenie świata zza żelaznej kurtyny, świata, o którym nie wiedzą nic, a nawet zapewne odrobinę go romantyzują. Do tej samej kategorii rozrywki dla Amerykanów należy zwiedzanie budki strażnika Muru Berlińskiego między RFN a NRD i możliwość wbicia tam do paszportu pieczątki potwierdzającej, że się przekroczyło umowną granicę pomiędzy świata Zachodu i Wschodu,. Chętnych nie brakuje. Obok stoi tablica informująca, ile osób zostało zastrzelonych do 1990 roku włącznie przy próbie pokonania muru. Ludzie z Zachodu robią sobie pod nimi selfie.

Ale oprócz nostalgii na eksport mamy też wewnętrzną, swojską. To na jej fali kupujemy w sklepach z drogimi gadżetami koszulki z dawnym logiem PKP czy PKS, skarpetki w ogórki kiszone, pościel w schabowego z ziemniakami czy kubki udające typową ceramikę z PRL-owskiego baru mlecznego, ale kosztujące 50 złotych. Bywają też wersje na mniej zasobne portfele – np. jedna z sieci dyskontów przed ponad dekadą miała „tydzień PRL”, podczas którego na sprzedaż były kubki i kalendarze z napisami typu „Myj ręce przed jedzeniem, a unikniesz choroby” czy „BHP” (w formie odtworzenia dawnych tabliczek informacyjnych), a nawet… kaśka do zamiatania podłogi. Brakowało tylko pralki frani.


Klient zamawia jedzenie w kultowym Barze Familijnym przy Nowym Świecie w Warszawie Klient zamawia jedzenie w kultowym Barze Familijnym przy Nowym Świecie w Warszawie

Nostalgia i tęsknota za światem, który pamiętamy (albo i nie – jak dzisiejsi trzydziestolatkowie, a więc główni odbiorcy galanterii ze sklepów z podobnym asortymentem), musi mieć więc swój fizyczny przejaw – kubek, talerz, odzież – i, koniecznie, wysoką cenę. Obtłuczona ceramika, w której na szybko podawano słodzoną odgórnie herbatę z gara w barze Karaluch, musi teraz mieć złoty rant i napis „Mokotów”, ale to ciągle ten sam kubek. Jednocześnie nie może być tani – hipsterscy poszukiwacze „dawnego klimatu” cenią tylko to, co znaleźli na pchlim targu czy śmietniku, lub to, za co słono zapłacili. Rzeczy, które kolekcjonują, nie mogą być masowe, o czym upewnia ich albo trudność w pozyskaniu, albo odpowiednio wysoka cena. Cały wysiłek i tak na nic, bo swój ciągnie do swego i na tej samej imprezie spotkają się dwie osoby w koszulkach „Działka moje hobby” czy „Wąsacz”. Mrugnięcie do innych nostalgików stanie się banalne – po prostu ubierają się w tym samym sklepie.

Utowarowienie nostalgii, cudzych i własnych wspomnień to kolejne pole żerowania dla kochającego gadżety kapitalizmu. Przywraca się desygnat, symbol, znak graficzny, nie przywracając jednocześnie pierwotnej funkcji ani przedmiotu. Koszulka z borowikiem ma przyciągać oko przechodniów, ale jej użytkownik często wcale nie chodzi na grzybobranie. „Miss turnusu” nie korzysta z sanatorium. „Majsterkowicz” nie umie użyć kombinerek i do wszystkiego woła złotą rączkę. Nikomu to jednak nie przeszkadza, bo tego typu sklepy czerpią pełną garścią z krynicy wspólnych (przeżytych bądź zasłyszanych) wspomnień i marzeń.

