Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Wokół ogniska

Ostatnia aktualizacja: 05.10.2021 08:00
Watra Piotra Damasiewicza powstała z autentycznej fascynacji beskidzką tradycją i muzyką. Przefiltrowana przez liczne doświadczenia lidera, przepełniona artystyczną mądrością – i szacunkiem do źródeł – dzięki współpracy innych muzyków staje się dziełem pasjonującym.
Okładka płyty Watra Piotra Damasiewicza
Okładka płyty "Watra" Piotra DamasiewiczaFoto: mat. promocyjne

Oto płyta, której nie da się podsumować prostym hasłem folk. Oto zarazem płyta, która swe natchnienie i swój charakter zawdzięcza w dużej mierze fascynacji muzyką ludową / tradycyjną. Której autor stwierdza „Beskidy stały się moim mentalnym domem”, a swoje krążki określa jako „inspirujące spotkania, pełne opowieści o tradycji, podróżach i muzyce z całego świata”. Ów autor to Piotr Damasiewicz, świetnie znany sympatykom jazzu, trębacz, kompozytor, artysta ciekawy świata, nieustanie w podróży, wciąż poszukujący (i znajdujący) nowych inspiracji, nowych przestrzeni, nowych form wyrazu.

Krążek Watra jest zarazem kolejnym istotnym dokonaniem artysty, kolejnym dziełem wydanym pod szyldem L.A.S. (Listening and Sounding), a jednocześnie dalszym krokiem w kierunku zaplatania owych inspiracji muzyką ludową we współczesne struktury wywodzące się z jazzu, muzyki improwizowanej, ale i współczesnej. Watrę poprzedziła, wydana kilka miesięcy wcześniej, płyta Śpiwle, również mająca na okładce charakterystyczne hasło – nazwę zespołu: Into The Roots. Bo to niekłamany i wielowątkowy powrót do źródeł. Poprzednia płyta podobnie jak omawiana tu najnowsza, nagrana została w Suchej Beskidzkiej, a jednym z jej współautorów był uczestniczący w sesji gościnnie tamtejszy muzyk Jan Ryt, grający na dudach i flecie (nawiasem mówiąc: Śpiwle to osiedle w Suchej Beskidzkiej). To jednak, co na pierwszej ze wspomnianych płyt, zostało ledwie zasygnalizowane, naszkicowane, to na Watrze przyjmuje pełny i fascynujący wymiar Trudno tu nawet mówić o dialogu ludowości (czy „etniczności”) z eksperymentującym jazzem, całość zyskała bowiem raczej formę integralną: jednej, wspólnej opowieści.

Piotr Damasiewicz to, jak wspomniałem, postać dobrze znana na krajowej scenie muzycznej, szczególnie jazzowej. Świetny trębacz. Artysta wielu pasji i zainteresowań, zgłębiający zasady gry na wielu instrumentach, ale też dyrygentury, jak również chorału gregoriańskiego. Wędrowiec, praktykujący podczas swych podróży różne formy muzykowania, np. w przestrzeniach sakralnych, ale i w kontakcie z naturą. Pośród jego licznych świetnych fonograficznych dokonań bodaj największym echem odbiły się nagrania autorskiej formacji Power of the Horns, będącej formą rozbudowanej grupy, mini orkiestry, w której spotkali się wybitni polscy jazzmani młodszego pokolenia. YouTube, Piotr Damasiewicz

Wolno żywić przekonanie, że już wkrótce takim flagowym dokonaniem Damasiewicza będzie / już jest także omawiana tu płyta. Zrealizowana, co warto podkreślić, na żywo podczas  koncertowej sesji w klubie jazzowym w Suchej Beskidzkiej. Liderowi i jego triu towarzyszą rodziny Krzeszowiaków i Rytów, będący członkami Zespołu Regionalnego Ziemia Suska i Kapeli Mała Ziemia Suska. Warto wspomnieć jeszcze, że owo autorskie (jazzowe) trio tworzą również bardzo doświadczeni i cenieni instrumentaliści, którzy w istotny sposób wzmacniają tu wartość artystycznego przekazu: perkusista Paweł Szpura, grający też na bębnie ramowym oraz Zbigniew Kozera – obsługujący nie tylko kontrabas, ale też afrykańską lutnię guimbri.  Jeśli dodamy, że sam Damasiewicz oprócz trąbki gra też na harmonium i instrumentach perkusyjnych jeszcze wyraźniej zarysuje nam się wielowątkowy i otwarty na różnorodne natchnienia charakter tej muzyki, tworzącej pasjonującą całość. 

