Redakcja Polska
Dodaj w Google

Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google, aby nasze wiadomości wyświetlały Ci się na górze wyników wyszukiwania

Zamalowują pseudograffiti, sprzątają ulice i chcą zmieniać miasta. GUM-a rośnie w siłę

15.09.2026 18:30
Zaczęło się od bezsilności wobec tego, jak wyglądają polskie miasta. Dziś inicjatywa GUM-a łączy mieszkańców różnych miejscowości, którzy chcą własnymi rękami poprawiać przestrzeń wokół siebie. Jej założyciel, architekt Mateusz, przekonuje, że dbanie o miasto może stać się wspólnym hobby, a nawet sposobem wywierania presji na władze.
Audio
  • „My jako Polacy zasługujemy na więcej, zasługujemy na piękniejsze miasta i nie chcemy już żyć w takim syfie.” - mówi Mateusz, założyciel GUM-y w rozmowie z Piotrem Żułnowskim [posłuchaj]
Mateusz mimo jednoznacznie pozytywnego wydźwięku swojej akcji woli pozostać anonimowy
Mateusz mimo jednoznacznie pozytywnego wydźwięku swojej akcji woli pozostać anonimowyfot. GUMa

Wszystko zaczęło się we Wrocławiu. Mateusz, architekt i założyciel grupy Upiększenia Miasta, wielokrotnie przechodził obok miejsc, które jego zdaniem mogłyby wyglądać zupełnie inaczej. Problem polegał na tym, że brakowało zarówno czasu, pieniędzy, jak i ludzi, z którymi można byłoby coś wspólnie zrobić.

Impulsem okazały się również doświadczenia z zagranicy. Podczas jednego z wyjazdów w Hiszpanii zobaczył starszego mężczyznę, który sam wyszedł przed swój budynek i zamalowywał znajdujące się na nim bazgroły. To właśnie ta postawa zrobiła na nim największe wrażenie.

„Skoro nikt tego nie robi, nikt nie daje takich możliwości, może czas najwyższy, żebym ja to zrobił.” - mówi Mateusz, architekt i założyciel GUM-y

fot. GUMa fot. GUMa

Początkowo działania były lokalne, ale szybko zaczęły przyciągać uwagę mieszkańców innych miast. W mediach społecznościowych pojawiały się pytania o podobne akcje w Warszawie czy Gdańsku. Zamiast ograniczać inicjatywę do Wrocławia, Mateusz zaczął tworzyć przestrzeń, w której ludzie z różnych miejsc mogli się organizować.

Dziś podobne grupy działają między innymi w Warszawie i Szczecinie. Wrocławskie i warszawskie grupy liczą po około 700 osób, choć na pojedyncze akcje przychodzi zwykle kilkanaście osób. To jednak wystarcza, by regularnie podejmować konkretne działania.

Pomysł jest prosty: mieszkańcy spotykają się, wychodzą w miasto i robią to, co w danym miejscu jest najbardziej potrzebne. Czasem oznacza to zbieranie śmieci, innym razem usuwanie plakatów i naklejek. Jeśli uda się uzyskać zgodę właściciela lub spółdzielni, grupa może również zamalować niechciane napisy.

Nie chodzi jednak wyłącznie o czyszczenie przestrzeni. GUM-a ma z czasem obejmować także pielęgnowanie zieleni, miejską sztukę czy wspieranie lokalnych wydarzeń.

„Chciałbym, żeby to było coś, co po prostu jakoś nas łączy i staje się jakimś takim nowym hobby.” - zaznacza Mateusz

fot. GUMa fot. GUMa

Jedną z cech inicjatywy jest jej nieformalność. Nie ma jednego modelu działania obowiązującego w całej Polsce. W jednym mieście mieszkańcy organizują większe akcje, w innym kilka osób umawia się na spacer i przy okazji zbiera śmieci.

To właśnie ta elastyczność ma sprawiać, że do GUM-y może dołączyć właściwie każdy. Nie trzeba deklarować wielkiego zaangażowania. Można przyjść na jedno spotkanie, pomóc przez godzinę albo znaleźć jedną osobę, z którą będzie się regularnie działać.

fot. GUMa fot. GUMa

W niektórych miejscach działania przybierają bardziej zdecydowaną formę. Mateusz wspomina o osobach, które wychodzą nocą i usuwają bazgroły czy nielegalne graffiti. Zwraca przy tym uwagę, że część takich działań może znajdować się poza granicami prawa. Jednocześnie jego zdaniem pokazują one skalę problemu i społeczne oczekiwanie, by władze skuteczniej dbały o miejską przestrzeń.

fot. GUMa fot. GUMa

Mateusz zdecydował się pozostać anonimowy. Nie chodzi jednak wyłącznie o kwestie prawne. Twórca GUM-y nie chce, aby cała inicjatywa została utożsamiona z jedną osobą.

