- "Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów” to książka, w której Kamil Iwanicki opisuje historię ceglanych domów i ich mieszkańców.
- Od XIX wieku do II wojny światowej na terenie Górnego Śląska powstało ponad 200 kolonii robotniczych.
- Najbardziej znanym osiedlem jest Nikiszowiec, o którym mówi się, że jest "starówką Katowic".
- O statusie mieszkańców familoków świadczył kolor okienic. Czerwony oznaczał górników, biały - goroli.
Historia familoków
Familoki zaczęły powstawać pod koniec XVIII wieku, kiedy na Górny Śląsk dotarła era industrialna. Trzeba pamiętać, że Śląsk należał wówczas do Niemiec i Niemcy uznawali go za miejsce o ogromnym przemysłowym potencjale - tłumaczy Kamil Iwanicki. - Przez kolejne 140 lat te budynki powstawały przy hutach, kopalniach i przędzalniach jako kolonie robotnicze. W sumie było ich prawie 200. Nie tylko na Śląsku, ale też w Zagłębiu: w Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej i Czeladzi.
Od domków z ogródkiem do osiedlowego komplesu
Familoki kojarzą się z domami z czerwonej cegły, ale budynki miały różne formy, bo projektowane były przez różnych architektów. - Zaczęło się od kilku domków dla pracowników okolicznych zakładów. Co ciekawe, były to domki z ogródkami, w których uprawiano warzywa i owoce oraz hodowano kury i gęsi. W tamtym czasie ludzie nie do końca wierzyli, że kopalnia czy huta da im wyżywienie, więc woleli zabezpieczyć się na własną rękę - opowiada gość Czwórki. - Na większą skalę familoki zaczęły powstawać na przełomie XIX i XX wieku. Wtedy wybudowano te największe: Nikiszowiec i Giszowiec w Katowicach i Zandka w Zabrzu. Mówimy tu o kompleksach, które liczyły nawet kilkaset domów.
21:57 CZWÓRKA Pierwsze slysze - familoki 13.10.2023.mp3 O historii familoków opowiada Kamil Iwanicki - autor książki "Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów" (Pierwsze słyszę/Czwórka)
Nikiszowiec - starówka Katowic
Dziś największym i najsłynniejszym osiedlem robotniczym jest Nikiszowiec. Zostało ono wybudowane na początku XX wieku dla 5 tys. robotników. Osiedle zostało dokładnie zaplanowane i wybudowane według nowych założeń urbanistycznych. Jego centralnym punktem był wydłużony plac, przy którym znajdowały się przeróżne obiekty usługowe, takie jak pralnia, magiel, poczta, sklepy i kasyno, rozumiane jako miejsce kulturalnych spotkań. Od placu odchodziły ulice, przy których stały trzypiętrowe familoki. - Ponieważ Katowice nie mają swojej starówki, to właśnie od Nikiszowca rozpoczyna się zwiedzanie miasta. Tutaj kręci się filmy, robi reklamy i zdjęcia na Instagram - dodaje rozmówca Kamila Jasieńskiego.
Widok na Nikiszowiec, dzielnicę Katowic
Sprawdź też:
Kuchnia z byfyjem i makatkami
W największym śląskim familoku mieściły się 24 mieszkania, zazwyczaj jednak były to mniejsze obiekty, których standard zależał od pracodawcy. Jeśli właściciel danego zakładu chciał przyciągnąć ludzi do pracy, dbał o lepsze warunki. - Centralnym punktem każdego mieszkania była kuchnia, w której toczyło się żydzie rodzinne i towarzyskie. Powód był prozaiczny - w kuchni był piec, który dawał ciepło - opowiada Kamil Iwanicki. - Śląskie kuchnie miały też podobny wystrój. W pomieszczeniu stał biały byfyj, czyli kredens, i wisiały makatki z motywującymi cytatami.
Źr. Youtube/Magiczne Miejsca - Nikiszowiec
Status społeczny w kolorze okiennic
Jeśli natomiast chodzi o status mieszkańców, to można go było poznać po okiennicach. - Czerwony oznaczał górników, zielony - hutników, a biały - goroli, czyli osoby, które nie pochodziły ze Śląska - wymienia gość audycji. - Czerwone okiennice to też pewien symbol naszego regionu. Zwłaszcza z babcią, która oparta o pierzynę, wygląda, żeby sprawdzić, co dzieje się na podwórku.
***
Tytuł audycji: Pierwsze słyszę
Prowadzący: Kamil Jasieński
Gość: Kamil Iwanicki (autor książki "Familoki. Śląskie mikrokosmosy. Opowieści o mieszkańcach ceglanych domów"
Data emisji: 13.10.2023
Godzina emisji: 09.15
kul