Redakcja Polska

Powstanie w getcie warszawskim: pamięć, opór i los dzieci

19.04.2026 10:02
Rozmowa z dr Agnieszką Witkowską-Krych z Instytutu Pileckiego o życiu najmłodszych w getcie, działalności Janusza Korczaka i трагicznych realiach Zagłady.
Audio
  • Dr Agnieszka Witkowska-Krych o getcie warszawskim.
Pomnik Bohaterów Getta w Warszawie.
Pomnik Bohaterów Getta w Warszawie.https://x.com/MSZ_RP/status/1648687008779313153/photo/3

19 kwietnia przypada kolejna rocznica powstania w getcie warszawskim w 1943 roku. Getto było dzielnicą dla Żydów utworzoną przez niemieckich okupantów. Naziści uważali Żydów za „podludzi” i systematycznie ich eksterminowali. 19 kwietnia 1943 roku wojska niemieckie wkroczyły do getta, aby ostatecznie wywieźć pozostałych mieszkańców do obozów zagłady. W odpowiedzi żydowskie organizacje podziemne podjęły powstanie. Słabo uzbrojeni powstańcy bronili się niemal miesiąc, choć praktycznie nie mieli szans na zwycięstwo. Ostatecznie powstanie zostało brutalnie stłumione, a getto zniszczone. Stało się ono symbolem oporu i walki o godność, nawet w sytuacji bez wyjścia.

Dziś rozmawiamy o losach ludzi w getcie, w szczególności dzieci, z doktor nauk o kulturze i religii, hebraistką i socjolożką Agnieszką Witkowską-Krych z Instytutu Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego.

Wcześniej Agnieszka Witkowska-Krych pracowała w Korczakianum – ośrodku badawczym Muzeum Warszawy. Tam badaczka zajmowała się życiem i działalnością Janusza Korczaka, warszawskiego pedagoga, lekarza i pisarza. Kierował on Domem Sierot w Warszawie i zasłynął swoimi ideami szacunku wobec dziecka i jego praw. W czasie II wojny światowej Korczak w getcie warszawskim wciąż opiekował się swoimi wychowankami. W 1942 roku wraz z dziećmi został wywieziony do obozu zagłady w Treblince, gdzie zginął…

Agnieszka Witkowska-Krych opublikowała szereg artykułów naukowych poświęconych historii i kulturze Żydów polskich. Jest autorką książek „Mniej strachu. Ostatnie chwile z Januszem Korczakiem”, „Dziecko wobec Zagłady. Opieka nad sierotami w getcie warszawskim”.

Agnieszka Witkowska-Krych: Ja byłam w szkole podstawowej, kiedy obejrzałam film Andrzeja Wajdy zatytułowany „Korczak”, gdzie właśnie ten wątek dzieci, getta, sierot, okrutnej śmierci w obozie zagłady w Treblince stał mi się po pierwsze znany, a po drugie bardzo bliski. Oczywiście wiek 12 lat to nie jest dobry moment, żeby się zajmować takimi sprawami, ale wtedy się zaczęło. Ja bardzo wyraźnie pamiętam ten moment. Oczywiście życie się potem toczyło w różnych kierunkach, z różnymi odsłonami, ale ostatecznie ja do Korczaka wróciłam i Korczak oraz prowadzony przez niego Dom Sierot, stały się takim tematem, który chciałam zgłębiać. W efekcie tego pragnienia udało mi się przez 121 miesięcy – można policzyć, ile to lat, strasznie dużo – pracować w Korczakianum.

Czy te dzieci w getcie w ogóle miały szansę na przeżycie? Bo przecież… czy Korczak rozumiał, że to już droga w jedną stronę – z tego getta?..

