Jej historia nie jest odosobniona. To jedna z wielu opowieści ukraińskich uchodźców, którzy w ostatnich latach znaleźli schronienie na Węgrzech. Choć rzeczywistość polityczna i medialna bywa dla nich trudna, codzienne życie często wygląda inaczej niż mogłoby się wydawać.
Dwa światy: propaganda i rzeczywistość
Ukraińcy mieszkający na Węgrzech funkcjonują dziś między dwoma równoległymi rzeczywistościami. Z jednej strony widzą negatywny przekaz w mediach i na ulicznych plakatach – szczególnie nasilony w czasie kampanii wyborczych. Z drugiej – w codziennym życiu rzadko spotykają się z otwartą wrogością.
Włada podkreśla, że mimo trudnych doświadczeń nie czuje się poniżana ani odrzucana. Pracuje, funkcjonuje w społeczeństwie i angażuje się w działalność informacyjną. Tworzy treści w mediach społecznościowych, tłumacząc Węgrom, czym jest Ukraina – jej kultura, tradycje i codzienność.
– Ludzie naprawdę są ciekawi. Pytają, co jemy, jak żyjemy, jakie mamy zwyczaje – mówi. – Oczywiście pojawiają się też negatywne komentarze, ale jest też dużo wsparcia i życzliwości.
Brak wiedzy jako źródło napięć
Jednym z kluczowych problemów, na który zwracają uwagę rozmówcy, jest ogromny deficyt wiedzy o Ukrainie wśród Węgrów. W przeciwieństwie do Polski, gdzie istnieją silne powiązania historyczne i kulturowe, Węgry przez dekady miały z Ukrainą ograniczony kontakt.
To sprawia, że łatwo budować uproszczone, często negatywne narracje. Ukraina bywa przedstawiana jako kraj biedny, skorumpowany i niebezpieczny. Do tego dochodzą historyczne zaszłości oraz napięcia wokół mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu.
Brak bezpośrednich doświadczeń i kontaktów z Ukraińcami powoduje, że wielu Węgrów nie odróżnia ich nawet od Rosjan – co dodatkowo pogłębia dystans.
Polityka potrzebuje wroga
Eksperci i dziennikarze są zgodni: antyukraińska retoryka wpisuje się w szerszy mechanizm polityczny. Węgierska scena polityczna od lat opiera się na wskazywaniu „zewnętrznych zagrożeń”.
W różnych okresach byli nimi migranci, instytucje unijne, środowiska LGBT, a dziś – także Ukraina i jej przywódcy. W czasie kampanii wyborczej przekaz ten ulega wzmocnieniu.
Strach staje się narzędziem mobilizacji wyborców. Narracja o zagrożeniu z zewnątrz skutecznie odciąga uwagę od problemów wewnętrznych, takich jak inflacja, poziom życia czy sytuacja gospodarcza.
Wizerunek kraju a codzienne relacje
Ciekawym zjawiskiem jest rozdźwięk między politycznym wizerunkiem a społecznymi postawami. Wielu Węgrów – szczególnie tych bardziej świadomych – zdaje sobie sprawę z negatywnego odbioru swojego kraju za granicą.
Jak relacjonuje Włada, część z nich wręcz przeprasza Ukraińców za retorykę władz i wyraża solidarność. – Piszą do mnie: „Wstyd nam, przepraszamy” – mówi.
To pokazuje, że mimo silnej propagandy społeczeństwo nie jest jednolite. Obok niechęci istnieje też empatia i chęć zrozumienia.
Historia, która wciąż wpływa na teraźniejszość
Na stosunek Węgrów do Ukrainy wpływają również czynniki historyczne. Kluczową rolę odgrywa kwestia Zakarpacia i mieszkającej tam mniejszości węgierskiej. Ustawa o edukacji z 2017 roku, ograniczająca nauczanie w językach mniejszości, została odebrana na Węgrzech jako cios w prawa tej społeczności.
Dodatkowo w pamięci społecznej funkcjonują stereotypy z lat 90., związane z przestępczością transgraniczną i działalnością grup mafijnych.
Te elementy tworzą podatny grunt dla politycznych narracji, które łatwo trafiają do wyborców.
Wojna, która nie jest „nasza”?
Istotną różnicą między Węgrami a krajami takimi jak Polska jest postrzeganie zagrożenia ze strony Rosji. Węgry nie graniczą z Rosją i wielu ich obywateli nie odczuwa bezpośredniego niebezpieczeństwa.
W efekcie pojawia się pytanie: dlaczego mieliby ponosić koszty wsparcia Ukrainy? Zwłaszcza jeśli – w ich odczuciu – kraj ten nie jest im szczególnie bliski.
To podejście przekłada się na sceptycyzm wobec sankcji czy działań, które mogłyby uderzyć w węgierską gospodarkę.
Między uprzedzeniami a ciekawością
Historia Włady i innych Ukraińców pokazuje jednak, że rzeczywistość nie jest czarno-biała. Obok uprzedzeń istnieje autentyczna ciekawość i gotowość do dialogu.
Media społecznościowe stają się przestrzenią, w której te dwa światy się spotykają. To tam dochodzi do konfrontacji stereotypów z rzeczywistością – często bolesnej, ale potrzebnej.
– Ludzie nie rozumieją Ukraińców – mówi Włada. – Dlatego staram się im pokazać, jak naprawdę myślimy i żyjemy.
W czasach, gdy polityka dzieli, takie oddolne działania mogą okazać się kluczowe dla budowania mostów między społeczeństwami.
Zapraszamy do wysłuchania reportażu Piotra Pogorzelskiego.