Historia

Lolo-rozpruwacz

Ostatnia aktualizacja: 02.09.2008 13:13
„- Pana credo życiowe? – Powiem krótko: zabijać i pić krew ofiar, niszczyć ludzi i ich majątek.” - Karol Kot.

 W połowie lat 60. Krakowem wstrząsnęła seria głośnych napaści i morderstw. Celem były przede wszystkim kobiety i dzieci. Prasa informowała o napadach na pierwszych stronach. Miasto opanowała swoista psychoza strachu przed „Wampirem”.

''

Kościół Św. Jana w Krakowie. Kot we wrześniu 1964 roku zaatakował przed nim jedną z ofiar. Fot. T.Borejza

Ataki rozpoczęły się we wrześniu 1964 roku. Wtedy zostały zaatakowane trzy osoby. Napastnik atakował w zacisznych miejscach. Dwie z trzech ofiar napadł w kościele. Helena Węgrzyn została napadnięta u Sióstr Sercanek przy Garncarskiej 2. Następną ofiarą była 79-letnia Franciszka Lewandowska, którą zaatakowano nożem przy ul. Skawińskiej. Obydwie próby morderstwa okazały się nieudane.
Inaczej było w przypadku ostatniej z wrześniowych ofiar. 77-letnia Maria Plichta została kilkakrotnie dźgnięta nożem. Na przeżycie nie miała najmniejszych szans. Wieść o trzech bezsensownych atakach dokonanych w tak krótkim czasie szybko obiegła Kraków. Zrobiła tym większe wrażenie, że ostatnia z ofiar została zadźgana w samym sercu miasta – przed klasztorem Prezentek przy ul. Św. Jana.
 Jak napisał Bogusław Sygit – autor swoistego „pocztu” morderców polskich - „wiele kobiet, zwłaszcza starszych, wkładało pod ubrania, na plecy, metalowe płyty, poduszki lub inne przedmioty, aby chronić swoje życie przed ciosami krwawego wampira.”


Milicja była bezsilna. Nie było motywu. Nie było właściwie niczego co mogłoby naprowadzić na trop sprawcy. Mimo to poszukiwania trwały.
Do następnych napadów doszło w lutym i kwietniu 1966 roku. Tym razem ofiarami nie były starsze kobiety. Bezsens ataków i bezbronność napadniętych wciąż były jednak widoczne gołym okiem. W lutym „Wampir” zabił 11-letniego Leszka.  Napadł go, gdy chłopiec spędzał dzień na sankach pod Kopcem Kościuszki. Pytany później czy chciał zamordować dziecko odpowiedział: „Z początku nie. Po prostu – to, co mi przypadnie do gustu…”

Mimo działań specjalnej grupy operacyjnej Milicja wciąż nie miała żadnego tropu. Jednak na kolejny atak nie trzeba było długo czekać. W kwietniu Gazeta Krakowska donosiła: „14 bm. O godz. 13.30 wyszła z mieszkania przy ul. Sobieskiego 7-letnia Małgorzata P., by wyjąć z listownika wiszącego w bramie korespondencję. Tu ją pochwycił zbrodniarz zadając ostrym narzędziem  szereg ran w tułów. Dziewczynka o własnych siłach zdołała jeszcze dojść do mieszkania. Natychmiast wezwane pogotowie zabrało ją do szpitala im. Stefana Żeromskiego w Hucie.”

