Redakcja Polska

95 lat temu urodził się Bogumił Kobiela - „najwybitniejszy tragikomik polskiego kina”

31.05.2026 14:30
31 maja 1931 roku urodził się aktor filmowy i teatralny, reżyser Bogumił Kobiela. Uznawany był za najwybitniejszego aktora tragikomicznego polskiej kinematografii. Był moją jedyną szkołą aktorską, zawsze będę mu bardzo wdzięczny – powiedział satyryk Jacek Fedorowicz.
Audio
  • 31 maja 1931 roku, urodził się Bogumił Kobiela, wybitny aktor, gwiazda polskiego kina lat 50. i 60., przedstawiciel polskiej szkoły filmowej. Stworzył własny styl aktorstwa komediowego, kreując niezapomniane role. Najbardziej popularny stał się Jan Piszczyk z "Zezowatego szczęścia". [posłuchaj]
Bogumił Kobiela
Bogumił Kobielafot. east news

„Chyba najbardziej cierpiał nad tym, że widownia żąda od Niego mniej, niż on może z siebie dać. Obdarzony świetną techniką aktorką, był jednocześnie aktorem o ogromnym poczuciu samokrytycznym. Robił na mnie zawsze wrażenie człowieka, który wykonuje ten zawód niejako chwilowo, wstąpił do niego przechodząc” – wspominał Andrzej Wajda. „Mój stosunek do Niego jako do aktora był taki sam jak do wszystkich aktorów, których prawdziwie kocham: nie mógłbym Mu zaproponować roli, która nie byłaby godna Jego talentu” – podsumował w rozmowie z „Filmem” reżyser.

Bogumił Kobiela, bo o nim mowa urodził się 31 maja 1931 r. w Katowicach. W 1949 r. dostał się na studia aktorskie w krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej, którą ukończył z wyróżnieniem. Na tym samym roku studiowali m.in. Kalina Jędrusik, Leszek Herdegen i Zbigniew Cybulski, z którym Kobiela przyjaźnił się aż do jego tragicznej śmierci 8 stycznia 1967 r.

„Lubił prowokować niejednoznaczne sytuacje. Znakomitym partnerem w takich zabawach okazał się kolega z wydziału aktorskiego – Zbigniew Cybulski. Kobiela nasłał na niego dziennikarzy z ZMP, którzy przekonywali, że aktorem interesuje się UB. Cybulski odwdzięczył się, aranżując Kobieli randkę z pięknością, która wpuściła do mieszkania szajkę złodziei” – przypomniał w 2012 r. w „Rzeczpospolitej” krytyk Jacek Cieślak.

Po studiach, wraz z grupą absolwentów krakowskiej uczelni, związał się z kierowanym przez Lidię Zamkow gdańskim Teatrem Wybrzeże. Kiedy jednak ta wyjechała do stolicy, razem z Cybulskim postanowili założyć własny teatr.

„Część naszej grupy wyjechała z nią do Warszawy, część do Nowej Huty, gdzie przygarnęła ich Hanna Skuszanka. Kobiela i ja postanowiliśmy zostać, walczyć. Trudno jednak walczyć, gdy człowiek jest bez pracy. Poszliśmy więc do Rady Okręgowej ZSP z prośbą, by dali nam jakąś młodzieżową świetlicę, bo jesteśmy zawodowymi aktorami i chcemy eksperymentować” – wspominał Cybulski.

W ten sposób pod koniec 1954 r. powstał działający do 1960 r. i współtworzony m.in. przez Cybulskiego, Kobielę i Jacka Fedorowicza teatrzyk Bim-Bom. – Bogumiła Kobielę pamiętam i będę pamiętał całe życie, mimo że upłynęło już tyle lat. Razem odnosiliśmy niezapomniane sukcesy i przygody. Kobiela był moją jedyną szkołą aktorską i za to zawsze będę mu bardzo wdzięczny – powiedział PAP Jacek Fedorowicz.

Satyryk wspomniał, że Kobiela wnosił „lekkość i wdzięk, subtelność i poetycki żart, wspaniały zmysł obserwacyjny i ogromne wyczucie sceny”. „Imponował nam w pracy dowcipem i niebywałą zdolnością pointowania” – dodał Fedorowicz.

W tym samym czasie początkujący aktor zadebiutował w kinie epizodyczną rolą Grzesia w filmie „Trzy opowieści” (1953). Kilka lat później pojawił się w „Eroice” (1957) Andrzeja Munka, szerszą rozpoznawalność przyniosła mu rola Drewnowskiego w jednym z najważniejszych obrazów polskiej szkoły filmowej, czyli „Popiele i diamencie” (1958) Andrzeja Wajdy.

