Imperatyw tworzenia. Miejski fotorealizm Andrzeja Adama Sadowskiego

Ostatnia aktualizacja: 23.09.2026 12:01
W mieście przesiąkniętym duchem awangardy szedł pod prąd, wybierając wierną rejestrację pejzażu i życia ulicy. O artystycznej drodze, fascynacjach i wydarzeniach towarzyszących okrągłej, 80. rocznicy urodzin malarza Andrzeja Adama Sadowskiego w Dwójce opowiadał jego syn, historyk sztuki Łukasz M. Sadowski.
Nedicks, 1970. Richard Estes, autor tego hiperrealistycznego obrazu, był jednym z ważnych mistrzów łódzkiego artysty Andrzeja Adama Sadowskiego
"Nedick’s", 1970. Richard Estes, autor tego hiperrealistycznego obrazu, był jednym z ważnych mistrzów łódzkiego artysty Andrzeja Adama SadowskiegoFoto: akg-images/AKG Images/East News

Posłuchaj rozmowy w audycji "Wybieram Dwójkę" >>>

Urodził się, kształcił i tworzył w Łodzi, z którą jego rodzina była związana od kilku pokoleń. Z okazji jubileuszu urodzin Andrzeja Adama Sadowskiego (1946-2016) jego macierzysta Akademia Sztuk Pięknych w Łodzi 29 października otworzy wystawę prac artysty w galerii Lektorium. Historyk Łukasz M. Sadowski jesienią wystąpi z kolei z serią prelekcji przybliżających sylwetkę i dorobek ojca.

Korzenie sztuki Sadowskiego

Malarskie początki Andrzeja Adama Sadowskiego przypadły na przełom lat 60. i 70., okres, w którym w Łodzi ścierały się dwie przeciwstawne tendencje: awangardowa spod znaku Władysława Strzemińskiego, Katarzyny Kobro i Karola Hillera – oraz ta nowoczesna, inspirowana nowymi zagranicznymi prądami, stawiająca na realizm. Na ASP artysta trafił pod skrzydła prof. Mariana Jaeschke, kolorysty i spadkobiercy malarzy-realistów z poprzedniego pokolenia. W takiej atmosferze fascynacje Sadowskiego mogły rozwijać się bez przeszkód.

Czytaj również:

– Ojciec należał do powojennego pokolenia. Interesowały go najnowsze tendencje sztuki zachodniej, sztuki amerykańskiej. Był zafascynowany pop-artem, który właśnie wtedy przecież miał swoje apogeum rozwoju w USA. Był zainteresowany komiksem, który w PRL-u dopiero, myślę, dekadę później zaczyna się rozwijać. Na początku lat siedemdziesiątych, kiedy do Polski dotarły również informacje, katalogi, zdjęcia o sztuce amerykańskiej, o fotorealizmie i hiperrealizmie, zdecydował, że to będzie jego droga artystyczna, którą szedł konsekwentnie do końca, w zasadzie do ostatnich dni, kiedy jeszcze tworzył – opowiadał Łukasz M. Sadowski w "Poranku Dwójki".

Od Estesa do Canaletta

Malarstwo Łodzianina ewoluowało na przestrzeni lat. W początkowym okresie sięgał po tematy bliskie zachodnim twórcom, takim jak jego mistrz Richard Estes. Świat – cytując gości audycji – "błyszczących samochodów, witryn, niklowanych elementów, neonów, reklam, czegoś, co nie było w PRL-u i co siłą rzeczy było atrakcyjne dla wyjeżdżających na zachód młodych ludzi", fascynował go i pociągał.

– Z biegiem czasu ojciec coraz bardziej stawał się wedutystą, sięgał do tradycji malarstwa europejskiego: oczywiście Bernardo Bellotto, Antonio Canal, późniejsi artyści. Coraz większe znaczenie zaczęła odgrywać dawna architektura, dawne budynki, jakieś elementy, detale. Wszystko to w połączeniu z nowoczesnością, bo zawsze znajdziemy tam współczesne samochody, współczesne elementy – wyjaśniał Sadowski.

Camera obscura i przydomowa pracownia

Artysta malował widoki z rodzinnej Łodzi i innych polskich miast, jak również uliczne pejzaże Wenecji, Brukseli czy Bagdadu. Pracował w przydomowej pracowni, na płótnie i papierze (na październikowej wystawie zobaczymy właśnie te ostatnie, mniej znane dzieła). Ulubiony fotorealizm wymagał od niego ogromnej precyzji i cierpliwości. Wzorem dawnych mistrzów, wykorzystujących wynalazek camera obscura, twórca przy pomocy diapozytywów i projektora przygotowywał najpierw szkic na podstawie fotografii.

– Później było wielotygodniowe wypełnianie tego kolorystyką, porównywanie z fotografią, odtwarzanie maksymalne, werystyczne, realistyczne tego fragmentu miasta, który został uwieczniony na fotografii. Pamiętam, że na początku ojciec pracował godzinami. Później oczywiście, z wiekiem, nie pracował już na przykład po zmroku. Był niezwykle zaangażowany. Stał za tym silny, maksymalny imperatyw wewnętrzny, artystyczny, po prostu potrzeba tworzenia – wspominał syn malarza.

***

Przygotowanie: Maria Czok

Gość: Łukasz M. Sadowski (historyk sztuki)

Data emisji: 22.09.2026

Godzina emisji: 17.10

Materiał wyemitowano w audycji "Wybieram Dwójkę"

oprac. Kamila Snopek


Czytaj także

"Mela Muter. Współ-odczuwanie świata". Wystawa, na którą trzeba było czekać 30 lat

Ostatnia aktualizacja: 21.09.2026 12:02
- W duecie z dr Ewą Bobrowską szukaliśmy możliwości zrealizowania wystawy Meli Muter przez wiele lat. Było to trudne i w sumie nieosiągalne, a teraz wreszcie się udało. Jest to niezwykle ciekawe, dlatego że mamy już za sobą jedną współpracę z Musée de Montmartre w Paryżu. Prezentowaliśmy tam nasze zbiory rok temu - mówił w Dwójce o wystawie "Mela Muter. Współ-odczuwanie świata" Artur Winiarski, dyrektor Muzeum Villa la Fleur w Konstancinie-Jeziornie.
rozwiń zwiń