Powieści na antenie

"Tam gdzie nie pada - Ballada o śląskim Teksasie, czyli w poszukiwaniu ziemi obiecanej"

Ostatnia aktualizacja: 03.12.2021 11:15
W cyklu "To się czyta" przedstawiliśmy debiutancką powieść polskiego autora, Ślązaka z Opolszczyzny, który od wielu lat mieszka w Niemczech – Michaela Sowy. Jej tytuł brzmi: "Tam gdzie nie pada - Ballada o śląskim Teksasie, czyli w poszukiwaniu ziemi obiecanej". Czyta Michał Czernecki.
Michał Czernecki
Michał Czernecki Foto: Cezary Piwowarski/PR

Posłuchaj
08:54 To się czyta Dwójka 29 listopad 2021 11_01_41.mp3 Michael Sowa "Tam gdzie nie pada - Ballada o śląskim Teksasie, czyli w poszukiwaniu ziemi obiecanej", czyta Michał Czernecki - fragm. 1. (To się czyta/Dwójka)

09:32 2021_11_30 11_02_10_PR2_To_sie_czyta.mp3 Michael Sowa "Tam gdzie nie pada - Ballada o śląskim Teksasie, czyli w poszukiwaniu ziemi obiecanej", czyta Michał Czernecki - fragm. 2. (To się czyta/Dwójka)

09:17 Ksiażka do słuchania Dwójka 1 grudzień 2021 11_02_18.mp3 Michael Sowa "Tam gdzie nie pada - Ballada o śląskim Teksasie, czyli w poszukiwaniu ziemi obiecanej", czyta Michał Czernecki - fragm. 3. (To się czyta/Dwójka)

09:43 To się czyta Dwójka 2 grudzień 2021 11_01_26.mp3 Michael Sowa "Tam gdzie nie pada - Ballada o śląskim Teksasie, czyli w poszukiwaniu ziemi obiecanej", czyta Michał Czernecki - fragm. 4. (To się czyta/Dwójka)

09:52 To się czyta Dwójka 3 grudzień 2021 11_00_37.mp3 Michael Sowa "Tam gdzie nie pada - Ballada o śląskim Teksasie, czyli w poszukiwaniu ziemi obiecanej", czyta Michał Czernecki - fragm. 5. (To się czyta/Dwójka)     

Jest to opowieść o Ślązakach, którzy postanawiają wyruszyć do Ameryki i osiąść na preriach Teksasu. Zakładają tam istniejącą do dziś osadę Panna Maria nieopodal San Antonio.

"Historia - pisze we wstępie wydawca książki - stanowi tło ballady o teksaskich Ślązakach, pełnej humoru, wzruszeń i lokalnego kolorytu, gdzie ślonsko godka funkcjonuje na równych prawach z angielskim i hiszpańskim.

Czy Teksas okaże się dla Ślązaków rajem na ziemi? Zmieniają się realia, zmieniają się ludzie. Inne czasy, inny świat. Tylko… czy na pewno?"

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa LIRA, a w radiowej Dwójce jej fragmenty czyta Michał Czernecki.

***

Tytuł audycji: To się czyta

Przygotowała: Elżbieta Łukomska

Data emisji: 29.11-3.12

Godzina emisji: 11.00


Zobacz więcej na temat: literatura Dwójka
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Prof. Roszkowski: powszechność Kościoła to nie jest jakaś misja cywilizacyjna lepszej i mądrzejszej Europy

20.08.2021 13:06
- Nie chodzi tylko o to że duchowni bronili m.in.: Indian przed kolonizatorami, ale o to że Dobra Nowina docierała do tych ludzi rzeczywiście jako Dobra Nowina a nie jako ideologia zachodnia. Szukałem nośnych przykładów które są tego ilustracją - mówi o swojej najnowszej książce "Historia Chrześcijaństwa" prof. Wojciech Roszkowski. 
Profesor Wojciech Roszkowski, autor Historii chrześcijaństwa (wyd. Biały Kruk, 2021)
Profesor Wojciech Roszkowski, autor "Historii chrześcijaństwa" (wyd. Biały Kruk, 2021)Foto: Archiwum wydawnictwa " Biały Kruk"