„Był otwarty na różne formy: eksperyment z ukrytą kamerą (»Kobiela na plażyź), kabaret (»Wagabundaź) czy telewizyjne widowisko z udziałem publiczności – »Spotkajmy sięź. Słynną rolę pana Jourdaina w Teatrze TV przyjął skuszony obietnicą krótkiego tekstu, bo nie lubił uczyć się roli. Wolał improwizować. To był jego żywioł – głównie dzięki świetnej mimice, jaką objawił w najważniejszym filmie »Zezowate szczęścieź” – ocenił Cieślak.

Niezwykłą popularność przyniosła Kobieli wspomniana wyżej rola Jana Piszczyka w „Zezowatym szczęściu” (1960) w reżyserii Andrzeja Munka. „Rola Piszczyka napisana była specjalnie dla Kobieli. Bez niego ten film byłby może tylko dydaktyczną satyrą na ludzi bez własnego oblicza. (...) Aktor pokazywał człowieka uwikłanego w nieprawdę i tę nieprawdę demaskował. Jego bohater chce przybrać formę, w której inni by go akceptowali. Chce być taki jak inni, ale pech, czy może nadmiar dobrych chęci sprawia, że ten gorliwiec zostaje rozpoznany i wyśmiany” – recenzował na łamach „Filmu” Tadeusz Sobolewski.

„Zacznijmy od tego, że rolę Jana Piszczyka grał Bogumił Kobiela, aktor o niebywałej vis comica, co od razu determinuje charakter postaci. W tej samej konwencji jest utrzymany aktor (Wojciech Lityński) odtwarzający Piszczyka w latach dzieciństwa. Cokolwiek będzie czynił Piszczyk i cokolwiek będzie się z nim działo, pozostanie śmieszny” – oceniła w „Kwartalniku Filmowym” Alicja Helman.

W 1964 r. wystąpił w filmie Wojciecha Jerzego Hasa „Rękopis znaleziony w Saragossie”. Główną rolę – Alfonsa van Wordena grał jego przyjaciel Zbigniew Cybulski, Kobiela natomiast wcielił się w postać Senora Toledo. „Jest jeszcze w dorobku Bogumiła Kobieli rola, w której gra pozorów, drobne życiowe kłamstewka przedstawione są w sposób ujmujący. Myślę o kawalerze Toledo z »Rękopisu znalezionego w Saragossieź Wojciecha Hasa” – zaznaczył w „Gazecie Wyborczej” Sobolewski.

„Wydaje się, że Kobiela zbudował tę postać z cech sobie bliskich. Niech nam się zdaje, że kawaler Toledo to po trosze on sam, tworzący swoją autoparodię. Jest elegancki, ma smak do kobiet, upaja się własnym głosem, cieszy się życiem, nagle poważnieje, ale jego melancholia rozładowuje się w błazeństwie. Ten uroczy egoista jest przy tym ujmująco naiwny” – podkreślił krytyk.

Na dużym ekranie pojawiał się jeszcze wielokrotnie, rzadko jednak w rolach na miarę swojego talentu. „W filmach gram dość często, choć ważnych ról, ciekawych postaci nie miałem wiele. Ciągle jednak mam nadzieję, że trafię na swoją rolę” – wyznał w rozmowie z „Filmem” na kilka miesięcy przed śmiercią.

– Intensywnie pracował przez szesnaście lat, ale jakie to były lata… To, co zostało po nim w archiwach Filmoteki czy w Teatrze Telewizji, to materiał niezwykły, Jego aktorstwo było na wskroś nowoczesne i polskie kino, teatr i telewizja nie były gotowe na takiego aktora – powiedziała w radiowej Dwójce Magdalena Przyborowska, autorka książki „Bogumił Kobiela. Sztuka aktorska”.

Miał zagrać główną rolę w „Rejsie” (1970) Marka Piwowskiego. Pierwszego dnia zdjęć – 2 lipca 1969 r. w Buszkowie koło Koronowa, kierowany przez niego samochód uderzył w autobus. Aktor doznał pęknięcia śledziony i krwotoku wewnętrznego. Kiedy przyjechało pogotowie prosił ratowników, by zajęli się jego żoną – Małgorzatą, mówiąc, że nic mu nie jest. Niedługo później stracił przytomność.