Agnieszka Witkowska-Krych: Korczak nie był jedyny. Takich, powiedzmy sobie, Korczaków, ludzi, którzy też mieli swoje imiona i nazwiska, było dużo więcej. Pamiętamy o Korczaku, pamiętamy o jego Domu Sierot, pewnie też dlatego, że Korczak był popularny przed wojną – był pisarzem, lekarzem, prelegentem, a także przemawiał w radiu. Niemniej jednak nie był jedyną osobą, która działała na polu opieki nad dziećmi. Takich sierocińców podobnego typu, prowadzonych dla dzieci żydowskich, jak udało mi się policzyć, w getcie było ponad 20. Pamiętamy Korczaka, ale za jego sprawą dobrze byłoby też pamiętać o wszystkich innych, z których część znamy z imienia i nazwiska, a część nie do końca, bo niestety nie zachowały się dokumenty. Tak więc Korczak trafia do getta w 1940 roku, mając już za sobą doświadczenie prowadzenia sierocińca dla żydowskich dzieci. Ten sierociniec mieścił się przy ulicy Krochmalnej 92. Notabene, jeśli będą Państwo w Warszawie, to warto tam zajrzeć, bo budynek stoi, tylko ma inny adres – dzisiaj to Jaktorowska 6. Niestety przenoszą się do getta: najpierw na ulicę Chłodną 33, potem na ulicę Sienną 16 / Śliską 9 – i tam próbują, mimo koszmarnych warunków i potwornych okoliczności, funkcjonować tak jak wcześniej, czyli zachować wszystkie zasady, na których oparte było działanie Domu Sierot. Gdyby wejść do Domu Sierot jeszcze przed wybuchem II wojny, zobaczylibyśmy społeczeństwo dziecięce, które samo potrafi się zorganizować, samo się rządzi i jest bardzo obywatelsko świadome. Tam działa sąd, tam działa sejm, tam działają różnego rodzaju komisje i podkomisje oraz inne mniejsze ciała, które organizują życie. To wszystko z inspiracji Korczaka, ale nie tylko. Wiele z tych mikroinstytucji wewnętrznych to także zasługa lub inspiracja Stefanii Wilczyńskiej, która była najbliższą współpracowniczką Korczaka, w zasadzie partnerką w działaniu i osobowością. Była osobą, która w tym projekcie była wcześniej i która tak naprawdę podjęła decyzję o tym, żeby być z dziećmi do końca. Być może części z Państwa wiadomo, że zarówno Korczak, jak i Wilczyńska w międzywojniu wyjeżdżali do Palestyny, żeby sprawdzić, czy można byłoby się tam przeprowadzić. Wilczyńska w 1938 roku pojechała tam po raz czwarty, otrzymała wszystkie dokumenty potrzebne do tego, żeby osiedlić się tam legalnie, i w zasadzie była gotowa, żeby zostać. Ale gdy dowiedziała się, że wybuchnie wojna, wróciła do Polski, bo chciała być z dziećmi. Do swojej przyjaciółki napisała krótki liścik, w którym pada zdanie: „Moje dzieci są w Warszawie”. Więc pamiętajmy nie tylko o Korczaku, ale też o Stefanii Wilczyńskiej oraz o innych wychowawcach, nauczycielach, lekarzach i pielęgniarkach.

Ponieważ dzisiaj rozmawiamy z okazji powstania w getcie – właśnie w tym dniu, 19 kwietnia 1943 roku – co spotkało te dzieci w getcie?

Agnieszka Witkowska-Krych: Dzieci w getcie warszawskim w szczytowym momencie było około 100 tysięcy. Większość z nich potrzebowała jakiejś formy wsparcia – czy to doraźnego, czy bardziej długofalowego, całkowitego lub częściowego. Dla nich organizowano różnego rodzaju placówki wspierające i opiekuńcze, których w getcie było ponad 20. Już latem 1942 roku, w lipcu, kiedy rozpoczęła się wielka akcja likwidacyjna getta warszawskiego, dzieci w znakomitej większości zostały uznane za – proszę wybaczyć to słowo – „nieproduktywne” (termin niemiecki), czyli takie, które nie mogą się przydać, więc zostaną wysłane „na wschód”. Cała ta narracja propagandowa była pokrętna – z jednej strony mówiono o pracy, a z drugiej wysyłano osoby „nieproduktywne”. Większość żydowskich dzieci z placówek opiekuńczych została latem 1942 roku wysłana do Treblinki – do obozu zagłady. Janusz Korczak, jego sierociniec, a także inne pobliskie sierocińce zostały 5 sierpnia 1942 roku wyprowadzone najpierw na Umschlagplatz, a potem „na wschód”. Ta mityczna praca była w rzeczywistości obozem zagłady w Treblince…

Także już w czasie powstania w getcie dzieci tam właściwie nie było?