Jacek Ożóg: Drugi tom Pańskiej "Historii chrześcijaństwa" opowiada o epoce nowożytnej i dziejach najnowszych. To jest ten okres, w którym z jednej strony pozycja polityczna Kościoła katolickiego zaczęła się kruszyć, z drugiej dotarł on, zgodnie ze słowami Jezusa, aż po krańce ziemi.

shutterstock_ papież franciszek 1200.jpg
"Bez Jezusa nie żyjemy, a wegetujemy". Papież Franciszek podczas południowej modlitwy

Prof. Wojciech Roszkowski: Myślę że to jest epoka trudniejsza do opowiedzenia zwłaszcza w formie mozaiki esejów, które skupiają uwagę Czytelnika na wybitnych postaciach, ale również problemach i wydarzeniach. Czy rzeczywiście można mówić o upadku Kościoła? Niektórzy wieszczą to dziś, w XX wieku, ale preludium do dzisiejszej sytuacji stanowiły zjawiska wydarzenia społeczne i gospodarcze dziejące się w długim okresie i na masową skalę, o których wspominam między innymi jako historyk gospodarczy. Życie społeczne od XVI wieku, a więc urbanizacja i komercjalizacja życia codziennego oraz podbój świata przez centra chrześcijańskiej Europy skutkował rozprzestrzenianiem się chrześcijaństwa. W jednym z esejów wspominam Kościoły położone najdalej na północy i na południu kuli ziemskiej. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie np. informacja o Kościele na wyspie Kerguelena, położonej najdalej chyba od innych osad świata, na południu Oceanu Indyjskiego. Jednocześnie Kościół przeżywał ogromne wyzwania związane z reformacją, ateizacją towarzyszącą rewolucji francuskiej oraz czasom późniejszym i z prądami w samym Kościele, ogólnie nazwanymi modernizmem. Ten modernizm jest widoczny w Kościele szczególnie dzisiaj. Ujęcie tego w setce szkiców wydawało mi się dosyć trudnym zadaniem, tym bardziej z perspektywy autora który na historię Kościoła patrzy z wewnątrz jako wierzący, a jednocześnie starający się operować językiem historyka, językiem świeckim.

Jedną z największych zalet książki jest to, że nie jest "europocentryczna" (co często jest zarzutem wobec myśli konserwatystów formułowanym w kręgach lewicowych). Pan pokazał faktycznie że Kościół jest powszechny, opisując jego zakorzenienie, męczeństwo, a w niektórych miejscach (jak na Filipinach) triumf.

Zależało mi na tym żeby wyjaśnić, że powszechność Kościoła to nie jest jakaś misja cywilizacyjna lepszej i mądrzejszej Europy w świecie (to robili kolonizatorzy). W warstwie duchowej to zupełnie co innego. Nie chodzi tylko o to że duchowni bronili m. in. Indian przed kolonizatorami, ale o to że Dobra Nowina docierała do tych ludzi rzeczywiście jako Dobra Nowina a nie jako ideologia zachodnia. Szukałem nośnych przykładów które są tego ilustracją. Wielkie wrażenie zrobił na mnie hymn Maryjny śpiewany w języku Indian keczua – "O radości niebios". Jest to jeden z pierwszych religijnych hymnów skomponowanych na odkrytych przez Europejczyków terenach – polecam wysłuchanie go w Internecie. To jest ilustracja tego o czym mówimy: chrześcijaństwo to nie jakaś ideologia przywieziona przez białych. Było to niezwykle trudne do zaakceptowania, bo Indianie patrzyli na kolonizatorów jako na wrogów. Dzisiaj oglądamy serial "Królowa i konkwistador" i widzimy, ze ci ludzie byli barbarzyńcami którzy niszczyli życie autochtonów. Tam się pojawia ciekawa postać ojca Bartolomeo de las Casas, który trafiał do ludzi z przesłaniem Ewangelii, przyjętej następnie przez Indian jako fundament ich tożsamości.

