Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Lecą na nas perszingi

Ostatnia aktualizacja: 25.11.2021 08:00
Kto dziś pamięta czarny charakter z seriali lat 1980-90? To Leoncio, amant-potwór zniewalający piękną niewolnicę Izaurę. Poczucie humoru wiejskiego tak nazwało wino marki wino, zajzajer sprzedawany spod lady na technicznym spirytusie z przemytu. Tak powstawał pierwszy Polski kapitał po obaleniu komuny.
zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjneFoto: NAC

U mnie w  sklepie były dwie kolejki. Jedna to smutne pracowite kobiety kupujące kiszkę i chleb, a druga – wesoła po Leoncja. Sklepowa obsługiwała raz jedną, raz drugą kolejkę. Znajomkowie wychodzili ze sklepu z dwoma zatkniętymi za pas – jak kowboje kolty – Leoncjami. Jak pojechałem nagrywać skrzypka Józefa Zarasia, to złapałem go, jak wychodził ze sklepu, a za pasem sterczały mu dwa Leoncja. Ale tak naprawdę te wina nazywały się: Bara bara, Lolita, Łupu-cupu. No, i cudowne etykiety przedstawiały cycatą blondynkę z profilu i bez stanika, ten widok był na zagrychę.

I tu się zaczął problem, bowiem miejscowy ksiądz zaprotestował na tak bezbożne wizerunki i na mszach potępiał. Chłopy się przyczaiły i zmienili nazewnictwo. Też już pewnie niewielu pamięta, jak w reżimowej telewizji lat 80. XX w. straszono nas Reaganem i jego rakietami Pershing, które w nas ugodzą, jeśli Solidarność (podziemna) będzie bruździć. Teraz w sklepie można było usłyszeć: „Królewno, dla mnie dwa Perszingi”.

Równolegle do Perszingów miałem taką przygodę: do najbliższego sklepu było ze 4 kilometry, w lipcowe upalne popołudnie wybrałem się w tamtym kierunku łąkami. To była stara karczma na rozstajach. Wewnątrz stale mrok i chłód. Pachniało starą karczmą. Przed nią, jak zwykle, grupka entuzjastów Perszinga. Witają mnie radośnie. O tej porze już nic nie było w sklepie… nie do końca, bo były ruskie konserwy rybne i ser topiony. A tu patrzę i oczom nie wierzę – cała półka oryginalnego chablis i to w cenie niewiele wyższej od Perszinga! Jakim cudem to ekskluzywne wino w tej dziurze?? „A nie wiem – mówi sklepowa – dostaliśmy z rozdzielnika. To też tajemnice komuny. Kupuję wszystko. Wychodzę z torbą butelek. Dopadają mnie wielbiciele Perszinga: „Panie Andrzeju, co pan robi?! To kwach! My już próbowali i nie da się pić!”. Odzywa się we mnie belfer: „Panowie – mówię – to  doskonałe wino, które rok leżakuje w beczkach w piwnicach!”. „Tak, tak – przerywa mi znajomek – ja to znam. W zeszłym roku kupiłem Perszinga i poszedłem kosić trawę, gdzieś zgubiłem butelkę i znalazłem po roku. Panie Andrzeju, jaka to była pychota”! 

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.


 

Czytaj także

Paradoksy Festiwalu w Kazimierzu

Ostatnia aktualizacja: 02.09.2021 15:00
Pierwszy można nazwać paradoksem założycielskim. Jeden z twórców (obok lubelskich regionalistów i ambitnych działaczy kultury) Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu, a z perspektywy kuratorskiej można powiedzieć, że jego ojciec – nieżyjący już Włodzimierz Dębski – mówił: „Stworzyłem zasady kazimierskiego Festiwalu”, a zarazem twierdził, że „Folklor, którym się tylu zachwyca, okazuje się po głębszej analizie lipą, chałą bez jakichkolwiek wartości kształcących. Co najwyżej można go jeszcze gorzej wykonać. Parę bab pojęczy sobie, popiszczy. Nikomu to nic nie da”.
rozwiń zwiń

Czytaj także

W sprawie akordeonu na OFKiŚL

Ostatnia aktualizacja: 09.09.2021 14:00
Tegoroczny, 55 już, Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych obrodził w wyraziste opinie dotyczące charakteru wydarzenia. Za zgodą obu autorów, publikujemy rozmowę Piotra Baczewskiego i prof. Piotra Dahliga, mając nadzieję, że stanie się ona przyczynkiem do dyskusji na temat formuły polskich festiwali folklorystycznych, w tym tych najważniejszych. 
rozwiń zwiń