Piotr Zgorzelski na antenie Polskiego Radia gościł swego czasu co tydzień, opowiadając o polskich tańcach tradycyjnych w cyklu „Pierwsze kroki”. Dziś przemierza Polskę (i nie tylko!) wzdłuż i wszerz, by krzewić taneczną wiedzę.
Tyndyryndy, gdzie grano na starą nutę
Z gościem Poranka Dwójki wspominaliśmy m.in. nieodżałowany klub Tyndyryndy, organizowany przez Remka Hanaja w Kazimierzu Dolnym podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych. Inicjatywa była swoistym poszerzeniem kazimierskiej aury – po występach konkursowych muzykanci schodzili ze sceny i grali do tańca.
- To było miejsce, które żyło, tętniło. Wprawdzie obecnie też stawiany jest w Kazimierzu namiot, gdzie kapele grają. Ale ta muzyka jest nieco odbiegająca od tego, co jest na samym festiwalu. Tyndyryndy miało to genialne przełożenie: z jednej strony jest konkurs i występują wspaniali mistrzowie na scenie, a później mają miejsce, gdzie mogą po prostu grać do tańca. I grali na taką ludową, starą nutę, byśmy powiedzieli – wspominał Piotr Zgorzelski.
>>> Posłuchaj rozmowy w "folkowym Poranku Dwójki"
Skąd czerpać materiały do nauki tańca tradycyjnego, czyli o niedostępności materiałów
Nasz gość od lat jest instruktorem tańców tradycyjnych, dyplomowanych etnologiem. Z jego poszukiwań i badań wynika, że mamy dostęp do bardzo niewielu materiałów, z którym możemy czerpać wiedzę, jak tańce wyglądały.
- Jeśli chodzi o materiały przedwojenne, są dostępne trzy filmy, które w autentyczny sposób przedstawiają nam, jak wyglądał taniec. Jest Wesele księżackie w Złakowie Kościelnym, Wesele biskupiańskie i film z Podhala, na którym również widać górali, którzy tańczą na hali. To wszystkie materiały. Ale tańczą ludzie z wiosek na tych filmach i widać, że to jest autentyczny, naturalny taniec, bawią się przy tym bardzo dobrze.
Pojawiają się materiały z tańcami stylizowanymi, scenicznymi. Jednak brakuje tam naturszczyków. Lata później stworzony jest materiał na użytek Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk. To nagrania z lat 60., nieme reportaże o podróżach Grażyny Dąbrowskiej na wieś rejestrujące jak tańczyli tamtejsi tancerze.
- Niestety, materiał jest do dziś niedostępny. Oczywiście tutaj mogą się pracownicy Instytutu denerwować na mnie, że ja tak mówię… ale mi się ani razu nie udało obejrzeć wszystkich tych materiałów. Jedynie krótki fragment, na pokazie realizowanym przez Instytut.
W latach 80. na festiwalu tańca tradycyjnego w Rzeszowie rejestrowani są sześćdziesięcio-, siedemdziesięcio-, a nawet osiemdziesięcioletni tancerze. Są naturalni, niestylizowani. Aż do lat dwutysięcznych, kiedy przybywa zespołów regionalnych i ZPiT.
- Nie zespoły tylko naturszczyki, wysyłani np. przez wójta, który dowiedział się o festiwalu. Faktycznie, fantastyczni są tam tancerze. Wszystko jest zdigitalizowane, można to obejrzeć, umawiając się z DK Rzeszów, bo tam jest ten materiał zdeponowany – wskazuje Zgorzelski.
Mistrzowie z Radomszczyzny
- Pierwsza była mistrzyni, pani Maria Pęzikowa. Brała mnie w karby i mówiła, jak należy tańczyć, a jak nie należy. I tancerze z Nieznamierowic.
W latach 90. nie trzeba było jechać na wieś by się z nimi spotkać. Byli gośćmi Sceny Korzenie w warszawskim klubie Remont. Imprezy organizowane przez Dom Tańca były pierwszymi tradycyjnymi potańcówkami w ogóle.
- Teraz nie mogę się opędzić od informacji, że tu jest potańcówka, tam jest potańcówka i jedna, druga, trzecia, dziesiąta, dwudziesta! W całej Polsce po prostu zaczęło się tańczyć!
