Redakcja Polska

Totalna walka o los Islamskiej Republiki [KOMENTARZ]

02.03.2026 18:55
Wojna z Iranem wprowadziła świat na drogę ku wielkiej niewiadomej. Optymiści sądzą, że po śmierci Najwyższego Przywódcy Alego Chameneia system władzy Islamskiej Republiki się załamie, a kreowany od miesięcy na lidera opozycji Reza Pahlawi obejmie władzę i wprowadzi w Iranie demokrację. Tyle, że póki co nic na to nie wskazuje.
Teheran po ataku izraelsko - amerykańskim
Teheran po ataku izraelsko - amerykańskimFoto: Reuters

Amerykanie skupili się na przygotowaniach militarnych, ale zlekceważyli kwestię szczegółowego planu tranzycji ustrojowej i budowy szerokiego frontu opozycji, która mogłaby przynajmniej spróbować opanować sytuację po ewentualnym upadku Islamskiej Republiki. W przypadku tak bardzo krytykowanej (również przez Trumpa) inwazji na Irak w 2003 r. administracja Busha zawczasu zorganizowała szereg spotkań różnych grup opozycyjnych, w tym Kurdów, szyitów i sunnitów. Z różnych powodów nie zagwarantowało to bezproblemowej transformacji, ale przynajmniej był plan. Tu takiego nie ma.

Jeśli Trump liczył, że w przypadku Iranu powtórzy się scenariusz wenezuelski tj. po odcięciu głowy reszta okaże uległość, to się bardzo pomylił. Iran to nie Wenezuela, a wiele wskazuje na to, że Chamenei zakładał, że zostanie „męczennikiem” i przygotował na to system. Zresztą główny partner USA w tej wojnie tj. Izrael, za pomocą kontrolowanych przecieków (lub wręcz dezinformacji), osłabił szanse starej ekipy pragmatyków, skupionej wokół takich osób jak Rouhani, Zarif czy Chatami, objęcia władzy i wszczęcia nowych negocjacji. Islamska Republika nie jest kierowana przez irracjonalnych szaleńców, ale nie są to też skorumpowani koniunkturaliści. Sepah, czyli Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, będzie bronić ustroju do upadłego, a śmierć Chameneia będzie dla nich motywacją dla własnego „męczeństwa”, które wśród szyitów ma głęboką tradycję. Można przypuszczać, że taki był zresztą plan Najwyższego Przywódcy.

Zakładanie, że zmasowane naloty, które zapewne spowodują znaczne straty po stronie Iranu, pozwolą na obalenie władzy w wyniku rewolucji, też jest dość ryzykowne. Ale to w tej chwili jedyna opcja jaką ma USA by ogłosić przekonujące zwycięstwo. Alternatywą są negocjacje, choć nie takie jak to sobie Trump wyobraża. Bo jeśli Islamska Republika przetrwa, choćby była niesamowicie poobijana, to wygra tę wojnę. A to byłby globalny cios wizerunkowy zarówno dla Trumpa jak i USA, który zostanie wykorzystany przez Rosję i Chiny. Tylko, że wątpliwym jest czy obalenie władz w Teheranie jest możliwe bez wysłania sił lądowych, a żadne państwo w regionie nie będzie się garnęło do uczestniczenia w takiej wyprawie. Warto przy tym przypomnieć, że nowa strategia USA nie zakłada szerzenia demokracji jako priorytetu polityki zagranicznej i dotyczy to w szczególności Bliskiego Wschodu.

Poza większością Irańczyków nikomu na Bliskim Wschodzie nie zależy na wolnym, demokratycznym i stabilnym Iranie. Sukces demokratyczny stanowiłby bowiem ogromne zagrożenie dla autokratycznych monarchii Półwyspu Arabskiego, a Izraelowi nie zagwarantowałby takiego rządu, który prowadziłby trwale przyjazną politykę wobec niego. Netanjahu nie jest naiwny, więc jego celem jest po prostu osłabienie i zdestabilizowanie Islamskiej Republiki. Natomiast autorytarny reżim Rezy Pahlawiego musiałby się opierać na zewnętrznym wsparciu, jeśliby chciał przetrwać.

Nie było wątpliwości, że Iran odpowie na atak zmasowanym uderzeniem na cele USA w regionie, a także na Arabię Saudyjską, która wbrew oficjalnym deklaracjom optowała za wojną. Jednocześnie można mieć wątpliwości czy którekolwiek z państw arabskich dokona jakiejkolwiek realnej odpowiedzi militarnej przeciw Iranowi. Bo nie chce się bardziej narażać, zwłaszcza przy braku pewności, że Islamska Republika upadnie.

Dla Rosji obecna sytuacja ma plusy i minusy, ale tych pierwszych jest więcej. Klęską dla Rosji byłby upadek Islamskiej Republiki, ale do tego jest bardzo daleko. Rosja nie potrzebuje już dronów z Iranu, bo produkuje własne na bazie Szahedów, a niedostarczenie Iranowi samolotów Su-24 i systemów obrony S-400, na co Iran liczył, świadczy o tym, że główną wartością dla Rosji jest eskalacja i chaos, tak by wciągnąć Waszyngton w bagno na Bliskim Wschodzie. Może też próbować przekonywać Trumpa do jakiegoś dealu w zamian za” rezygnację” z pomocy Iranowi. Oby USA tego nie łyknęły, bo Rosja i tak nie chce udzielać Iranowi żadnej pomocy militarnej.

Witold Repetowicz, dziennikarz i ekspert ds. Bliskiego Wschodu. Autor książek reporterskich o konfliktach w regionie, relacjonował wydarzenia w Syrii i Iraku. Adiunkt Akademii Sztuki Wojennej 

Izrael bombarduje cele w Iranie i Libanie. Jednym z nich bastion Hezbollahu

02.03.2026 11:54
Setki izraelskich samolotów bombardują jednocześnie cele w Iranie i Libanie - powiedział rzecznik izraelskiego wojska, generał Effie Defrin. Izraelskie wojsko poinformowało też, że wzmocniło obecność przy granicy z Libanem, ale w tej chwili nie ma planów inwazji na ten kraj.

Ataki USA na Iran mogą potrwać cztery tygodnie. Narasta niepokój na rynku ropy

02.03.2026 14:30
Prezydent USA Donald Trump ocenił w niedzielę, że operacja przeciwko Iranowi może potrwać cztery tygodnie”. Izrael przeprowadził kolejną falę ataków na Teheran i rozpoczął uderzenia na wspierane przez Iran ugrupowanie Hezbollah w Libanie. Azjatyckie giełdy zanotowały spadki, a ceny ropy naftowej i złota wzrosły.

Iranka o sytuacji w Teheranie: „Czekaliśmy na ten moment latami"

02.03.2026 15:44
„Ostatni raz rozmawiałam z mamą dokładnie chwilę po ataku w Teheranie. Uprzedziła mnie, że najprawdopodobniej za niedługo internet zostanie odcięty” – mówi Negar Hosseinnejad, Iranka od dziesięciu lat mieszkająca w Polsce. Jej relacja to opowieść o napięciu, nadziei i traumie, która naznaczyła ostatnie miesiące w Iranie.