Dr hab. Tomasz Stryjek w rozmowie z PAP ostrzega: gdy statystyki z prac terenowych okażą się niższe od szacunków polskich historyków, ukraińska opinia publiczna może zacząć podważać polską narrację o Zbrodni Wołyńskiej.
Wokół relacji polsko-ukraińskich po raz kolejny powraca sprawa trudnej pamięci historycznej. Wyciągnięta przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego ręka — w postaci tzw. „pakietu deeskalacyjnego”, obejmującego przyspieszenie wydawania zgód na poszukiwania i ekshumacje oraz otwarcie archiwów służb specjalnych — została przyjęta w Polsce z ostrożnym optymizmem. Jednak zdaniem badacza relacji polsko-ukraińskich, dr. hab. Tomasza Stryjka z Instytutu Studiów Politycznych PAN, gest ten może przynieść efekty odmienne od zamierzonych.
Pułapka statystyk: Dlaczego ekshumacje mogą poróżnić?
Jednym z kluczowych wątków rozmowy jest zderzenie historycznych szacunków z brutalną rzeczywistością prac archeologicznych. Polscy badacze szacują liczbę polskich ofiar Zbrodni Wołyńskiej na 80–100 tysięcy, podczas gdy historycy ukraińscy mówią o około 39 tysiącach.
Jak zauważa dr hab. Stryjek, doświadczenia z dotychczasowych ekshumacji (np. w Jedwabnem) pokazują, że liczba odnalezionych szczątków w konkretnych miejscach jest niemal zawsze niższa od szacowanej liczby ofiar danej masakry. Część ciał nigdy nie została pochowana, inne spoczywają w nieznanych dotąd lokacjach.
„Informowanie o wyraźnie mniejszych liczbach znalezionych szczątków ludzkich niż liczby ofiar podawanych przez polskich historyków może na nowo rozpalić spór polsko-ukraiński. Jeśli po latach prac ogólna suma będzie wyraźnie mniejsza niż 80 tysięcy, dla ukraińskiej opinii publicznej przekonanie polskich historyków okaże się bezzasadne” — ocenia ekspert.
Archiwa na pokaz i spór o metodologię
Przełomem nie będzie także głośno zapowiadane otwarcie archiwów SBU i wywiadu wojskowego. Tomasz Stryjek przypomina, że od czasu reformy z 2015 roku zasoby z czasów sowieckich są w Ukrainie powszechnie dostępne dla badaczy. Trudno więc spodziewać się, by kryły one jeszcze nieznane, sensacyjne dokumenty dotyczące wydarzeń z lat 40. XX wieku. Gest Zełenskiego nazywa wprost „przysłowiowym kwiatkiem do kożucha”.
Równie głębokie podziały dotyczą metodologii liczenia ofiar po drugiej stronie konfliktu:
- Polskie szacunki (np. prof. Grzegorza Motyki) mówią o 11–15 tysiącach Ukraińców zabitych przez polskie podziemie (AK, BCh, NSZ) oraz oddziały samoobrony.
- Ukraińskie badania (zespół prof. Igora Hałagidy z Lwowa) wskazują na nawet 28 tysięcy ofiar ukraińskich.
Z czego wynika ta przepaść? Strona ukraińska zalicza do polskich sprawców m.in. polski batalion policyjny w służbie niemieckiej czy formacje współdziałające z Armią Czerwoną — ludzi, których polska historiografia jednoznacznie traktuje jako kolaborantów lub zdrajców.
Panteon w Kijowie i mit Bandery
Kwestią niepodlegającą dla Kijowa negocjacjom pozostaje polityka pamięci. Ukraina konsekwentnie buduje Ukraiński Panteon Narodowy (na terenie Ławry Peczerskiej), gdzie spocząć mają m.in. szczątki Andrija Melnyka czy Jewhena Konowalca.
Mimo że pełnoskalowa inwazja Rosji w 2022 roku wywołała gwałtowny skok pozytywnych ocen Stepana Bandery i UPA (do poziomu ok. 80% w skali kraju), dr hab. Stryjek zauważa, że ta fala uniesienia patriotycznego powoli opada. Bandera stał się dla przeciętnego Ukraińca przede wszystkim symbolem oporu przeciwko Rosji, a nie postacią historyczną ocenianą przez pryzmat relacji z Polską.
Ekspert podsumowuje, że dotychczasowe metody presji ze strony Warszawy — w tym liczne uchwały Sejmu i Senatu — przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego. Im silniejszy atak na symbolikę UPA z zewnątrz, tym trwalsza staje się jej legenda wewnątrz Ukrainy.
PAP/ks