''

Brama kościoła sióstr Sercanek. W nim Kot - jak sam mówił - "wykonał pierwszą mokrą robotę".Fot. T.Borejza

Karol Kot

Napad na Małgosię, którą dźgnięto osiem razy stał się przełomowym punktem śledztwa. Niedługo po nim Milicja podała pierwszy rysopis podejrzanego, który stanowił doskonałe odzwierciedlenie tego jak „Wampir” powinien – zdaniem mieszkańców miasta - wyglądać: „wiek ok. 40 lat, wzrost ok. 175 cm, budowa normalna, postać lekko pochylona. Włosy ciemno-blond, faliste, czesane do góry. Twarz szczupła, zniszczona. Czoło wysokie, brwi duże, krzaczaste. Oczy ciemno-szare. Prawe oko szeroko rozwarte robi wrażenie protezy, lewe oko zmrużone, górna powieka obwisła. Wzrok bystry. Usta sine, ułożone w charakterystyczny grymas: dolna warga wywinięta i wykrzywiona, kąciki ust skierowane do dołu. Kości policzkowe wystające, policzki zapadnięte. Broda kwadratowa z dołeczkiem. Cecha charakterystyczna: drganie mięśni na lewej części twarzy, szczególnie w okolicy przymrużonego oka. Cera śniada. Mowa nerwowa.”
Ten „wyidealizowany” rysopis nie był jednak opisem mordercy. Nawet więcej. Był od niego bardzo, ale to bardzo odległy. Milicja szybko zorientowała się, że coś jest nie tak i niedługo potem podano nowy. Tym razem prawdziwy - szukano chłopca w wieku 16 - 18 lat. Znaleziono go po trzech miesiącach. 13 lipca 1966 roku prasa podała – oczywiście na pierwszych stronach - informację o zatrzymaniu podejrzanego.

''

Technikum energetyczne przy ul. Loretańskiej w Krakowie. W czasie, gdy Kot terroryzował miasto uczęszczał do tej szkoły. Tuż przed aresztowaniem zdał w niej maturę. Fot. T.Borejza

„Wampirem” z Krakowa okazał się 19-letni Karol Kot - młodzieniec, który świeżo zdał maturę w Technikum Energetycznym i wybierał się na studia do Wyższej Szkoły Oficerskiej. Ponoć w pierwszej chwili milicjanci, którzy przyszli go aresztować nie do końca byli pewni, czy to właściwy człowiek. Kot był bowiem niezwykle grzeczny, pochodził z zupełnie normalnej rodziny, zupełnie nie wyglądał też na mordercę. Mimo to – jak się szybko okazało – o pomyłce nie mogło być mowy.
Kot został skazany na śmierć przez powieszenie. Katalog jego czynów zawierał: dwa zabójstwa, 10 usiłowań oraz cztery podpalenia. Sąd nie miał problemów z orzeczeniem o winie. Jak donosiła prasa: „W uzasadnieniu podano, że zasadniczy problem tego procesu tkwił nie w sferze przedmiotowej, ponieważ fakty były bezsporne, lecz w kwestii – czy Kot jest poczytalny i w jakim stopniu można wyrokować o jego winie?”

Lubiłem pić krew

''

Komunikat KM MO o ataku na 11-letniego Leszka. Na zdjęciu ofiara.

„Sąd przyjął, że oskarżony jest psychopatą typu uczuciowo chłodnego, bezwzględnego, lecz nie podzielił poglądów psychiatrów krakowskich o ograniczonej zdolności kierowania postępowaniem w chwili dokonywania czynów objętych aktem oskarżenia.”

Uznał zatem, że niewątpliwie psychopatyczna natura Kota nie może stanowić wytłumaczenia tego co robił, że młody morderca doskonale wiedział, że działa wbrew prawu.  Sąd w uzasadnieniu napisał także, że „czyny jakie oskarżony popełnił wykazują, że jest groźniejszy od dzikiej bestii, bo obdarzony rozumem, (...) ten drugi jego życiorys pisany był męczeństwem, cierpieniem i krwią niewinnych ofiar, życiorys ujawniający cechy okrucieństwa i narastającego chłodu uczuciowego, życiorys, którego treścią było zabijanie, niszczenie, podpalanie i trucie (...)”
Niezwykle intrygujący jest w tym kontekście zapis wywiadu jakiego Kot udzielił już po wyroku skazującym. Można z niego wyczytać pewną dumę i swoiste zdziwienie na to, że ktoś może mieć do niego pretensje o to co robił. Nie mniej istotne było też to co mówił o swoich specyficznych zainteresowaniach, które nie tylko nie martwiły otoczenia, ale nawet je cieszyły.