A owa całość jest logiczna i spójna. Bo chociaż, na przykład, utwór otwierający płytę – nota bene siedemnastominutowy – Keira, w sensie formalnym nie ma nic wspólnego ani z ludowością, ani jej „przetwarzaniem”, jawi się zarazem jako wręcz fundamentalny wstęp do całości. Długi, powolnie budowany, cyzelowany z niemal mistycznym natchnieniem może na przykład przywodzić na myśl (choć nie mam pojęcia czy takie były intencje autora) wybitnych amerykańskich jazzmanów, którzy w zgoła rytualnych formułach przywoływali ducha tradycji afrykańskiej, ot choćby Pharoaha Sandersa, Kahila El’Zabara, członków Art Ensemble of Chicago. I nie chodzi tu o abstrakcyjne skojarzenia, a o fakt, że i w sensie estetycznym, i emocjonalnym, i – powiedzmy – duchowym możemy wpisać najnowsze dokonanie Damasiewicza w krąg prawdziwie wielkiej, głęboko świadomej swego przesłania tradycji jazzu.

Takie myślenie usprawiedliwia zarówno struktura kolejnych utworów, odwołania muzyczne, jak i instrumentarium lidera oraz towarzyszących mu muzyków. Pomysły i dźwięki zbierane w całym świecie stają się tu naturalnym sposobem na wyrażenie radości ze spotkania z tutejszą, lokalną tradycją, wokół ogniska (autor podkreśla symboliczne znaczenie tytułu Watra). A w wykonaniu artystów z Suchej Beskidzkiej płyną słowa i melodie będące wprost podaną „lekcją źródeł”, które to źródła bynajmniej nie są traktowane pretekstowo ani brane w nawias, lecz stanowią istotną część wspólnego przekazu.

Dlatego też niełatwo znaleźć wcześniejsze podobne dokonania na krajowej scenie jazzowej (jazzowo-folkowej, jazzowo-ludowej), w których takie dwa światy na moment stają się jednym. Na myśl mogą przyjść bardziej czy mniej udane próby polskich muzyków improwizujących usiłujących podjąć dialog z tradycją wiejską – i co ważne – ludowymi artystami, a więc na przykład nagrania Vitolda Reka, Zbigniewa Namysłowskiego, Leszka Kułakowskiego, Włodzimierza Kiniorskiego i innych, choć żadne z nich nie osiągało tej intensywności, tej wspólnotowości – i tej jakości artystycznej, co Damasiewicz z przyjaciółmi. Może najbliżej tego typu jakości (i doznań) byłby w licznych swych wielokulturowych doświadczeniach zespół Voo Voo, ale to już przecież zupełnie inna opowieść. 

Twórcy albumu Watra stworzyli nową jakość, nową wartość będącą jednocześnie wyrazem obopólnej artystycznej fascynacji, jak i niewymuszonej przyjemności czy radości bycia razem. Współtworzenia tak bezpretensjonalnej (choć zarazem ważkiej i ambitnej) całości. Ten luz, tę swobodę, ale też szacunek i pasję muzykowania słychać na płycie. I to one sprawiają, że słucha się jej z taką przyjemnością.

 

Tomasz Janas

Piotr Damasiewcz & Into The Roots

Watra” (L.A.S.)

Ocena: 4,5 / 5  

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.


Czytaj także

Uroki osmętnicy

Ostatnia aktualizacja: 06.07.2021 09:00
To świetny przykład połączenia muzyki ze wsi z muzyką z miasta w organiczną całość, w której spod skrzących się iskier tanecznego transu wyłania się przejmująca melancholia.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Wykorzenienie, szansa na nowe życie

Ostatnia aktualizacja: 03.08.2021 09:00
W bezpretensjonalny sposób łączą fascynację polską ludowością z tradycją skandynawską (a do tego echami muzyki dawnej i wręcz heavy metalowej dynamiki). Wszystkie te elementy pokazują na swej debiutanckiej płycie członkowie zespołu Daj Ognia.  
rozwiń zwiń