Początkowo protesty miały charakter ekologiczny i dotyczyły ochrony przyrody. Szybko jednak zmieniły się w ogólnokrajowe demonstracje antyrządowe. Ich uczestnicy twierdzą, że sprawa wyspy stała się jedynie zapalnikiem dla znacznie głębszego kryzysu politycznego i społecznego.
– „Powodów do protestu Albańczycy mają mnóstwo. Jest tam gigantyczna korupcja. Często prawa człowieka są tam niestety łamane, więc Albańczykom żyje się tak naprawdę bardzo ciężko. Fakt, że miliarderzy, którzy po prostu płynęli mega jachtem i nagle zobaczyli jakąś wyspę, postanowili w jakiś sposób tę wyspę skolonizować, kupić ją i wybudować tam kurort dla milionerów i miliarderów na chronionym terenie Albanii, był momentem, w którym Albańczycy stwierdzili: to jest już za dużo, musimy wyjść na ulicę” – mówi Patryk Gruszka, reporter KDA Press.
– „Albańczycy mają dość. Mają dość korupcji. Mają dość tego, że rząd ich nie słucha, że łamie ich prawo. Przede wszystkim chcą dołączyć do Unii Europejskiej. Powodem, dla którego dali kolejną szansę premierowi Ediemu Ramie, był fakt, że bardzo głośno mówił o działaniach prowadzących do wejścia do Unii Europejskiej. Jak twierdzą protestujący, później okazało się to kłamstwem” – mówi Patryk Gruszka.
Demonstracje w Tiranie trwają nieprzerwanie od końca maja i odbywają się codziennie o godzinie 19. Najpierw mają formę marszu w centrum miasta, później przechodzą w wielogodzinne zgromadzenia i przemarsze obejmujące różne części stolicy. Według relacji uczestników w szczytowych momentach w protestach bierze udział bardzo duża część mieszkańców miasta, które liczy około 600 tysięcy osób.
Jak relacjonuje reporter, skala mobilizacji jest jednym z najbardziej uderzających elementów tych wydarzeń.
– „Protesty, które miały wspierać naturę, przerodziły się w antyrządowe, antysystemowe protesty w całym kraju, szczególnie w Tiranie. Do dziś każdego dnia o godzinie 19 wychodzą tam setki tysięcy ludzi. A przypominam, w Tiranie mieszka około 600 tysięcy osób, więc dosłownie całe miasto wyszło na ulicę. Protesty są pokojowe” – mówi Patryk Gruszka.
Uczestnicy protestów podkreślają, że ich sprzeciw nie dotyczy wyłącznie jednej inwestycji, lecz całego modelu rządzenia państwem. W rozmowach powtarzają się wątki korupcji, braku zaufania do instytucji oraz rozczarowania procesem integracji europejskiej.
Według nich jednym z powodów wcześniejszego poparcia dla obecnego premiera Ediego Ramy były deklaracje dotyczące szybkiego zbliżenia Albanii do Unii Europejskiej. Jak twierdzą protestujący, obietnice te nie zostały zrealizowane.
Atmosfera demonstracji, jak opisuje reporter, ma nietypowy charakter jak na długotrwały konflikt społeczny.
– „To, co jest najbardziej wspaniałe w tych protestach, to fakt, że są tam przeróżne grupy społeczne. I lewica, i prawica, która absolutnie się ze sobą nie kłóci, tylko idzie ramię w ramię. Powiedziałbym, że nie ma tam lewa i prawa, tylko jest góra i dół. Czuć ogromną solidarność w powietrzu. Protesty są absolutnie pokojowe. Ci ludzie po prostu wychodzą walczyć o demokrację, swoją wolność i swoją przyszłość” – podkreśla Patryk Gruszka.
Na zakończenie reporter wskazuje na szerszy kontekst sporu o wyspę Sazan, która według niego ma znaczenie strategiczne i historyczne. Wyspa posiada rozbudowaną sieć dawnych bunkrów wojskowych, a jej położenie w rejonie Zatoki Wlorskiej od lat czyni ją obszarem o znaczeniu militarnym i geopolitycznym.
W jego ocenie planowana inwestycja jest symbolem szerszego procesu zmian własności i wpływów.
– „Moim zdaniem jest to twarz współczesnego imperializmu. Nie podbija się już krajów czołgami i amunicją, tylko kupuje się je po cichu. Zmienia się prawo i wyprzedaje się to, co jest wspólne, a rachunek zostawia się zwykłym ludziom” – podsumowuje reporter Patryk Gruszka.
pż