Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Lirak Krzysztof Grabek

Ostatnia aktualizacja: 14.10.2021 10:00
Niedawno upłynęło lub niedługo upłynie, a może właśnie upływa 180 lat od narodzin byś może ostatniego wędrownego lirnika polskiego, a na pewno jednego z ostatnich. Oczywiście lirników obywateli polskich było jeszcze w międzywojniu niemało, ale byli to etniczni Ukraińcy, a także Białorusini. O kim mowa i skąd wiem, że chodzi o lirnika Polaka?
lira korbowa
lira korbowaFoto: NAC

Otóż osiem lat temu redaktor prowadzący stronę „Dawne Puławy” nadesłał mi skan fotografii prasowej podpisanej „Lirnik z okolic Puław”, opublikowanej w poznańskim tygodniku „Praca” w 1914 r. Stało się to początkiem etnośledztwa, które zajęło mi ładnych parę lat, a może wcale się jeszcze nie zakończyło. Na początku ta fotografia wisiała u mnie niejako w próżni domysłów, trudno ją było skleić z jakimś znanym kontekstem. Powziąłem jedynie przypuszczenie, że może być to lirnik polski, bo wygląda zupełnie inaczej niż lirnicy ze wschodu. Jego wygląd i ubranie nie komunikuje wyraźnie, że jest niewidomym biedakiem, w dodatku w rękach trzyma instrument, który nie jest podobny do lir znanych z terenów Rzeczpospolitej, bardzo różniący się od lir typu wschodniego. Nie wygląda na więcej niż 50 lat. Który lirnik nosił kapelutek? Taki obrazek znam tylko z węgierskich archiwów. Może ktoś z Podkarpacia, gdzie mieliśmy długo trwające węgierskie wpływy kulturowe, spłynął był Sanem i Wisłą? Nawet zadzwoniłem do Jacka Hałasa: „słuchaj mam zdjęcie lirnika spod Puław sprzed stu lat i przypomina trochę Ciebie”. Nie mogłem jednak wykluczyć niczego, bo jak wiadomo, życie potrafi układać najtrudniej wyobrażalne scenariusze.


Grabek, polski lirnik spod Puław. Tygodnik polityczny i literacki „Praca”, 14.07.1912, Poznań; fotografia wykonana w latach 1890-tych. Grabek, polski lirnik spod Puław. Tygodnik polityczny i literacki „Praca”, 14.07.1912, Poznań; fotografia wykonana w latach 1890-tych.

Postanowiłem chwycić się instrumentu, przejrzałem fotografie lir ze zbiorów polskich muzeów. Notabene na pomysł takiej dokumentacji wpadł Niemiec Ulrich Wagner. Jest jedna podobna! Czeska lira (z Muzeum Instrumentów w Poznaniu), zwana ninerą, typ ósemkowy, spotykany też w Niemczech, ten egzemplarz z czeskich Karkonoszy z XIX w. I wyskakują mi te ninery z sieci, niektóre prawie identyczne z „puławską”. Czyżby jakiś wątek czeski? I przypomina mi się to, co czytałem przy różnych okazjach o dużej aktywności w XVIII/XIX w. na naszych ziemiach muzyków i orkiestr z Czech. Nie była to tylko aktywność efemeryczna (liczne tournee), ale muzycy z Czech byli zatrudniani na dłużej w charakterze orkiestrantów i nauczycieli muzyki (w kapelach dworskich, kościelnych), a niektórzy z nich zostawali na stałe w Polsce jak Wincenty Ferdynand Lessel, który od 1781 r. był muzykiem, kapelmistrzem, kompozytorem i pedagogiem gdzie? A no właśnie na dworze Izabeli Czartoryskiej w Puławach, gdzie też zmarł w 1825 r. W składzie orkiestry, którą kierował przecież mogła być lira korbowa. Bo wprawdzie na wschodzie była utożsamiana obok bandury z instrumentem cerkiewnych żebraków, na zachodzie jednak w swojej bardziej zaawansowanej wersji była modna szczególnie w XVIII wieku w kręgach muzyki "wysokiej" Paryża i Wiednia. Nie twierdzę oczywiście, że na zdjęciu widnieje instrument obracany rękoma wnuka jakiegoś czeskiego orkiestranta, sprowadzonego do Puław przez Lessla. Niemniej jakiś związek może istnieć. Syn Lessla, również muzyk, Franciszek, na stałe związał się z Polską (notabene grał na modnej wówczas harmonice szklanej), uczył się 10 lat u Haydna, a ten jak wiadomo komponował także na lirę korbową, podobnie jak Mozart zresztą.