Czytaj także:

Kończy się era średniowiecza, cywilizacja łacińska przestaje dominować w całym znanym świecie (Europa, Azja Mniejsza, północ Afryki). W tych czasach los Kościoła szczególnie spoczywa na barkach poszczególnych wiernych. Mówię o misjonarzach i generalnie o osobach, które niemalże w pojedynkę nawracały narody za sprawą swojego przykładu i niezłomności.

Potrafili przekonać ludzi wychowanych w świecie zupełnie innych wartości, układów społecznych, do tego że Chrystus stanowi najlepszą, jedyną odpowiedź na podstawowe pytania egzystencjalne. Patrząc na Dobrą Nowinę z ich perspektywy można zadawać sobie pytanie jak to się stało że zostali oni przekonani do tej wiary, którą przynosili nie tylko misjonarze, ale i kolonizatorzy (politycy, zdobywcy, konkwistadorzy). Dzieło misjonarzy było więc szczególnie trudne.

Pixabay góry kapliczka maryja 1200.jpg
Kult Maryjny

Wydaje mi się, że mamy z tym do czynienia dzisiaj, z tym że zmieniły się wektory i tym razem to Europa jest kolonizowana.

Oni byli wierzący, mieli swoje bóstwa, ale im było łatwiej przyjąć chrześcijaństwo niż dzisiejszym poganom w świecie zachodnim, którym wydaje się że wszystko wiedzą lepiej. Trudności związane z inkulturacją chrześcijaństwa to temat nawet bardziej skomplikowany niż byłem w stanie to ująć w pracy o takiej objętości, ale w szkicach zachęcam do refleksji – na przykład czy możliwa jest rechrystianizacja świata zachodniego. To bardzo ważne zagadnienie.

Rozmowę przeprowadził Jacek Ożóg

Źródło: Biały Kruk/PolskieRadio24

as

Czytaj także

Andrzej Strug – najwybitniejsze pióro przedwojennej lewicy

28.11.2021 05:55
Pisarz, a przy tym działacz socjalistyczny i niepodległościowy, był przez sobie współczesnych nazywany "duszą wszystko czującą". W tym patetycznym określeniu nie sposób nie odnaleźć prawdy: niewielu tak jak on potrafiło w imię prawdy i z odwagą odmalowywać słowem nie tylko chwalebne karty z dziejów własnego środowiska, ale także jego mroczniejsze oblicze. 
Andrzej Strug
Andrzej Strug Foto: Polskie Radio, na podstawie NAC (dp); Polona.pl (dp)

Pokolenie niepokornych

Młody Tadeusz Gałecki, bo tak brzmiało prawdziwe imię i nazwisko Andrzeja Struga, należał do nowego pokolenia patriotów, tego samego, którego najsłynniejszym przedstawicielem był Józef Piłsudski. Pokolenie to ukształtowane zostało przez mit klęski powstania styczniowego (ojciec Struga walczył w powstaniu, wujowie za udział w zrywie zostali skazani na zesłanie), ale w odróżnieniu od większości swoich poprzedników dostrzegało potrzebę otwarcia się na nowoczesność i zerwania ze szlacheckim sobiepaństwem. Nie bez przyczyny Gałecki stał się Andrzejem Strugiem. Ten konspiracyjny, później literacki, pseudonim, a w końcu także nazwisko zapożyczył od obdarzonego talentem do snucia opowieści woźnicy z ojcowskiego folwarku.

- Żył na skraju dwóch epok i jako taki uczestniczył w tym, co dla jego pokolenia znamienne: w kształtowaniu oblicza nowoczesnego narodu i społeczeństwa – oceniała dr Barbara Noworolska w audycji Hanny Bielawskiej z cyklu "Portret pisarza". 