Agnieszka Witkowska-Krych: Dzieci osieroconych, czy takich wymagających opieki zewnętrznej, w zasadzie już nie było. Istnieje jednak kilka wyjątków. Dotyczą dzieci z placówek dla starszych wychowanków, między innymi przy ulicy Gęsiej 6/8 – był to duży budynek o podwójnym adresie, gdzie mieścił się dom dla chłopców. Przebywali tam kilkunastoletni chłopcy, których nie wysłano do Treblinki i którym dano jeszcze chwilę życia. Kilkoro z nich przetrwało. Co najmniej dwóch mogę wskazać z imienia i nazwiska. Jeden z nich to Szmuel Gogol – chłopiec, który wcześniej był w Domu Sierot Korczaka, a po ukończeniu 14 lat trafił do domu dla starszych chłopców. Przetrwał – nie został wysłany do Treblinki, ale przeszedł przez Auschwitz… Przeżył! Później mieszkał w Izraelu, gdzie założył i prowadził dziecięcą orkiestrę harmonijkową. Warto dodać, że pierwszą harmonijkę dostał w Domu Sierot. Drugi to chłopiec o nazwisku Baphilis, który podpisał się w dokumencie z archiwum Ringelbluma bez imienia. Napisał po wojnie list do Centralnej Żydowskiej Komisji Historycznej przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce, w którym wspomina, że przeżył. Pisał, że kiedyś nazywał się Mojżesz, a teraz Marian, ale chciał wrócić do swoich korzeni.

Są to historie dające pewien cień optymizmu, choć w obliczu ogromu tragedii jest on bardzo niewielki…

Agnieszka Witkowska-Krych: Część osób mieszka dziś w Warszawie. Jedną z nich jest pani Krystyna Budnicka, która przeżyła getto i dziś opowiada o swoich doświadczeniach. Są też osoby, które przetrwały dzięki pomocy zgromadzeń zakonnych, trafiając do klasztorów. Jeśli dobrze poszukać, można jeszcze usłyszeć takie świadectwa. Niektórym rodzicom, bardziej zamożnym i posiadającym kontakty po tzw. stronie aryjskiej, udało się wyprowadzić dzieci z getta i ukryć je. Choć nie była to pomoc systemowa, wymagała całego łańcucha działań. Ta grupa ocalałych jest niewielka, ale istnieje. Wyjście z getta zawsze było dla kogoś szansą, choć wymagało spełnienia wielu warunków. Czasem jeden błąd prowadził do dekonspiracji, a czasem decydowało szczęście.

Z kolei, 19 kwietnia o godz. 17:00 Instytut Pileckiego zaprasza na ul. Sienną 82 w Warszawie. Przygotowano tam spotkanie ze świadkami historii, projekcję niepublikowanych notacji „Świadkowie Epoki” oraz wykład dr Agnieszki Witkowskiej-Krych pt. „Miasto zamknięte w słowach, czyli o tym, jak inaczej określano getto warszawskie”. Badaczka przyjrzy się językowi, jakim posługiwali się mieszkańcy getta, by oswoić i opisać swoją drastyczną codzienność. Wstęp wolny.

Viktar Korbut

Zobacz więcej na temat: getto warszawskie

Getto warszawskie. Piekło w środku miasta

16.11.2025 07:55
16 listopada 1940 roku Niemcy zamknęli getto w Warszawie. Granice getta stały się granicami życia i śmierci. Strzegła ich niemiecka żandarmeria, polska policja i żydowska Służba Porządkowa. Bez specjalnej przepustki nie wolno było wyjść ani wejść. 

Śmierć nie była mu straszna. Sylwetka cadyka Kalmana Szapiry

15.04.2026 07:40
Kazania, które wygłaszał w getcie warszawskim, przetrwały II wojnę światową, ponieważ zostały ukryte... w bańkach po mleku. 15 kwietnia 1889 roku w Grodzisku Mazowieckim urodził się Kalonimus Kalman Szapiro – charyzmatyczny chasydzki cadyk, rabin z Piaseczna. 

Krystyna Budnicka w Jedynce: nie poszłam do pierwszej klasy, tylko poszłam do bunkra

19.04.2026 22:00
Gościnią Remigiusza Grzeli była Krystyna Budnicka (Hena Kuczer), ocalała z getta warszawskiego, jedyna z rodziny Kuczerów, siedmiorga rodzeństwa i rodziców. W czasie rozmowy Krystyna Budnicka opowiada o życiu przed wojną, getcie warszawskim, bunkrze, który zbudowali w kamienicy na rogu Zamenhofa i Muranowskiej, powstaniu, wyjściu z bunkra dopiero jesienią 1943 roku i  ocaleniu. To przejmująca historia o jedenastoletniej dziewczynce i jej rodzinie, która przeżyła piekło.