Utowarowienie PRL-u to także sprzedawanie wspomnień o deficycie i niedoborze w kraju, gdzie, przynajmniej deklaratywnie, jest teraz wszystko. Pamiętam ze szkoły sine, mechate w dotyku zeszyty z ramką na podpis i niczym więcej. Marzyło się wtedy o innych, zindywidualizowanych, choć trochę kolorowych. Dziś, przy kulturze chińskiej obfitości wizualne podróbki tych zeszytów powracają do niektórych sklepów, by poruszyć w klientach tę gorącą strunę wspomnień z dzieciństwa – wielkiego kosza, w którym trzymamy zapach gumki do ścierania, kolor plam po atramencie, twardość drewnianej linijki i ostry głos pani od nauczania początkowego. To wszystko w nas jest – a kapitalizm to otwiera, bo ma do nas klucz w postaci nostalgii. To, za czym nie przepadaliśmy, co bez mrugnięcia wtedy wymienilibyśmy na „zagraniczne”, teraz zachłannie kupujemy, by przez chwilę poczuć się jak kiedyś.

Przywracanie dobrych wspomnień – albo tych, które obecnie chcemy za takie uważać – towarzyszy także nadmierne wykorzystanie graficznych znaków nieistniejących już miejsc i zjawisk, które zanikły w smutnych okolicznościach. Bluzka „Fundusz Wczasów Pracowniczych” czy koszulka z logiem zlikwidowanej kopalni budzą mieszane uczucia. Czy naprawdę noszący je myślą o oddaniu szacunku tym miejscom lub zjawiskom, czy one cokolwiek dla nich znaczą, oprócz tego, że są kolorowe i przyciągają wzrok? Czy noszenie gaci z logo żywcem wziętym z zasłonki w PKP to nie brak szacunku?


Fiat 125p i126p na wystawie aut z epoki PRL, Warszawa 2020 Fiat 125p i126p na wystawie aut z epoki PRL, Warszawa 2020

Na tej samej strunie grają knajpy i bary „w stylu PRL”, gdzie asortyment to wódka, galareta, śledź i bigos, a ściany zdobi nadmiar (starych bądź podrabianych) tabliczek z zakładów pracy, informacji, ostrzeżeń, kawałków starych gazet. Niektóre z nich muszą naginać się do klienta i wprowadzać nowomodne dania i napoje (makarony, kolorowe szoty), bo wielbicieli hard core'owej nostalgii nie jest aż tak wielu – przyciągają ich głównie niskie ceny. Takie lokale pozbawione są oczywiście „nieeuropejskich” przejawów dawnych czasów, takich, jak lepiąca się cerata, latające muchy czy wypalcowane szklanki. Tego nowoczesny koneser nostalgii oglądać nie chce.

Mamy prawo do przetwarzania własnej historii, ponownego kształtowania wspomnień tak, by odrzucić złe, a zostawić dobre. Mamy prawo do wymiotowania własną kulturą i do nawrotu ku niej. Wykorzystanie przez Polaków symboli PRL-u i nostalgii za nim to jedyne uwłaszczanie się na historii i estetyce, którego nie można nazwać przywłaszczeniem kulturowym, bo przywłaszczamy własne. Problem w tym, że nasze wspomnienia utowarowia, merkantylizuje – a więc kształtuje – także kapitał. Z zapachu zupy mlecznej i przedszkolnej wykładziny zostawia nam kubek, na który nas nie stać, gadżet, ozdobę. Porzuci tę modę, gdy tylko trend się wypali.

Magdalena Okraska

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

 

Czytaj także

Miejsce do siedzenia. Rola ławki w kulturze ludowej i osiedlowej

Ostatnia aktualizacja: 21.01.2021 09:00
Idę – siedzą. Wracam – siedzą. Wyglądam przez okno kuchni z mojego mieszkania na parterze – są. Jeśli jest ciepło, stare kobiety zajmują szerokie malowane deski ławki we dwie lub nawet cztery, u ich stoją stóp zakupy ze Społem w biało-zielonych siatkach. Jeśli jest zimno – stoją.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Wódka, bloki i kiszone ogórki, czyli o egzotyzacji Słowiańszczyzny

Ostatnia aktualizacja: 18.02.2021 09:00
Od kilku lat w mediach społecznościowych pączkują strony mające przedstawiać codzienność, kulturę i zwyczaje mieszkańców państw Europy Środkowo-Wschodniej. Fanpage’e takie, jak Squatting Slavs in Tracksuits, Scenic Depictions of Slavic Life czy Babushka prześcigają się w publikowaniu memów i w zamyśle zabawnych zdjęć ze (z grubsza) słowiańskich miast i wsi.
rozwiń zwiń