Posłuchaj
20:48 Andrzej Strug Portret Pisarza.mp3 Sylwetka Andrzeja Struga. Audycja Hanny Bielawskiej z cyklu "Portret pisarza". (PR, 1.05.1996)

 

Zapiski z martwego domu

Ojciec Struga, zdeklasowany szlachcic, który dzięki pieniądzom zarobionym na prowadzeniu sklepu kolonialnego zakupił folwark Konstantynówka, pragnął, by syn odziedziczył majątek. W celu przygotowania dziedzica do przejęcia gospodarstwa wysłał go do Instytutu Rolnictwa i Leśnictwa w Nowej Aleksandrii (dzisiaj Puławy). Tam zaczął młody Gałecki działalność w Kole Oświaty Ludowej, ucząc potajemnie chłopów w języku polskim i kolportując wśród nich zakazane, socjalistyczne druki. Strug do końca życia pozostanie tym, który w ruchu lewicowym będzie podkreślał potrzebę uświadamiania włościan.

Aresztowany za agitację trafił do niesławnego X Pawilonu warszawskiej Cytadeli. Skazano go na trzy lata zesłania na północ Rosji. Na czasy wygnania w Archangielsku przypadały pierwsze próby literackie Gałeckiego. Ale było to jeszcze pisanie do szuflady. Szlifować talent zaczął dopiero po powrocie do Warszawy w 1901 roku. Był to dla niego czas przełomowy. Nie tylko wziął ślub z daleką krewną Honoratą Rechniowską, ale zaangażował się też w działalność konspiracyjną ruchu socjalistycznego spod znaku Polskiej Partii Socjalistycznej.  

Kronikarz rewolucji

Strug szybko stał się jednym z czołowych działaczy PPS. W partii odpowiadał za uświadamianie i agitację wśród chłopstwa. Był też redaktorem kolportowanych na wsi "Gazety Ludowej" i "Robotnika Wiejskiego". Gdy w 1905 roku wybuchła na ziemiach Królestwa Kongresowego robotnicza rewolucja, Strug trafił do więzienia. Kronikarsko doświadczenia całego ruchu rewolucyjnego przedstawił w "Ludziach podziemnych".


1226px-Plac_Grzybowski_w_XIX_wieku(1).jpg
Demonstracja na pl. Grzybowskim. Pierwsze od powstania styczniowego zbrojne wyzwanie rzucone zaborcom

- Pozycja wydana została niedługo po wydarzeniach 1905 roku i jest książką pisaną pod wrażeniem chwili. Z perspektywy czasu okazuje się dziełem niesłychanie dojrzałym i obiektywnym – oceniał prof. Zbigniew Jarosiński, pisarz i historyk literatury w audycji Teresy Kudelskiej z cyklu "Czytamy klasyków". 


Posłuchaj
14:42 Andrzej Strug Czytamy klasyków.mp3 Audycja Teresy Kudelskiej poświęcona twórczości Andrzeja Struga z cyklu "Czytamy klasyków"(4.07.1980)

Tę samą tematykę, z podobną gorzką refleksją, podjął w "Dziejach jednego pocisku" (1910). Tytułowy pocisk, a właściwie bomba przygotowana przez robotniczych bojowców, stanowi w niej mianownik łączący kilka historii, a zarazem fatalistyczny artefakt napędzający ich losy. 

- Tragizm refleksji Struga, ta pewna świadomość niszczącej siły rewolucji połączonej z jej koniecznością, tworzy z niego poniekąd protoplastę późniejszego katastrofizmu, który swoją dojrzałą postać zyska w poezji Czechowicza i dramatach Witkacego – oceniał literaturoznawca prof. Grzegorz Leszczyński, gość audycji "Portret pisarza".

W tym czasie interesował Struga przede wszystkim los klasy robotniczej, co znalazło odzwierciedlenie w jego wyborach politycznych związanych z konfliktem, który narodził się w łonie ruchu socjalistycznego. Gdy w 1906 roku PPS podzieliła się na niepodległościową Frakcję Rewolucyjną i skupioną na sprawie robotniczej Lewicę, Strug przystąpił do tego drugiego odłamu.  

