Posłuchaj audycji "O wszystkim z kulturą" >>>
Janusz Opryński – współtwórca i spiritus movens legendarnego Teatru Provisorium, reżyser o wyczulonym słuchu na literaturę i historię, a zarazem architekt teatralnych spotkań – od Międzynarodowego Festiwalu Konfrontacje Teatralne po program lubelskiego Centrum Kultury. Konsekwentnie udowadnia, że off nie jest ucieczką od instytucji, lecz sposobem myślenia o teatrze jako przestrzeni wolności, ryzyka i rozmowy.
Janusz Opryński - od teatru alternatywnego do głównego nurtu
To myślenie o teatrze rodziło się w latach 70., kiedy Opryński współtworzył Teatr Provisorium – w czasie, gdy scena alternatywna nie była marginesem, lecz intelektualnym laboratorium epoki. - Mam poczucie, że w latach 70., które doprowadzały do karnawału Solidarności, my byliśmy jednak w jakiejś potężnej formacji intelektualnej teatru alternatywnego. Wokół były skupione tęgie umysły: Konstanty Puzyna, Krzysztof Woliński, Krzysztof Mroziewicz, a także całe środowisko "Dialogu" - wspominał.
Dziś Janusz Opryński częściej pracuje w głównym nurcie teatralnym, ale nie oznacza to zmiany języka. Sięga przede wszystkim po literaturę – adaptuje teksty, które pozwalają myśleć teatrem w dużej skali i bez uproszczeń. Na scenach w Bielsku-Białej, Katowicach, Warszawie czy Lublinie realizował m.in. "Ferdydurke" Gombrowicza, "Braci Karamazow" Dostojewskiego, "Lód" Jacka Dukaja czy "Punkt Zero: Łaskawe" według Jonathana Littella.
Czytaj też:
Egzystencjalny teatr Janusza Opryńskiego
Opryński traktuje te realizacje jako konsekwentną kontynuację swojego teatru: skupionego na pytaniach o winę i odpowiedzialność, o granice wolności, o doświadczenie jednostki uwikłanej w historię. To teatr egzystencjalny, pełen niepokoju i intelektualnych napięć.
- To jest w pewnym sensie kontynuacja, bo pozostaję w obszarze tych samych lektur i tych samych pytań. Zmienił się natomiast kontekst pracy: ten teatr daje mi możliwość głębszej pracy z aktorami, wejścia w rysunek psychologiczny postaci, czego w teatrze alternatywnym nie praktykowaliśmy. Tam postać była przede wszystkim nośnikiem idei, a spektakle stawały się przestrzenią sporu, czasem wręcz walki na idee - wyjaśniał w rozmowie z Moniką Pilch.
- Wiedziałem, że jeśli chcę wejść w Bułhakowa, Dostojewskiego czy Conrada, potrzebuję aktorskich umiejętności z innego typu teatru. Nie oznaczało to jednak porzucenia doświadczenia teatru wspólnotowego – wciąż próbuję przenosić pewien typ zachowań i wspólnotowej pracy - podkreślił. - Bardzo czekam na propozycje aktorskie, by aktorzy byli współtwórcami. Teatr pozwala wspólnie z aktorami odkrywać nowe sensy tekstu, bawić się w odczytywanie jego wielowarstwowości. Mój przyjaciel Cezary Wodziński często powtarzał: "Obracaj słowa, aż wyświetlą się wszystkie możliwe znaczenia". To staram się robić - mówił Janusz Opryński.
"Płomienie" Brzozowskiego według Opryńskiego
W spektaklach Janusza Opryńskiego wyraźnie zaznacza się indywidualizm, który objawia się także w samej pracy reżyserskiej. Przede wszystkim polega ona na uważnej, drobiazgowej lekturze tekstu – tak było choćby podczas przygotowań do realizacji "Płomieni" Stanisława Brzozowskiego.
- Dość długo siedzimy nad tekstem. Przyjeżdżam z workiem książek, a także adaptacją, ale ona i tak w trakcie ulega jakiejś dekonstrukcji – jest skracana, dopisywana. Aktorzy też szukają kontekstów własną drogą. Ja jestem przewodnikiem w tym szukaniu. Ta praca literacka, grzebanie w słowie, daje mi dużo satysfakcji.
Brzozowski w odpowiedzi na "Biesy" Dostojewskiego"
Jak zdradził reżyser, nie pierwszy raz sięga po prozę Brzozowskiego. Jeszcze w czasach teatru alternatywnego wykorzystał fragmenty "Płomieni" w spektaklu "Nie nam lecieć na wyspę szczęścia". To w pewnym sensie odpowiedź na "Biesy" Dostojewskiego.
- Proszę pamiętać, że "Biesy" przedstawiają właściwie złowieszcze proroctwo wynikające z narodowej woli: rewolucjoniści mają sprowadzić straszne wydarzenia. Postać młodego Wierchowiejskiego, opartego na pierwowzorze Mieczajewa, zapala i zabija Szatowa, ale opiera się to na autentycznej historii studenta Iwanowa. W powieści Brzozowskiego pojawia się Mieczajew, który w pewnym sensie rehabilituje tych młodych ludzi. To polemika: pokazanie, że byli to ludzie znakomici, piękni, a nie tylko tragiczni rewolucjoniści - podkreślił Janusz Opryński.
Teatr Opryńskiego jako laboratorium idei
Janusz Opryński nie pragnie, jak Brzozowski, rehabilitować młodych rewolucjonistów, lecz opowiedzieć o nich "bez stronniczości i bez gniewu". Chce jednocześnie ukazać, jak przeszłość odbija się w dzisiejszej rzeczywistości. To także pytanie do publiczności o granice sprawiedliwości i etyki, o możliwość oporu wobec tyranii, ale też refleksja nad współczesnością.
- Chcę pokazać młodym aktorom, którzy nie pamiętają lat 70., że teatr może stawiać trudne pytania, prowokować do myślenia i reinterpretować przeszłość w cieniu dzisiejszych problemów. "Płomienie" dotykają też kwestii polskości, emancypacji kobiet i naszej odpowiedzialności wobec historii. To wszystko gorąco zajmuje mnie jako człowieka teatru i literatury, ale przede wszystkim humanistę - mówił Janusz Opryński
Premiera spektaklu "Płomienie" Janusza Opryńskiego, według powieści Stanisława Brzozowskiego, 29 stycznia w Teatrze Polskim im. Arnolda Szyfmana w Warszawie.
***
Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą
Prowadzenie: Monika Pilch
Data emisji: 14.01.2026
Godz. emisji: 19.10
am