Dom, w którym muzyka była codziennością. Rozmowa z Elżbietą Stefańską

Ostatnia aktualizacja: 03.08.2026 10:47
- W moim domu nagrywanie nigdy nie było najważniejsze. Najistotniejszy zawsze pozostawał kontakt z drugim człowiekiem: poprzez pedagogikę i poprzez koncert. Nawet jeśli był to występ dla niewielkiej grupy słuchaczy w małej sali. Nie chodziło o wielką estradę i tłum publiczności, lecz właśnie o tę intymność - mówiła w Dwójce Elżbieta Stefańska.

Profesor Elżbieta Stefańska należy do grona najwybitniejszych polskich klawesynistek i pedagogów. Jest córką wybitnych pianistów – Haliny Czerny-Stefańskiej, laureatki IV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina z 1949 roku, oraz profesora Ludwika Stefańskiego, cenionego pedagoga. W rozmowie w Dwójce wspominała rodzinny dom, pierwsze muzyczne fascynacje i drogę, która zaprowadziła ją do świata klawesynu.


Dom, w którym muzyka była codziennością

Elżbieta Stefańska w rozmowie z Andrzejem Sułkiem zaznaczyła, że w dzieciństwie i młodości miała bardzo różne pomysły na swoją przyszłość. Niekoniecznie były one związane z muzyką.

- Mieszkaliśmy w bardzo małym mieszkaniu z jednym fortepianem. Właściwie urodziłam się przy fortepianie, a później leżałam pod nim i słuchałam muzyki, która okazała się później moją muzyką. Był to Rameau i Scarlatti. Chyba właśnie wtedy coś zostało we mnie zapisane. A może jeszcze wcześniej, bo mama koncertowała także w czasie ciąży. Podobno w dziewiątym miesiącu grała Rapsodię węgierską Liszta, którą do dziś uwielbiam. Być może już wtedy wszystko to słyszałam - mówiła.

Czytaj także:


- Później miałam jednak różne pomysły, również sportowe. Chciałam występować w cyrku, trenowałam gimnastykę w WKS Wawel. W tamtym czasie bardzo kochałam muzykę, ale nie myślałam o niej jako o własnej drodze. Najpiękniejsze było to, że moi rodzice nigdy nie wywierali na mnie presji. Spokojnie czekali na moje decyzje. Zresztą bardzo dużo pracowali, dużo koncertowali i podróżowali, więc mogłam z bliska zobaczyć, jak wygląda życie koncertującego muzyka i pedagoga - dodała.


Muzyka leczy duszę

Artystka zaznaczyła, że miała bardzo szeroki obraz tego, kim jest człowiek zajmujący się muzyką – od wielkich, światowych estrad po uczenie dzieci w Nowej Hucie.

- W pewnym momencie pomyślałam, że nawet jeśli moje miejsce będzie właśnie tam, jeśli wystarczy mi to, że będę umuzykalniała jedno dziecko albo dziesięcioro dzieci, to i tak chcę pozostać przy muzyce. Wtedy podjęłam decyzję, że nie wybiorę innych studiów, choć marzyłam również o medycynie. Później zrozumiałam jednak, że muzyka także leczy – tyle że duszę. Moją duszę leczy do dziś - zaznaczyła.


Muzyczna szkoła Haliny Czerny-Stefańskiej

W młodości Elżbieta Stefańska grała ze swoją mamą w duetach. Wybierały przede przede wszystkim utwory Mozarta, ale także Schuberta i Maciejewskiego.

- Była to dla mnie niezwykła szkoła. Tak blisko słuchać mamy, jednocześnie ją obserwować i wspólnie przeżywać utwór – to była wielka lekcja. Mama dysponowała wyjątkowym, bardzo osobistym dźwiękiem. Grała intuicyjnie, a jednocześnie potrafiła na fortepianie mówić i opowiadać. Na klawesynie jest to szczególnie ważne. To instrument pozbawiony możliwości dynamicznych, dlatego stworzenie narracji, odpowiedniej aury, retoryki, oddanie tańca czy głęboko poruszających lamentów wymaga ogromnej pracy - mówiła.

- Trzeba długo szukać sposobu, by instrument przekazał emocje. Dla dawnych mistrzów zapewne nie stanowiło to problemu, ale dla muzyków XX i XXI wieku jest wielkim wyzwaniem. Właśnie kolor dźwięku i narracja mojej mamy były dla mnie niezwykle ważnym drogowskazem - zaznaczyła artystka w rozmowie z Andrzejem Sułkiem.

***

Tytuł audycji: Cafe "Muza" 

Prowadzenie: Andrzej Sułek

Gość: Elżbieta Stefańska (klawesynistka, pedagog)

Data emisji: 2.08.2026

Godz. emisji: 10.00

Opracowanie: Oskar Łapeta/am

Czytaj także

Tomasz Ritter: wszyscy musimy wierzyć, że instrumenty mają duszę

Ostatnia aktualizacja: 01.09.2024 15:36
- W dawnych instrumentach ludzie często słyszą sam dźwięk, czyli to, co nazywają niedoskonałością instrumentu. Natomiast zupełnie nie romantyzując, fortepian historyczny pozwala usłyszeć w utworze rzeczy, które są napisane w określony sposób. Czy chcemy, czy nie, one zanikają na fortepianie współczesnym - mówił w Dwójce znakomity polski pianista, specjalizujący się w wykonawstwie historycznym.
rozwiń zwiń