Jan Englert: dla mnie największą wartością teatru jest zespół ludzi

Ostatnia aktualizacja: 26.03.2021 18:30
- Uważam, że pandemia nie może zatrzymać pewnego sposobu myślenia o nas, naszej pracy i o naszym funkcjonowaniu w społeczeństwie. Aktorzy uprawiają zawód zespołowy, a nie indywidualny i nasza praca nie nadaje się do wykonywania zdalnego - mówił w Dwójce aktor, reżyser i dyrektor Teatru Narodowego Jan Englert.
Jan Englert
Jan EnglertFoto: Grzegorz Śledź/PR2

Posłuchaj
29:39 Owzk 26.03.2021.mp3 Jan Englert m.in. o teatrze w pandemii i rzemiośle aktorskim (O wszystkim z kulturą/Dwójka)
510 Jan Englert - sezon.jpg
Jan Englert: teatr telewizji to moje podwórko

Mija kolejny rok, w którym Międzynarodowy Dzień Teatru przebiega pod znakiem zamkniętych teatrów ze względu na pandemię koronawirusa. Jednak Jan Englert, pomimo wyzwań, jakie niesie ze sobą rzeczywistość, jest zdania, że teatr powinien wciąż pracować i wystawiać spektakle.

- Musimy się stosować do wszelkich przepisów, ale dopóki wolno pracować, dopóty uprawiamy zawód zespołowy. Teatr nie może stanąć w swoich wysiłkach twórczych. Organizacyjnie są pewne zmiany – przede wszystkim w relacji teatralnej między widownią a sceną; konwencją, w której się poruszamy. Ale przez ten rok Teatr Narodowy zrealizował pięć premier - mówił dyrektor instytucji.

Czytaj też:

teatr 1200.jpg
"Teatr porusza w człowieku to, co najważniejsze"

Jak podkreślił gość audycji, nawet najlepiej wystawiony spektakl w przestrzeni wirtualnej nie zastąpi jednak żywego spotkania publiczności i aktorów. - Teatr to jest jednodniówka. Twórczość trwa tyle, co przedstawienie, a potem zostaje tylko w niektórych pamięciach - mówił Jan Englert, dodając, że o wiele trudniej jest skoncentrować się na spektaklu oglądanym online. Zdaniem reżysera, zostaje on w pamięci jeszcze krócej, niż ten oglądany w rzeczywistości realnej.

- Sam oglądałem spektakle online, ale łapałem się na tym, że to ładne obrazki. Byłem zupełnie bezduszny i to mnie nie wciągnęło. Nawet na własnym przedstawieniu byłem trzy razy po herbatę i nie przeszkadzało mi, że wracałem, ominąwszy cały szereg zdarzeń. Właśnie tak mniej więcej ogląda się online.

- Ja jestem dziadersem. Nienawidzę internetu i uważam, że przyspieszył degrengoladę humanizmu. Nie mam wątpliwości, że największą wartością życia jest drugi człowiek. Nie rozumiem zaimka "ja", który jest decydujący dla mojego funkcjonowania w świecie twórczym. Dla mnie największą wartością teatru jest zespół ludzi. A ludzie rozsiani po domach, funkcjonujący w przestrzeni wirtualnej to jest jakiś surogat istoty teatru - mówił.

Czytaj też:

Reżyser zdradził, że jedną z bolączek współczesnego teatru jest starzejące się pokolenie rzemieślników, których nie ma komu zastąpić. - Młodzi nie chcą się tego uczyć, bo to nie jest najbardziej opłacalne zajęcie na świecie. Mam tu na myśli również twórców przedstawień. Największym moim kłopotem w dzisiejszych czasach jest to, że straciliśmy szacunek dla umiejętności, a miernota dyktuje nam swoje gusta. Dziś każdy, kto gdzieś czegoś dotknął, uważa się za artystę. A żeby zostać artystą, trzeba się nauczyć rzemiosła - mówił.

Jan Englert opowiadał również o nauce aktorstwa i wyznaczaniu granic. Między mistrzem a czeladnikiem  jak mówił – "pewne granice muszą być wyznaczone". - Ten zawód polega na pracy na własnej psychice i fizyczności. To jest bardzo płynna rzecz i dobry pedagog do każdego studenta podchodzi inaczej. Są tacy studenci, którymi trzeba potrząsnąć, ale są też tacy, którym trzeba cały czas mówić, że są świetni. Uczenie tego zawodu to jest bezustanna relacja.

***

Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą

Prowadziła: Małgorzata Szymankiewicz

Gość: Jan Englert (aktor i reżyser, dyrektor Teatru Narodowego)

Data emisji: 26.03.2021

Godzina emisji: 17.30

am

Czytaj także

Jan Englert: chciałbym żyć w XIX wieku

Ostatnia aktualizacja: 04.07.2020 14:00
Człowiek ten jest jednoosobową, niezwykle rzetelną firmą. Jest także rozpoznawalną i szanowaną marką, a to ważne, bo zawsze wolał być szanowany niż lubiany czy nawet kochany.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Sonata jesienna" w Teatrze Narodowym. "Seans rozliczenia, sztuka dla bardzo dorosłych"

Ostatnia aktualizacja: 20.10.2020 10:32
Opowieść o potrzebie miłości i akceptacji, o dziedziczonym chłodzie uczuciowym i o psychicznych kosztach twórczości. W warszawskim Teatrze Narodowym odbyła się premiera "Sonaty jesiennej" według Ingmara Bergmana w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego. O sztuce w audycji "Rozpruwacz kulturalny" mówił krytyk teatralny Przemysław Skrzydelski.
rozwiń zwiń