„Muszę Ci powiedzieć, że tak się cieszę, aż się martwię, że nam teraz będzie za dobrze, Małgosiu. I mieszkanie, i samochód jest, i Tenczynek, i lustro... I dużo cały czas razem. Więc naprawdę boję się coraz częściej, że może zdarzyć się coś nieprzewidzianego, złego, bo nam za dobrze. A ja myślę, że przyroda zawsze wyrównuje, niestety” – napisał kilka lat wcześniej w jednym z listów do żony, jakby przeczuwając tragiczne wydarzenia.

Aktora przewieziono do szpitala w Gdańsku, gdzie 8 dni później, 10 lipca 1969 r. zmarł pomimo dwóch operacji i godzinnej reanimacji. Odszedł dwa i pół roku po tragicznej śmierci swojego przyjaciela. Obaj nie dożyli czterdziestki – Cybulski w chwili śmierci miał 39 lat, Kobiela 38. „Uczył nas bawić się. (…) widzę, jak wiele zrobił wśród publiczności. Przełamywał jej konwenans, uczył ją swobody i naturalnej reakcji, obdzierał ze skrępowania i otwierał na żywą, autentyczną reakcję. Uczył śmiać się. Nam jest teraz o wiele łatwiej” – wspominał po śmierci Kobieli reżyser Jerzy Gruza.

„Był osobowością niepowtarzalną” – ocenił w 2019 r. na łamach „Więzi” filmoznawca ks. Andrzej Luter. „Stworzył własny styl aktorstwa, w którym łączył tragizm i śmieszność, poezję i szyderstwo, błazenadę i powagę; refleksję i szaleństwo. Śmieszno-smutny aktor. Wielki, nie do końca spełniony artysta. Śmierć wyrwała go w szczycie możliwości twórczych. Przeszedł do legendy. Nieśmiertelny” – podsumował Luter.

Śmierć Kobieli, podobnie jak wcześniej Cybulskiego, wstrząsnęła nie tylko środowiskiem filmowym i kinomanami, ale także społeczeństwem. Zdawano sobie sprawę, że w tak krótkim odstępie czasu, polskie kino musi pożegnać kolejny wielki talent. „Aktor tyleż wybitny, co niespełniony. W powojennym kinie, i nie tylko, był niepowtarzalnym brylantem, stworzył własny komediowo-dramatyczny styl grania. Z olśniewającym wyczuciem i inwencją łączył ostre rysy z ironią, błazenadę z powagą” – ocenił Andrzej Domagalski w kwartalniku „Niepodległość i Pamięć”.

„W polskim aktorstwie filmowym, nie mając właściwie żadnych poprzedników (może kimś podobnym był Rudzki? może także Świderski?) próbował, ze znakomitym rezultatem, pokazywać, że komediowy ton może być również tragiczny. Bo uśmiech człowieka i artysty niekoniecznie jest tylko kawałem i dowcipem. Uśmiech Bogumiła Kobieli łączył inteligencję, bez której nie ma poczucia humoru, ze smutkiem” – recenzował w „Dwutygodniku” Łukasz Maciejewski.

Jedną z największych pasji Kobieli były… samochody. „Jestem arcywspaniały kierowca! Przejechałem k/600 mil po przedstawieniu w New Britain” – pisał podczas swoich występów w USA w połowie lat 60-tych. „Był aktorem największych nadziei. Nadziei niespełnionych do końca” - powiedział po śmierci aktora kompozytor Andrzej Markowski.

PAP/IAR/pż

Powstaje film animowany „Tytus, Romek i A’Tomek”. Twórcy zdradzają szczegóły produkcji

26.05.2026 13:30
Projekt adaptacji kultowego komiksu „Tytus, Romek i A’Tomek” wchodzi w kolejne etapy realizacji. Jak podkreślają twórcy, film ma być kinową przygodą dla całych rodzin, łączącą nostalgię starszych widzów z językiem współczesnej animacji. O szczegółach produkcji opowiedzieli w studiu scenarzysta Rafał Skarżycki oraz reżyser Kristoffer Rus, którzy zaznaczają, że reakcja publiczności po ogłoszeniu projektu była bardzo intensywna.

Gratka dla czytelników. Ruszyły Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie

28.05.2026 15:40
Tysiące książek, setki wydawnictw i goście z kilkudziesięciu krajów. To największe literackie wydarzenie roku 

Poetycka Noc Świętojańska w Solingen. Polonia świętuje już 15 lat

29.05.2026 16:36
Od 15. lat w Solingen odbywa się Poetycka Noc Świętojańska – wydarzenie stworzone przez Joannę Duda-Murowski w ramach projektu "Poezjada". Łączy muzykę, poezję, folklor i tradycję, przyciągając Polonię z wielu krajów Europy. W jubileuszowej edycji organizatorka zapowiada wyjątkowo bogaty program.