Jakież było moje zdumienie kiedy kilka miesięcy później, przeglądając stare roczniki czasopism natknąłem się we "Wsi Ilustrowanej" na inne zdjęcie tego samego lirnika z tą samą lirą! Na zdjęciu dużo lepszej jakości widać szczegóły liry. Zwraca uwagę precyzja wykonania i zaawansowanie w technologii budowy instrumentu większe niż w używanych wówczas na naszych ziemiach lirach typu wschodniego oraz obecność niestosowanych raczej na wschodzie elementów, służących osiągnięciu określonego brzmienia, większej niezawodności i łatwości obsługi instrumentu (np. stały podstawek dla burdonu). Nie widać dokładnie czy czwarta struna na górze to tzw. burdon trumpet, służący rytmizowaniu, nieobecny w lirach wschodnich, a spotykany zawsze w węgierskich, czeskich i niemieckich. Fotografia została opublikowana w tym samym roku, co poprzednia, 1914, ale jej bohater jest tu zdecydowanie starszy, około 20 lat, ubrany w wysłużoną pelerynę. Widać jedno zamknięte, drugie przymknięte oko, a więc wzrok miał upośledzony, pytanie w jakim stopniu. Niestety i tym razem nie podano jego personaliów, ani nawet autora zdjęcia, chociaż domyślam się, że jest nim główny fotograf czasopisma Stanisław Nofok-Sowiński.


Fotografia wykonana ok. 1913, „Wieś ilustrowana” 1914 nr 7 – lipiec, St. Nofok-Sowiński Fotografia wykonana ok. 1913, „Wieś ilustrowana” 1914 nr 7 – lipiec, St. Nofok-Sowiński

Jednak moje zdziwienie wynikało także z innego faktu. Otóż nie mamy prawie żadnych zdjęć polskich lirników, a tu nagle dwie fotografie tej samej osoby. A więc musiał to być lirnik wówczas jakoś tam znany, bywający w miejscach i sytuacjach, które taki rozgłos zapewniały, a i też jednocześnie zapewniały obecność fotografa. Od pewnego momentu sledztwa brałem pod uwagę, że to może może być wspomniany przez Hieronima Łopacińskiego Krzysztof Grabek, który grywał na lubelskiej Wystawie Rolniczo-Przemysłowej w 1901 r. Teraz właściwie nie miałem już wątpliwości. W "Wiśle" z 1902 r. pisał Łopaciński: Stary lirnik Grabek spod Opola, nazywający się lirakiem wygrywał często [na wystawie] na swojej lirze przeróżne melodie ludowe i przyśpiewywał piosenki. Na wystawę sprowadzili go zapewne Kleniewscy.  [Kleniewscy to ziemianie z Kluczkowic pod Opolem Lubelskim]

O Grabku pisała też "Gazeta Lubelska": Na wystawie zwraca ogólną uwagę maleńki karzełek Jan Omiotek z Goraja, który liczy już 31 lat wieku, a nie większy jest od chłopca czteroletniego. Sympatyczny karzełek odznacza się stosunkowo dużą inteligencją. Często również zagląda do działu etnograficznego lirnik Krzysztof Grabek z pod Opola i przygrywa na lirze. [„Gazeta Lubelska” 141/1901] Wkrótce okazało się, że jest jeszcze trzecia fotografia z czasopisma „Wędrowiec” [podziękowania dla Myrona Postolana], którą prawdopodobnie można czasowo usytuować pomiędzy  pierwszą a drugą, a więc na przełomie wieków. Wiele wskazuje na to, że zrobiono ją w czasie rzeczonej Wystawy Rolniczo-Przemysłowej w 1901 r.

Ziemianie Jan i Maria Kleniewscy, którzy wg Łopacińskiego przywieźli Grabka na to wydarzenie, byli bardzo przedsiębiorczy i aktywni społecznie, na skalę, która nie miała precedensu w dziejach postyczniowej Lubelszczyzny, a ich dobra kluczkowickie stały się wyjątkowym miejscem nie tylko na mapie guberni, ale i całego Królestwa Polskiego. Inicjatorką większości przedsięwzięć była Maria. Szczególne miejsce w jej poczynaniach miała działalność oświatowa. Wkrótce po ślubie zaczęła nawiązywać relacje z okoliczną ludnością chłopską, odwiedzała chorych i wiejską biedotę, udzielała rad dotyczących porządku, higieny i opieki nad dziećmi. Częściowo lub całkowicie niewidomy Grabek musiał być ich protegowanym, na trzeciej fotografii (tej z 1901 r.) widać, że jest zadbany, dobrze ubrany, ma nową pelerynę, porządną laskę, pański kapelusz i nowy koszyk. Kleniewscy w Kluczkowicach i okolicy prowadzili z dużym rozmachem kursy i szkółki wielu rzemiosł, ufundowali szpital, szwalnię, warsztaty koszykarskie i inne, opiekowali się ubogimi i starcami, zaopatrując ich w potrzebne rzeczy i organizując im zajęcie, szczegółowo pisze o tym Andrzej Przegaliński. [Działalność oświatowa Marii z Jarocińskich Kleniewskiej]