Głównym hobby tego nastoletniego chłopaka były noże. Mówił: „interesowało mnie to, co służy na wojnie niszczeniu człowieka i jego dobrobytu, a więc: trucizny, noże, broń palna oraz sposoby ich najskuteczniejszego używania. Miałem sporą kolekcję noży: finki, noże sprężynowe, monterskie, rybackie i inne.” To nie tylko nie martwiło jego rodziców, ale nawet „matka nigdy nie odmawiała forsy na nabycie nowego noża lub na jego zrobienie. Wiedziałem, że się cieszyli, że syneczek ma jakieś zamiłowanie.”

Opowiadał: „Przyjemność sprawiał mi widok zarzynanych zwierząt i ich rozbierania. Z rodzicami jeździłem na wakacje do Pcimia (to taka dziura pod Myślenicami). Było nudno, chodziłem więc do tamtejszej rzeźni i asystowałem przy zabijaniu cieląt. Lubiłem ten widok i w końcu zasmakowałem w ciepłej krwi. Piłem krew z cielęcia i wieprza.”

Później przestał się zadowalać świeżą krwią zwierząt pitą szklankami w rzeźni. Po kolejnych dokonywanych przez siebie zbrodniach Kot zlizywał krew z ostrza użytego w napadzie noża.
Mimo to mógł powiedzieć: „byłem przecież normalnym człowiekiem.” W swoich czynach nie widział nic specjalnie złego, był nawet nieco zdziwiony, że ktoś może je traktować jako naganne: „Byłbym złym człowiekiem, gdybym pił wódkę i zadawał się z prostytutkami. Można więc być mordercą i zarazem dobrym człowiekiem, tak jak ja.”
Na pytanie co zrobiłby gdyby zwolniono go z więzienia odpowiedział: „planowałem (...) mordowanie dzieci i starych. Nie zdążyłem, trudno.”

Zakończenie
    

'' 

Notatka prasowa o wyroku na Kota - "Gazeta Krakowska".

Prokurator w mowie końcowej oskarżał: „Niech wyrok Wasz Obywatele Sędziowie, wyrok jedyny, jaki może zapaść w tej strasznej, ponurej, sprawie (...) usunie raz na zawsze rozpostarty nad Krakowem cień krwawego wampira, przywróci poczucie bezpieczeństwa w starych zaułkach naszego miasta, da satysfakcję tak strasznie sponiewieranemu poczuciu prawnemu i moralnemu społeczeństwa, przywróci zachwianą wiarę w człowieczeństwo natury ludzkiej. A zarazem wyrok Wasz – który z tej koszmarnej od oparów zbrodni sali, za pośrednictwem prasy, radia i telewizji, wybiegnie na szeroki słoneczny świat, od krańca po kraniec Polski – niech będzie też groźnym memento – ostrzeżeniem dla wszystkich tych tchórzliwych bohaterów, którzy kierując się egoistycznymi pobudkami poważyliby się targnąć na najwyższe dobro społeczne, jakim jest życie człowieka, targnąć na życie staruszek, targnąć na życie dzieci!!!”
Sąd posłuchał i nie okazał litości. Nie znalazł żadnych okoliczności łagodzących, ani w młodym wieku, ani podnoszonej niepoczytalności maturzysty-mordercy.
Kot został powieszony 16 maja 1968 roku.

Tomasz Borejza

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Wampir wampirem?

Ostatnia aktualizacja: 02.09.2008 13:53
W latach 60. Zagłębiem Dąbrowskim wstrząsnęła seria krwawych morderstw.
rozwiń zwiń