"Jesteśmy częścią większej całości". Reżyser Vincent Munier o "Pieśniach lasu"

Ostatnia aktualizacja: 26.10.2026 12:15
Podarował widzom magicznego "Ducha śniegów", teraz powrócił z nowym filmem. "Pieśni lasu" w reżyserii Vincenta Muniera to kontemplacyjna opowieść o zachwycie naturą i pasji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. – Czasem zachowujemy się tak, jakbyśmy sami wyłączyli się z przyrody, jakbyśmy stali ponad nią. Tymczasem jesteśmy jej częścią. Uważam, że dziś bardziej niż kiedykolwiek musimy przemyśleć na nowo sposób, w jaki żyjemy na Ziemi – mówił w rozmowie z Moniką Zając artysta.
Reżyser filmu dokumentalnego Pieśni lasu Vincent Munier opowiedział o nim słuchaczom w audycji Wybieram Dwójkę
Reżyser filmu dokumentalnego "Pieśni lasu" Vincent Munier opowiedział o nim słuchaczom w audycji "Wybieram Dwójkę"Foto: materiały prasowe

Posłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę" >>>

"Pieśni lasu" to medytacja zamknięta w obrazie, dźwięku i ciszy. Tytułowy las we wschodniej Francji dla reżysera jest od dzieciństwa drugim domem. – Zdaje sobie sprawę, że miałem wielkie szczęście, dorastając w taki sposób, mając las tuż obok siebie. Nie każdy ma taką możliwość. Czuję więc pewien dług. Otrzymałem tak wiele, że chciałem się tym podzielić się z jak największą liczbą ludzi. Film jest do tego doskonałym narzędziem – wyjaśniał reżyser Vincent Munier.

Cykl życia i sztafeta pokoleń

Człowiekiem, który zaszczepił w twórcy fascynację światem natury, był jego ojciec. – Dorastałem właśnie w tym lesie. Kiedy miałem dwanaście lat, ojciec podarował mi aparat fotograficzny. Nauczył mnie czatowania, a potem zostawiał mnie samego w lesie na kilka godzin. To właśnie wtedy przeżyłem pierwsze niezwykłe spotkanie i zrobiłem pierwsze zdjęcie dzikiego zwierzęcia, sarny – wspominał Munier, który z fotografowania i filmowania świata przyrody uczynił swój sposób na życie.

Czytaj również:

Dzisiaj podczas wędrówek po leśnej głuszy towarzyszy mu także syn. Mężczyźni z trzech pokoleń uczą się od siebie szacunku, uważności i troski o wspólny świat. "Pieśni lasu" to z jednej strony portret ich rodzinnych więzi, z drugiej – metafora dla odwiecznego cyklu życia.

– To również opowieść o przygotowywaniu się na śmierć. Śmierć jest bowiem czymś, co może dawać początek nowemu życiu. Bardzo porusza mnie widok martwego, pokrytego mchem drzewa, leżącego na ziemi niczym szkielet. Na jego pniu wyrastają małe świerki, które zapuszczają korzenie w swoim przodku. Korzystają z jego substancji i wyrosną. To niezwykle mocny obraz. Myślę, że podobnie jest z dziedzictwem przekazywanym przez dziadka wnukowi: co po sobie zostawia, co może mu dać, aby ten mógł pójść własną drogą – dzielił się refleksjami francuski reżyser.

Las daje nam lekcję pokory

Zdaniem twórcy kluczowe w kontakcie ze światem przyrody są szacunek i świadomość, że jako gatunek jesteśmy tylko jednym z ogniw w złożonej sieci zależności.

– Do lasu trzeba wejść na palcach, powoli, dyskretnie. Trzeba się wycofać, nie mówić głośno, stać się niemal niewidzialnym. Wtedy zaczyna się dziać coś wyjątkowego, bo w przyrodzie jest mnóstwo niewidzialnych obecności. Jeśli potrafimy się ukryć, zachować dyskrecję i pokorę, te obecności mogą stać się widzialne. Czasami, kiedy przez bardzo długi czas czekam na jakieś zwierzę, dniami, tygodniami, a nawet miesiącami, i w końcu ono się pojawia, to coś niezwykłego. Takie oczekiwanie bywa dla mnie niemal jak modlitwa – opowiadał rozmówca Moniki Zając.

– Z wiekiem coraz bardziej przekonuję się, że nie zawsze trzeba podróżować na drugi koniec świata, żeby doświadczyć zachwytu. Czasem wystarczy uważnie przyjrzeć się temu, co zwyczajne i bliskie – dodawał Munier.

Wsłuchać się w śpiew natury

Obok zachwycającego obrazu ogromnym walorem filmu francuskiego twórcy jest dźwięk, na który składają się leśne odgłosy i eteryczna muzyka skomponowana przez Warrena Ellisa ("Duch śniegów", "Droga" "Zabójstwo Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda").

– Od około dziesięciu lat intensywnie nagrywam dźwięki przyrody. W tym filmie chciałem zabrać widzów ze sobą na wyprawę, żeby słyszeli szept, nasz oddech i odgłosy lasu. Dźwięk był tak istotny, bo pozwala niemal fizycznie poczuć, że naprawdę uczestniczymy w tym doświadczeniu. Jest jednym z bohaterów tego filmu. Stąd zresztą jego tytuł: "Pieśni lasu", bo można powiedzieć, że las żyje i śpiewa – tłumaczył reżyser.

– Widzowie mówią po seansie, że film działa na nich jak kojący balsam, jak opatrunek. Niektórzy lekarze polecają go wręcz jako coś w rodzaju terapii. Cieszę się, że mogę spotykać się z ludźmi, żeby o nim opowiadać. Zmuszam się trochę do wyjazdów do dużych miast i do promowania go, ale uważam, że to ważna misja. Później jednak potrzebuję szybko wrócić do lasu, do ciszy i spokoju – mówił Munier w rozmowie z Dwójką.

Film "Pieśni lasu" można oglądać na ekranach polskich kin od 23 października.

***

Rozmowa: Monika Zając

Data emisji: 23.10.2026

Godzina emisji: 17.10

Materiał wyemitowano w audycji "Wybieram Dwójkę".

oprac. Kamila Snopek

Czytaj także

Radu Jude: moje filmy są inne, bo powstają w innym tempie

Ostatnia aktualizacja: 13.08.2026 17:30
- Podczas rewolucji 1989 roku byłem nastolatkiem. To był czas, kiedy zaczęła się uczciwa dyskusja o rumuńskiej historii, pokazująca również jej mroczne strony: niewolnictwo Romów, udział Rumunii w eksterminacji Żydów czy łagry z lat 50. Odkrywanie tego było dla mnie szokujące i rozbudziło zainteresowanie historią. Później zrozumiałem, że można to przenieść do kina i zamienić te pytania w filmy - opowiadał w Dwójce rumuński reżyser Radu Jude.
rozwiń zwiń