Nieprzyjemna i fascynująca Kate Winslet w "Mare z Easttown"

Ostatnia aktualizacja: 28.06.2021 10:15
"Mare z Easttown", jeden z najnowszych seriali najpopularniejszej w naszym kraju platformy streamingowej, bije rekordy popularności, uważany jest za hit sezonu. W klasyczny scenariusz wplecione jest tu inne niż klasyczne, hollywoodzkie spojrzenie na kobiecość. 
Kate Winslet
Kate WinsletFoto: Shutterstock/Featureflash Photo Agency

Posłuchaj
15:24 czwórka hrapkowidz 28.06.2021.mp3 Na czym polega sukces serialu "Mare z Easttown"? (Czwórka/Hrapkowidz)

 

Scenariusz "Mare z Easttown" oparty jest na klasycznej formule serialu kryminalnego: małe miasteczko, lokalna społeczność, sieć różnych powiązań, miejscowa policjantka, która próbuje wykonywać swoją pracę rzetelnie, a z drugiej strony jest uwikłana w osobiste relacje, policjant z zewnątrz, patrzący na sprawę z większym dystansem i klasyczne śledztwo w sprawie morderstwa. 

Posłuchaj także:

Czemu ten serial jest więc hitem sezonu? - Jest wiele odpowiedzi - mówi Sebastian Smoliński, krytyk filmowy. - Jednym z powodów jest właśnie powrót do tej klasycznej formuły. Po zalewie ekscytacji serialami osadzonymi w realiach historycznych, serialami z wątkami fantastycznymi, "Mare z Easttown" jest powrotem do klasycznego opowiadania, klasycznego kryminału - ocenia. - Mi kojarzy się z polskim filmem "Jeziorak", gdzie też mamy niezbyt ładną mieścinę, policjantkę prowadzącą dochodzenie. Tu Kate Winslet też tworzy postać, bazując na odmienności swojej bohaterki.

Z pewnością do serialu ciągnie nas jego duszna atmosfera, pasjonujące zaplatanie wątków. - Tu wszystko się przenika. Policjantka nie może spojrzeć na sytuację z zewnątrz, a takie spojrzenie byłoby trochę spojrzeniem widza. On wchodzi w ten świat, stara się rozpoznać, kto kogo kryje, to wszystko jest pasjonujące - mówi gość Błażeja Hrapkowicza. 


telefon słuchawki dziewczyna shutterstock 1200.jpg
Będę influencerem. Preferencje zawodowe polskich nastolatków

Gospodarz audycji zauważa, że bohaterka grana przez Kate Winslet zrywa ze stereotypowym wizerunkiem kobiet. Nie wpisuje się w niego. - Ona nie jest do końca sympatyczna, zjednuje nas sobie, ale z drugiej strony nie jest to ktoś, z kim chcielibyśmy wyjść na piwo - ocenia. - Jest bezpośrednia i szorstka - dodaje. 

Podobną kreację Kate Winslet stworzyła w serialu "Mildred Pierce", gdzie też towarzyszył jej Guy Pearce. - Ona w serialach szuka dramaturgicznego "mięsa", złożonych postaci. Tradycyjne role gra w filmach - zauważają krytycy. 

Niemałe znaczenie dla odbioru serialu ma kreacja i kostium głównej bohaterki. Sebastian Smoliński i Błażej Hrapkowicz zauważają, że w znanym, stereotypowym sensie jest "niekobieca". - Prawdziwa i autentyczna - podkreślają. - Realizm w tym serialu jest daleko od standardów Hollywoodu. Kate Winslet sama wcielała je w życie przez wiele lat - zauważa gość Czwórki. 

Błażej Hrapkowicz dostrzega nawiązanie do ery Nowego Hollywood, wczesnych filmów Martina Scorsese czy Jerry'ego Schatzberga. - To eksplorowanie mrocznej podszewki amerykańskiego snu - mówi. Sebastian Smoliński dodaje jednak, że twórcy "Mare z Easttown" dokonują feministycznego uzupełnienia obrazu z lat 80., w którym funkcjonował klasyczny kanon kobiecej urody, a inaczej budowane były jedynie postacie męskie


HBO/Mare of Easttown: Official Trailer | HBO


OSTATNI KOMERS_fot. Jakub Socha 1200.jpg
"Ostatni komers". Suma pierwszych razów

Krytycy zwracają też uwagę na przedstawiony w serialu matriarchalny model rodziny. - To opowieść skoncentrowana na kobietach, ale i na ograniczeniach społecznych. Pokazuje ona, na kim spoczywa ciężar zajmowania się rodziną - zwracają uwagę. 

***

Tytuł audycji: Hrapkowidz

Prowadzi: Błażej Hrapkowicz

Gość: Sebastian Smoliński (krytyk filmowy)

Data emisji: 27.06.2021

Godzina emisji: 14.16

pj

Czytaj także

Sidney Lumet - emocjonalny manipulator

Ostatnia aktualizacja: 12.04.2021 17:00
12 mężczyzn - zamkniętych w jednym pomieszczeniu - siedzi i rozmawia. Z tej, wydawałoby się, mało filmowej sytuacji Sidney Lumet uczynił dzieło, które przyniosło mu nominację do Oscara. Dziś "12 gniewnych ludzi" z 1957 roku to już klasyka amerykańskiego kina. - Film duszny i ciągle pasjonujący - ocenia krytyk Sebastian Smoliński.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Ostatni komers". Suma pierwszych razów

Ostatnia aktualizacja: 13.06.2021 16:00
- To jest historia o wszystkim co pierwsze, a co za tym idzie - najintensywniejsze - zapowiada reżyser Dawid Nickel. "Ostatni komers" wejdzie na ekrany kin 18 czerwca.
rozwiń zwiń