Był jednym z najważniejszych intelektualistów polskiej emigracji i twórcą środowiska, które przez dziesięciolecia kształtowało niezależną polską myśl. Jerzy Giedroyc, założyciel Instytutu Literackiego i redaktor paryskiej "Kultury", 27 lipca obchodziłby 120. rocznicę urodzin. Z tej okazji przywołaliśmy wspomnienia osób, które znały Redaktora i współtworzyły jego niezwykły świat – Hanny Marii Gizy, Czesława Bieleckiego, Jacka Krawczyka, Jerzego Kisielewskiego i Krzysztofa Czyżewskiego.
Wspomnienia o Jerzym Giedroyciu - cz. 1: Jacek krawczyk >>>
Wspomnienia o Jerzym Giedroyciu - cz. 2: Czesław Bielecki >>>
Wspomnienia o Jerzym Giedroyciu - cz. 3: Jerzy Kisielewski >>>
Wspomnienia o Jerzym Giedroyciu - cz. 4: Hanna Maria Giza >>>
Wspomnienia o Jerzym Giedroyciu - cz. 5: Krzysztof Czyżewski >>>
Jerzy Giedroyc - redaktor wolnej Polski
Jerzy Giedroyc (1906-2000) wychował się w w rodzinie o wielokulturowych korzeniach. Już w młodości związany był z publicystyką: w międzywojniu redagował "Buntu Młodych", czyli późniejszy tygodnik "Polityka". W 1946 roku powołał do życia Instytut Literacki w Rzymie, wydawnictwo, które stało się duchowym ambasadorem Polski.
Czytaj też:
W 1947 roku ukazało się pierwsze wydanie "Kultury". Nakład przewidziany pierwotnie jako kwartalnik, szybko stał się jednym z najważniejszych pism emigracyjnych w Europie. Jeszcze w tym samym roku Giedroyc przeniósł Instytut do Maisons-Laffitte pod Paryżem.
- Giedroycia poznawałem w najdziwniejszych okolicznościach - wspominał Jacek Krawczyk, archiwista i bibliotekarz Instytutu Literackiego. - Zawsze zaskakiwała mnie jego powściągliwość i pewien rodzaj skrępowania w kontaktach z ludźmi. Wielokrotnie zdarzało się, że kiedy wieczorem, po pracy, wracałem do Paryża, wołał mnie: "Panie Jacku, mam taką osobistą prośbę. Czy mógłby mi pan wymienić ostrza w mojej maszynce do golenia?". Za każdym razem, gdy to mówił, był niesamowicie skrępowany. Odpowiadałem oczywiście: "Nie ma problemu" i robiłem to błyskawicznie. Z jednej strony był więc człowiekiem bardzo wyhamowanym w kontaktach z ludźmi, a z drugiej zawsze zadziwiała mnie jego umiejętność zwracania się do innych w sprawach, które uważał za ważne dla polskiej kultury - opowiadał.
Życie podporządkowane "Kulturze"
Jacek Krawczyk, który do zespołu paryskiej "Kultury" dołączył w 1985 roku, wspominał, że szybko przekonał się, iż miejsce owiane legendą było przede wszystkim sprawnie działającym wydawnictwem, a Jerzy Giedroyc – wymagającym, ale zaangażowanym redaktorem, który pozostawał w stałym kontakcie ze swoimi współpracownikami.
- Tak jak miał zahamowania, żeby poprosić mnie o wymianę nożyka do maszynki do golenia, tak w sprawach "Kultury" i kwestii polskiej nie miał ich żadnych. Pamiętam mocny akcent z początku mojej pracy: w grudniowym numerze z 1985 roku Giedroyc napisał, że nie zamierza umierać, bo ma jeszcze mnóstwo pracy. Podkreślił też, że wszelkie spekulacje o tym, kto będzie prowadził "Kulturę", są nieuprawnione – o jej losach będzie decydował tak, jak robił to od czterdziestu lat. Bardzo mnie to wtedy poruszyło - mówił Jacek Krawczyk.
- Po latach odnalazłem podobny ton w jego korespondencji z Melchiorem Wańkowiczem z 1952 roku. Pisał wówczas, że po jego śmierci ma nastąpić koniec "Kultury". A przecież przed sobą miał jeszcze blisko czterdzieści lat życia. To pokazuje jego upór i przekonanie, że praca, którą wykonuje, ma sens i jest przedsięwzięciem na długie lata - dodał.
Giedroyc - człowiek kultury i codziennej dyscypliny
Jerzy Giedroyc był człowiekiem ogromnej wrażliwości, głęboko zakorzenionym w polskiej kulturze i historii. Wzruszał się wobec ważnych dla polskiej tożsamości wydarzeń. Doskonale poruszał się także w świecie kultury europejskiej. - Czytał ogromne ilości książek. W jego kalendarzach bez przerwy pojawiały się wypisy z różnych książek – francuskich, rosyjskich, polskich, z poezji. Fascynował się dobrą literaturą. Oglądał też z przejęciem westerny – uwielbiał to - wspominał Jacek Krawczyk.
Redaktor słynął nie tylko z intelektualnej dyscypliny, ale także z przywiązania do codziennego rytuału i dbałości o szczegóły. Współpracownicy wspominali, że nawet w najtrudniejszych warunkach potrafił zachować swoje przyzwyczajenia – jak podczas pobytu w Tobruku, gdzie mimo pustynnego upału znajdował czas na poranne golenie.
- On uważał, że w ten sposób walczy z pewną częścią siebie, ze swoją obłomowszczyzną. Wiedział, że jeśli się nie ogoli, to cały ten wewnętrzny gorset może się rozpaść. W tym sensie doskonale zdawał sobie sprawę, że liczy się nie tylko to, co opublikuje, ale również to, jak wygląda. Zresztą wystarczy spojrzeć na znakomite zdjęcia Bohdana Paczowskiego, żeby zobaczyć, jak ważny był dla niego ten wymiar - opowiadał Jacek Krawczyk.
***
Tytuł audycji: Zapiski ze współczesności
Przygotowanie: Dorota Gacek
Data emisji: 20-24.07.2026
Godz. emisji: 12.45
oprac. Anna Myśliwiec