Pierwsze spotkanie z panną Nelly

Udział w rewolucji pisarz przypłacił nakazem opuszczenia Kongresówki. Udał się najpierw do ukochanego Zakopanego (wracał tam często, co zaowocowało nietypową na tle dorobku pisarza powieścią groteskowo-satyryczną "Zakopanoptikon", w czasach niepodległej Polski potrafił spędzać w stolicy polskich Tatr nawet cztery miesiące rocznie), a później do Paryża. Tam poznał 11 lat młodszą Nelly (Eleonorę) Grzędzińską, swoją przyszłą drugą żonę.

- Ja męża poznałam z książki. Było to w Paryżu. Przyjechałam na studia, do mojego brata Januarego. On mi pokazał "Dzieje jednego pocisku". Przeczytałam tę książkę i zwariowałam na jej punkcie. Byłam bardzo młoda, wychowana w Taszkiencie, daleko. Nie miałam dostępu do takiej literatury. Któregoś pięknego dnia mój brat powiedział mi: "wiesz, zaprowadzę cię do Strugów" - wspominała Nelly Stugowa w archiwalnym nagraniu Polskiego Radia. 


Posłuchaj
20:04 Nelly Stugowa o męzu.mp3 Nelly Strugowa wspomina swojego męża. Nagranie z cyklu "Proszę mówić, słuchamy". (PR, 20.11.1962)

 

Od tego pierwszego spotkania do ślubu minęło 20 lat, choć Andrzej i Nelly spotykali się regularnie od lat 20. w jej miejscu pracy – ona była zatrudniona w kancelarii sądu, on pełnił obowiązki ławnika. Pobrali się dopiero po śmierci pierwszej żony Struga.

W szarym ułańskim mundurze

W Paryżu zerwał z PPS-Lewicą. Poglądy Struga zaczęły ewoluować w stronę przekonania, że los polskich robotników i chłopów może poprawić się tylko w niepodległej Polsce. Ta wizja zbliżyła pisarza do środowiska Józefa Piłsudskiego. Pod jego wpływem Strug opuścił Paryż. Ruszył do Galicji, gdzie przeszedł szkolenie wojskowe. W chwili wybuchu I wojny światowej, mając już 41 lat, został przyjęty w szeregi tworzącej się polskiej kawalerii pod dowództwem Władysława Beliny-Prażmowskiego.


Belina NAC 1200.png
Władysław Belina-Prażmowski. Wskrzesiciel kawalerii Rzeczpospolitej

Wojnę z perspektywy legionistów odmalował później słowem w "Odznace za wierną służbę" (1921) i "Mogile nieznanego żołnierza" (1922). Jednak najważniejszym dziełem Struga traktującym o wydarzeniach lat 1914-1918 jest antywojenna trylogia "Żółty krzyż".

- Polska literatura nie stworzyła właściwie wielkiej powieści o I wojnie światowej. "Żółty krzyż" to jedna z niewielu powieści, które chciałyby objąć całość doświadczenia wojennego z perspektywy ponadnarodowej. To książka, która doniosłością zamierzenia jest czymś zupełnie wyjątkowym w rodzimej literaturze. Jest w niej próba uchwycenia tego, na czym skupiała się literatura brytyjska i francuska: bezmiaru nędzy, bezsensu i okropieństw I wojny światowej – oceniał prof. Zbigniew Jarosiński.


Andrzej  Strug w legionowym mundurze. Fot.: Polona.pl/dp
  Andrzej Strug w legionowym mundurze. Fot.: Polona.pl/dp

Współtwórca kina i senator

Odrodzona Polska nie okazała się krajem szklanych domów Żeromskiego. Młody kraj borykał się z licznymi problemami. Wielu ludzi, którzy ryzykowali zdrowie i życie dla sprawy niepodległości, ogarnęło rozczarowanie. Takimi emocjami obdarzył Strug bohatera tytułowego "Pokolenia Marka Świdy", czyniąc z tej książki autorski komentarz do prozy życia w odrodzonej ojczyźnie.

