"Panny z Wilka". Film, który z biegiem lat stał się arcydziełem Wajdy

Ostatnia aktualizacja: 27.08.2026 13:49
- "Panny z Wilka" to jeden najpiękniejszych filmów w dorobku Andrzeja Wajdy, z czym on sam niekoniecznie się zgadzał. Pamiętam spotkanie z udziałem Krystyny Zachwatowicz i Andrzeja Wajdy. Zdumiewało mnie wtedy, że artysta był naprawdę zaskoczony tym, jak bardzo ludzie kochają ten film. Padały nawet zabawne riposty małżeństwa dotyczące jego rangi i miejsca w dorobku reżysera - mówił w Dwójce filmoznawca i krytyk Łukasz Maciejewski.
Andrzej Wajda, Maja Komorowska i Daniel Olbrychski na planie Panien z Wilka
Andrzej Wajda, Maja Komorowska i Daniel Olbrychski na planie "Panien z Wilka"Foto: Witold Rozmysłowicz/PAP

Wysłuchaj audycji "Wajda - portret z powidoków"<<<

"Panny z Wilka" Andrzeja Wajdy to jeden z najbardziej niezwykłych filmów w historii polskiego kina. Powstały w 1979 roku obraz, oparty na opowiadaniu Jarosława Iwaszkiewicza, stał się opowieścią o pamięci, przemijaniu i niespełnieniu, a zarazem jedną z najdoskonalszych adaptacji polskiej literatury.

Jak Wajda oswoił "niemożność" Iwaszkiewicza

Łukasz Maciejewski zaznaczył, że Wajda bardzo często używał w odniesieniu do Panien z Wilka słowa "niemożność". Mówił o niemożności literatury, niemożności pamięci, niemożności charakteru.

- Mamy do czynienia z opowieścią zbudowaną na introspekcji, na pamięci, na tym, co dzieje się wewnątrz bohatera. Przenieść to na język filmu wydawało się właściwie niemożliwe. Wajda sam nie był przekonany, czy temu podoła - mówił.

- To miał być mały film. Zrobiony szybko, niejako przy okazji. Zbliżały się osiemdziesiąte piąte urodziny Jarosława Iwaszkiewicza, więc istniał także dodatkowy impuls, by projekt zrealizować właśnie wtedy. Doszedł jeszcze bardzo praktyczny powód – Daniel Olbrychski był wówczas jednym z najbardziej rozchwytywanych aktorów i miał zaledwie kilka tygodni wolnego. To wręcz niewiarygodne, że film o tak subtelnych emocjach, z tak koronkowo napisanymi rolami, powstał w ekspresowym tempie - dodał w Dwójce.

Czytaj także:


Iwaszkiewicz zachwycony filmem Wajdy

Ważnym elementem filmu jest obecność Jarosława Iwaszkiewicza. Pierwsza scena rozgrywa się na cmentarzu. - Widzimy groby, a potem spacerującego Jarosława Iwaszkiewicza. Na zbliżeniu jego twarz płynnie przenika się z twarzą Daniela Olbrychskiego. To bardzo bergmanowski motyw, przypominający "Tam, gdzie rosną poziomki". Twarze, doświadczenia i pamięć zaczynają się przenikać. A potem przenosimy się już do Wilka - zaznaczył w Dwójce Łukasz Maciejewski.

Iwaszkiewicz był zachwycony filmem. W listach do Wajdy pisał, że udało się coś, co nie miało prawa się udać.

- To było jedno z jego ostatnich wielkich szczęść. Zmarł zaledwie kilka miesięcy po premierze filmu, ale zdążył zobaczyć adaptację jednego ze swoich najważniejszych opowiadań i wielokrotnie wyrażał ogromną radość z tego, co zrobił Wajda. To jest właściwie precedens – mamy dwa autonomiczne arcydzieła. I bardzo rzadko zdarza się, żeby adaptacja dorównywała literackiemu oryginałowi - zaznaczył filmoznawca.

Najtrudniejszy film Andrzeja Wajdy

Także sam reżyser uważał pracę nad tym filmem za wyjątkowo wymagającą. - Zmordowałem się przy tym filmie bardziej niż przy jakimkolwiek innym. Każda scena wydaje się albo zbyt wyrazista, albo niedostatecznie jasna. Jest jednak jedna scena, której nigdy nie udało mi się powtórzyć w żadnym innym filmie. Chciałbym zobaczyć cały film zrobiony w taki sposób. To scena śniadania pod koniec filmu, kiedy Julcia i Jola siedzą przy stole, a naprzeciwko nich Wiktor Ruben. On nagle widzi, że kobiecość jest całkowicie oddzielona od męskości. Te dwie siostry porozumiewają się między sobą, a on pozostaje kimś obcym – człowiekiem, który nigdy nie będzie należał do tego świata. Wydaje mi się, że to najlepsza scena, jaką udało mi się wyreżyserować - mówił Andrzej Wajda w archiwalnej wypowiedzi dla Polskiego Radia.


Jak "Sérénité" przeniknęło do filmu Wajdy

Przy adaptacji Wajdę inspirowało jeszcze jedno opowiadanie Iwaszkiewicza – "Sérénité" z tomu "Ogrody". To słowo powraca wielokrotnie w dziennikach Iwaszkiewicza.

- Cała ekipa podobno chodziła z tym opowiadaniem. Uważam, że obok "Panien z Wilka" to jedna z najważniejszych rzeczy, jakie Iwaszkiewicz napisał. Sérénité oznacza zgodę na los. Pogodzenie się z życiem, ale nie w sensie rezygnacji. To promienność wynikająca z doświadczenia rozczarowań - zaznaczył rozmówca Marcina Pesty.

- Bohater "Sérénité" jest już starym człowiekiem. Wracają do niego wspomnienia i wszystkie niewykorzystane szanse. Właśnie ten duch przenika "Panny z Wilka". Nie dosłownie – nie ma tam wydarzeń z opowiadania – ale jako intuicja. Dzięki temu film zyskuje ponadczasowość - dodał Łukasz Maciejewski.

***

Tytuł audycji: Wajda - portret z powidoków

Prowadzenie: Marcin Pesta

Gość: Łukasz Maciejewski (filmoznawca i krytyk)

Data emisji: 26.07.2026

Godz. emisji: 22.00

Czytaj także

"Potrafił robić rzeczy nieoczywiste". Festiwalowe spotkanie z kinem Andrzeja Wajdy

Ostatnia aktualizacja: 19.08.2026 12:24
Suwałki, rodzinne miasto reżysera, zapraszają na festiwal "Wajda na Nowo". W przedostatni wakacyjny weekend (20-23 sierpnia) czeka nas spotkanie z mniej znanymi, fascynującymi wątkami w twórczości Mistrza. O szczegółach przeglądu na antenie Dwójki opowiedział jego dyrektor programowy Łukasz Maciejewski.
rozwiń zwiń