Krzysztof Grabek [~1841-1917], ok. 1901, „Wędrowiec” nr 22/1904 Krzysztof Grabek [~1841-1917], ok. 1901, „Wędrowiec” nr 22/1904

Jeśli Grabek mieszkał na terenie parafii Kluczkowice koło Opola Lubelskiego, to na pewno bywał na odpustach w okolicy Puław chociażby z tego powodu, że Kluczkowice należały do dekanatu nowoaleksandryjskiego (puławskiego). Może w atelier w Puławach zrobiono mu to pierwsze zdjęcie. Do tego samego dekanatu należała parafia w Wąwolnicy ze swoim znanym w regionie i szerzej, tłumnie odwiedzanym, słynącym z łask i uzdrowień sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej. W miejscowych aktach odnajdziemy zagadkowy wpis z 28 lipca 1917 r. dotyczący zgonu Krzysztofa Grabka, wdowca (po Mariannie z Jeleńskich) o statusie ubogiego, przebywającego w Wąwolnicy "czasowo", lat 76 liczącego, urodzonego w Kolbuszowej Dolnej „z nie pamiętnych rodziców”. Czy to był on? Tak sądzę. Skoro pośród całej masy Grabków w zdigitalizowanych dotychczas aktach z Lubelszczyzny nie ma drugiego Krzysztofa. To imię było w XIX wieku bardzo rzadko nadawane.

Z drugiej strony w metrykach z Kolbuszowej i okolicznych parafii nie ma żadnego Grabka.... Możliwe, że rodzice jako niewidomego oddali go już we wczesnym dzieciństwie do tzw. szpitala czyli de facto przytułku, których wiele działało po miasteczkach i miastach, zazwyczaj przy kościołach czy klasztorach. W przytułkach znajdowali schronienie wszyscy cierpiący niedostatek, chorzy, bezdomni, kalecy oraz dzieci osierocone i niechciane. Może więc Grabek to nie jego nazwisko z urodzenia. Nie wiemy kiedy osiadł na Lubelszczyźnie, czy miało to związek z tym, że Kleniewscy od lat 1880. sprowadzali do swego majątku pracowników i fachowców z Galicji (o czym wspomina Przegaliński), w tym może z Kolbuszowej, której sława jako znanego ośrodka meblarskiego właśnie przemijała, a wciąż było tam wielu fachowców, zapewne chętnych do migracji w lepsze warunki. Dodatkowo Kolbuszowa Dolna była znana z wyrobu drewnianych zabawek.

Niewykluczone, że Grabek znalazł się tam wcześniej i to może w samej Wąwolnicy, bowiem ta zasłynęła w połowie XIX z uzdrowienia Franciszka Klempińskiego, który w podwąwolnickiej wsi Kębło, w pierwotnym miejscu średniowiecznego objawienia Matki Bożej Kębelskiej (skąd jej cudowną figurkę przeniesiono do kościoła wąwolnickiego) wybudował kapliczkę po czym odzyskał wzrok. Odtąd liczniej ściągali do sanktuarium ociemniali. Zagadek i pytań jest wiele. Także te skąd w rękach Krzysztofa Grabka lira w typie czesko-niemieckim i dlaczego nazywał sam siebie "lirakiem"?

Remek Mazur-Hanaj

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

 

Czytaj także

W sprawie akordeonu na OFKiŚL

Ostatnia aktualizacja: 09.09.2021 14:00
Tegoroczny, 55 już, Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych obrodził w wyraziste opinie dotyczące charakteru wydarzenia. Za zgodą obu autorów, publikujemy rozmowę Piotra Baczewskiego i prof. Piotra Dahliga, mając nadzieję, że stanie się ona przyczynkiem do dyskusji na temat formuły polskich festiwali folklorystycznych, w tym tych najważniejszych. 
rozwiń zwiń

Czytaj także

Skandal na Festiwalu Kapel i Śpiewaków w Kazimierzu

Ostatnia aktualizacja: 30.09.2021 08:00
Tegoroczny festiwal zakończył się skandalem i to chyba największym w historii tej imprezy, a jurorzy pełni frazesów o wadze i niezwykłości tego wydarzenia nabrali wody w usta. Zostało mętne tłumaczenie organizatorów i niesmak. Media społecznościowe rozgrzały się do czerwoności.
rozwiń zwiń