Jego zdaniem najważniejsi mają być mieszkańcy, którzy rzeczywiście wychodzą na ulice i zmieniają swoje otoczenie. Promowanie własnej twarzy mogłoby przesunąć ciężar z idei na osobę stojącą za projektem.

„Ten projekt nie powinien być promowany przez jedną jednostkę, a bardziej przez mieszkańców i ten ogrom ludzi, który może w tym uczestniczyć.” - podkreśla założyciel GUMy

Anonimowość ma też dawać większy komfort osobom, które obawiają się konsekwencji prawnych związanych z ingerowaniem w przestrzeń publiczną. Sam Mateusz przyznaje, że na początku również miał obawy, nawet przy tak prostych działaniach jak zdejmowanie naklejek ze słupów.

Rozwój inicjatywy ułatwiają media społecznościowe. Dzięki nim do Mateusza zgłaszają się zarówno osoby prywatne, jak i firmy, które chcą wesprzeć działania.

Pomoc może przybierać różne formy. Czasem ktoś przekazuje rękawice czy sprzęt, innym razem firma oferuje środki potrzebne do czyszczenia miejskiej przestrzeni. Zdarzyło się również, że producent farb przekazał materiał potrzebny do zamalowania niechcianych napisów.

To pokazuje, że inicjatywa nie musi opierać się wyłącznie na jednym organizatorze. Wokół niej zaczyna tworzyć się społeczność ludzi, którzy mają różne możliwości, ale podobny cel.

Mateusz chce, żeby GUM-a w przyszłości była czymś więcej niż grupą osób, które raz na jakiś czas wychodzą z workami na śmieci i pędzlami.

fot. GUMa fot. GUMa

Plan zakłada rozwój działań edukacyjnych. Do Mateusza zgłaszają się szkoły zainteresowane warsztatami i wykładami dotyczącymi estetyki miejskiej. Zimą, kiedy akcje terenowe mogą odbywać się rzadziej, właśnie edukacja ma stać się jednym z ważniejszych kierunków rozwoju projektu.

Jednocześnie założyciel GUM-y chce, aby inicjatywa wywierała presję na osoby odpowiedzialne za miasta. Chodzi o pokazanie, że mieszkańcy nie są obojętni wobec wyglądu przestrzeni, w której żyją.

„Chciałbym, żeby jednak rządzący czuli tę presję pod zmiany, że jednak mieszkańcy chcą, żeby te miasta w końcu zaczęły wyglądać lepiej.” - mówi Mateusz

fot. GUMa fot. GUMa

Historia GUM-y pokazuje, że zmiana miejskiej przestrzeni nie zawsze musi zaczynać się od wielkiego projektu, konkursu architektonicznego czy decyzji urzędu. Czasem wystarczy jedna osoba, która zamiast narzekać, bierze pędzel, worek na śmieci albo organizuje kilka osób.

Z Wrocławia pomysł zaczął rozlewać się na kolejne miasta. Dziś jego twórca chce jeździć po Polsce, spotykać się z mieszkańcami i pomagać im tworzyć lokalne grupy.

Cel jest większy niż samo zamalowywanie bazgrołów. Chodzi o stworzenie społeczności, która zacznie traktować miejską przestrzeń jako coś wspólnego. Bo jeśli mieszkańcy uznają, że ich ulica, podwórko czy skwer naprawdę należą także do nich, być może łatwiej będzie im nie tylko narzekać na miasto, ale zwyczajnie zacząć je zmieniać.

Zobacz więcej na temat: wolontariat miasto anonymous

Niewidomy Polak dopłynął na Grenlandię

24.08.2026 09:30
Cztery tygodnie spędził na wodach Morza Arktycznego. W czasie najnowszej wyprawy Dariusz Borowiak dopłynął w rejon Islandii, odwiedził wyspę Jan Mayen i dotarł na Grenlandię. Pochodzący z Koła niewidomy żeglarz od 2012 roku ponownie regularnie uczestniczy w morskich wyprawach jako członek załogi.

Męska moda bez sztywnych granic. Spódnica coraz częściej w męskiej szafie

03.09.2026 19:15
Przez wieki ubrania były jednym z najważniejszych sposobów rozpoznawania płci, statusu i pozycji społecznej. Dziś granice między modą męską i damską coraz bardziej się zacierają. Zdaniem Gosi Mordarskiej, krytyczki mody, nie oznacza to jednak rewolucji, ale stopniową zmianę podejścia do tego, co uznajemy za „męskie” i „kobiece”.

W miejscu pomnika zesłanych Polaków stanął monument poświęcony uczestnikom wojny z Ukrainą

10.09.2026 18:00
W Jakucku, we wschodniej Syberii, odsłonięto pomnik uczestników wojny Rosji przeciwko Ukrainie, który stanął w miejscu zburzonego monumentu poświęconego zesłanym Polakom i Litwinom – poinformował w środę niezależny rosyjski portal Mediazona.