Choć "Floren" przynosi kolejne sensacyjne zwroty akcji, w centrum jej pisania pozostaje pytanie o naturę zła. – Zaczynając pisać swoje książki, czy to był debiutancki "Tunel", czy trylogię, nie miałam takiego zamierzenia, że teraz będę pisała o czymś, co jest złem. To jest zawsze nieświadome. Dopiero teraz, po zakończeniu trylogii, zauważam, że czy to jest moja działalność publicystyczna, czy w mediach społecznościowych, ja bez przerwy staram się – wiem, że to zabrzmi patetycznie – wychodzić naprzeciw złu i się mu sprzeciwiać – powiedziała w Dwójce Magdalena Parys.
Posłuchaj rozmowy w audycji "O wszystkim z kulturą" >>>
W trosce o wartości uniwersalne
Pisarka podkreśla, że dziś rozmowa o dobru i złu nie jest górnolotna, a konieczna. – W tym natłoku najróżniejszych spraw, które są błahe, nieważne, gdzie denerwujemy się z powodu jakichś błachostek (...), gdzieś zagubiliśmy to, co jest naprawdę ważne, a mianowicie dobro, zło i podstawowe wartości. Przestajemy zwracać uwagę na to, co jest naprawdę ważne – podkreśliła w rozmowie.
Wojna, która nie odchodzi
Choć książki Magdaleny Parys mają uniwersalną wymowę, zawsze osadzone są w historii i w przestrzeni Europy Środkowo-Wschodniej, przede wszystkim Niemiec. – To jest mój temat, o tym dowiedziałam się z recenzji francuskich dziennikarzy – przyznała.
– Moja główna bohaterka Dagmara Bosch występuje w każdej z książek. (...) W końcu przyznałam przed sobą, że ja w każdej książce mam jakiegoś złoczyńcę, zbrodniarza wojennego, którego sobie wybieram albo on do mnie sam przychodzi. Kogoś, kto albo nie został ukarany, albo zbiegł i żył sobie później wspaniale – powiedziała. – Ta II wojna światowa ze mnie nie wychodzi po prostu. To, co naprawdę się wydarzyło, sprawia, że ja wokół tego buduję fikcję, przenoszę nas do przeszłości, ale przez teraźniejszość – dodała.
Miasta pogranicza
Źródeł swojej wrażliwości Magdalena Parys upatruje w swoim życiorysie. Urodziła się w Gdańsku, dzieciństwo spędziła również w Szczecinie, miastach o złożonej, niemieckiej przeszłości.
– Jako mała dziewczynka już czułam, że tutaj coś jest inne. Że to jest moje miejsce, bo tutaj były korzenie mojej mamy, mojej babci, mojej prababci. Ale że to jest nie tylko nasze – wspominała w rozmowie.
Rodzinny wyjazd do Berlina
Gdy miała trzynaście lat, wyjechała z rodziną do Berlina. W dramatycznych okolicznościach, bez paszportu, w czasie politycznych represji wobec bliskich. – To była ucieczka. Zostałam oderwana od mojej babci, od mojej ukochanej rodziny w Gdańsku, od moich przyjaciół w Szczecinie. I nie dość, że nie chciałam tam być, to jeszcze wszędzie naokoło słyszałam język, którego nie chciałam słyszeć – zaznaczała.
Początki były trudne: bunt, odmowa mówienia po niemiecku, groźba usunięcia ze szkoły. – Jak to usłyszałam, to po trzech tygodniach byłam w niemieckiej klasie. Pomyślałam: dobra, dosyć tej szopki tutaj, weź się w garść, bo naprawdę wylądujesz nie wiadomo gdzie – mówiła.
Drugi dom za zachodnią granicą
Z czasem Berlin stał się dla niej drugim domem. – Otrzymałam dar w postaci wolności, nauki o demokracji, o tym, czym jest i może być Europa. To były wspaniałe czasy – podkreśliła. I dodała, że teraz ma "i to polskie życie, i to niemieckie życie".
***
Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą
Przygotowanie: Aldona Łaniewska-Wołłk
Gość: Magdaleny Parys (autorka Trylogii Berlińskiej)
Data emisji: 23.02.2026
Godz. emisji: 19.10
zch