Nie brakowało też wyjazdów terenowych, spotkań z różnymi tancerzami, było ich wielu. Jednak Zgorzelski wskazuje na ogrom materiałów, przez które trzeba się przekopać, by mieć podstawy do nauczania. Poza filmami, wymienia również książki.
- Książki wbrew pozorom dają nam taką wiedzę, którą – jeśli ktoś tańczy – czytając, zaczyna to interpretować, rozumieć i może to przenieść w rzeczywistość.
Taniec jest czymś wspólnotowym
Piotr Zgorzelski prowadzi Akademię Tańca Tradycyjnego, szczyci się tym, że to pionierska inicjatywa w Polsce.
- To trochę jak rok akademicki. Zaczynamy od podstaw, później utrudniamy. Na początku zawsze jest takie oberkowo-polkowe ABC. Co to jest rytm parzysty, co to jest rytm nieparzysty i jak się do tego poruszać, jak tańczyć w parze? Bo z tym jest wbrew pozorom dużo problemu – ludziom brakuje umiejętności wejścia w kontakt z kimś.
Taniec to wspólnota, przyciąganie, wymiana energii, podkreśla Zgorzelski.
- Uczę tego, że to taniec jest czymś wspólnotowym. W Polsce nie tańczyła jedna para na parkiecie. No chyba, że to były tańce góralskie… Ale, generalnie rzecz biorąc, to są tańce w kręgu wykonywane w kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt par. I one tańczą również ze sobą – trzeba mieć tę umiejętność poruszania się w przestrzeni, podążania za sobą, niewpadania na siebie, bo – jak się mówiło – nikt w tańcu nikogo nie trąca!
Od października Akademia Tańca Tradycyjnego rusza z kolejnym „rokiem akademickim”. Można brać udział w zajęciach w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Białymstoku. A na kursie poza tańcami wiejskimi pojawiają się także miejskie „retro” tańce czy francuskie mazurki.
Piotr Zgorzelski – jest autorem i realizatorem projektu internetowych lekcji tańca tradycyjnego umieszczonych na kanale YouTube – Taniec Tradycyjny PL, ogólnodostępnych tradycyjnych melodii Taniec Tradycyjny PL, a także jest twórcą oraz propagatorem nowoczesnej formuły tańczenia polskich tańców tradycyjnych określanej jako mazurek freestyle. Współtworzy koncepcję portalu edukacyjnego Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca – taniec.edu.pl, który jest poświęcony tańcowi. Uwzględnia w niej współczesne predyspozycje i umiejętności pokolenia pozbawionego żywego kontaktu z muzyka ludową. Współpracował przy wielu projektach, festiwalach i koncertach związanych z muzyką i tańcem tradycyjnym.
Były to m.in.: festiwal Wszystkie Mazurki Świata w Warszawie, Tabor w Chlewiskach, Tabor Kielecki w Sędku, Tabor Lubelski w Żółkiewce/Piotrowicach, Tabor w Chmielu, w Bieszczadach, letnie warsztaty i potańcówki w kawiarni Niepodległa. Miejsce Spotkań w Warszawie, Jarmark Jagielloński w Lublinie, Ethno Port w Poznaniu, Freaki Afryki we Wrocławiu, festiwal EtnoKraków/Rozstaje w Krakowie, Turniej Muzyków Prawdziwych w Szczecinie, Festiwal Ethniesy w Bydgoszczy, Podlaska Oktawa Kultur w Białymstoku, Festiwal Folkowisko w Chutorze, Open’er Festival w Gdyni, Festiwal Dźwięki Północy w Gdańsku, Międzynarodowy Festiwal Muzyki Ludowej „Mikołajki Folkowe”, Tyndyryndy w Kazimierzu nad Wisłą.
Do tego w audycji:
Polifoniczna opowieść o współczesnym mieście, pełna emocji i subtelnych odwołań, wyrażana muzyką. To idea nowego festiwalu, który wyrasta na mapie Warszawy. Wola Sound jest związany z konkretną dzielnicą, ale wykracza też poza jej granice, a także ramy czasowe, by prezentować to, czym jest urban folk. W dniach 18-19 września zmierzą się z tym takie grupy jak Kapela ze Wsi Warszawa, Bajdy, Pablopavo i Ludziki, Piotra Zabrodzkiego Podróż Sentymentalna. O festiwalu Wola Sound mówi jego kurator Łukasz Strzelczyk.