Książkę, w konwencji melodramatycznej, zekranizowano w dwudziestoleciu międzywojennym pod tytułem "Grzeszna miłość". Nie była to jedyna adaptacja filmowa dzieła Struga. Pisarz był zresztą zafascynowany kinem. Miał nadzieję, że zdoła zyskać na tyle dobrą pozycję w świecie filmowym, że uczyni z Nelly gwiazdę rodzimego kina. Z tych planów niewiele wyszło, ale dzięki swoim staraniom Strug zapisał się w dziejach X muzy w Polsce: napisał scenariusz do ekranizacji "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza (1928) i "Przedwiośnia" Stefana Żeromskiego (1929).


Młody las Lejtes 1200 dp.jpg
Walka, miłość i poświęcenie. Przedwojenne kino patriotyczne

Związki z branżą rozrywkową nie odciągnęły Struga od zaangażowania w politykę.  Ukoronowaniem pracy społecznej była jego kariera senatora RP z ramienia PPS. W ławach wyższej izby parlamentu zasiadł w 1929 roku, trzy lata po piłsudczykowskim zamachu majowym. Przewrót zorganizowany przez Marszałka oznaczał dla Struga zupełne rozejście się ze środowiskiem Piłsudskiego. W latach 30. wielokrotnie występował przeciwko reżimowi sanacyjnemu. Gdy w procesie liderów opozycji, który przeszedł do historii jako proces brzeski, zeznawał w charakterze świadka, podkreślał, że równie dobrze sam mógł siedzieć na ławie oskarżonych.

Przeciwstawianie się rządom sanacji pod hasłem obrony swobód obywatelskich było głównym celem Struga, który w 1934 roku stanął na czele Ligii Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Sprzeciw wobec odchodzenia piłsudczyków od środowiska demokratycznego pchnął go na tym stanowisku w kierunku konsolidacji środowisk lewicowych, w tym Komunistycznej Partii Polski. Do Ligii przystąpiły osoby, które później okazały się agentami wywiadu ZSRR, jak Teodor Duracz. Ligę zaczęto postrzegać jako organizację zinfiltrowaną przez komunistów, co dało władzom asumpt do rozwiązania LOPCiO.


proces brzeski 663.jpg
Proces brzeski – odcięta głowa opozycji

Pogrzeb, który stał się manifestacją

Postępująca choroba nerek z czasem wykluczyła Struga z życia publicznego. Od lutego 1936 nie wychodził z domu. Zmarł 9 grudnia 1937 roku. W "Wiadomościach Literackich" pisano po jego śmierci, że odszedł drugi po Żeromskim największy pisarz XX wieku.

Pogrzeb zgromadził tłumy pragnące oddać ostatni hołd wielkiemu literatowi. Pojawili się rzecz jasna przedstawiciele wszystkich środowisk lewicowych od socjalistów z PPS po komunistów. Ostatnie pożegnanie pisarza nazwano później największą manifestacją przedwojennej lewicy. Ale na pogrzebie nie zabrakło też dalekich pisarzowi w późniejszych wyborach politycznych znajomych z czasów legionowych, a wreszcie zwykłych wielbicieli talentu autora "Pokolenia Marka Świdy".


władysław broniewski 1200 pap_19500101_0CR.jpg
Władysław Broniewski. Poeta wielokrotnie zapomniany

Swoiste epitafium wystawił Strugowi Władysław Broniewski, bliski pod względem ideowym młodszy kolega z czasów legionowych:

"Nas zrodzili ludzie podziemni

i nad naszą się działy kołyską,

pośród nocy tragicznej i ciemnej,

dzieje jednego pocisku.

Dziewięćset piąty rok

za pazuchę ten pocisk nam wcisnął.

Naszą szkołą była burza i mrok,

szubienice świecące nad Wisłą.

I ponieśliśmy ten pocisk przez życie

w czapce bojowca, w mundurze strzeleckim…

Nas poezja uczyła bić się;

myśmy Jego czytali dzieckiem".

bm