X
Szanowny Użytkowniku
25 maja 2018 roku zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r (RODO). Zachęcamy do zapoznania się z informacjami dotyczącymi przetwarzania danych osobowych w Portalu PolskieRadio.pl
1.Administratorem Danych jest Polskie Radio S.A. z siedzibą w Warszawie, al. Niepodległości 77/85, 00-977 Warszawa.
2.W sprawach związanych z Pani/a danymi należy kontaktować się z Inspektorem Ochrony Danych, e-mail: iod@polskieradio.pl, tel. 22 645 34 03.
3.Dane osobowe będą przetwarzane w celach marketingowych na podstawie zgody.
4.Dane osobowe mogą być udostępniane wyłącznie w celu prawidłowej realizacji usług określonych w polityce prywatności.
5.Dane osobowe nie będą przekazywane poza Europejski Obszar Gospodarczy lub do organizacji międzynarodowej.
6.Dane osobowe będą przechowywane przez okres 5 lat od dezaktywacji konta, zgodnie z przepisami prawa.
7.Ma Pan/i prawo dostępu do swoich danych osobowych, ich poprawiania, przeniesienia, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania.
8.Ma Pan/i prawo do wniesienia sprzeciwu wobec dalszego przetwarzania, a w przypadku wyrażenia zgody na przetwarzanie danych osobowych do jej wycofania. Skorzystanie z prawa do cofnięcia zgody nie ma wpływu na przetwarzanie, które miało miejsce do momentu wycofania zgody.
9.Przysługuje Pani/u prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.
10.Polskie Radio S.A. informuje, że w trakcie przetwarzania danych osobowych nie są podejmowane zautomatyzowane decyzje oraz nie jest stosowane profilowanie.
Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronach dane osobowe oraz polityka prywatności
Rozumiem

Usta, oczy i słowa

Ostatnia aktualizacja: 21.10.2015 16:00
Kiedy ostatnio spotkałeś na scenie aktora, który wyszedł zza monstrualnej góry papuzich cudactw i wreszcie był czysty? Kiedy ostatni raz widziałeś wyraźnie oczy aktora? A jego wargi? I kiedy naprawdę wyraźnie słyszałeś słowa, co łagodnie kapały, gdy aktor snuł starą opowieść?
Fragment plakatu promującego wystawę Nieopowiedziane
Fragment plakatu promującego wystawę "Nieopowiedziane"Foto: materiały promocyjne

W „Nie ja” Samuela Becketta – Usta wysoko nad ziemią. Tylko to, niewiele więcej. Wystarczy. Usta rodzące słowa. Niewiele więcej, bo obok Ust jeszcze tylko ktoś mroczny. Słuchacz na proscenium po lewej. Postać o nieokreślonej płci, w luźnej, czarnej galabii do ziemi, z kapturem na głowie, wpatrująca się w Usta, słuchająca słów, nieruchoma. Ot, kamyk. I tylko czasem krótki gest kamyka - uniesienie ramion w obie strony i opuszczenie ich z powrotem - gest zarazem przestrogi i bezradnego współczucia. Więc to jedynie – kamyk w galabii i Usta, zza których słowa kap, kap. Wystarczy. Trzy metry nad sceną Usta w ciemności, wycięte z ciemności cienkim snopem słabego światła, sunącego od dołu, sunącego tak, że są tylko Usta. Nie widać reszty. Oczu też nie. Że nie widać ich – to też wystarczy.

Na wystawie „Nieopowiedziane” w Pałacu Pod Baranami w Krakowie, wystawie lub seansie znieruchomiałym – oczy Samuela Becketta w poziomym, wąskim prostokącie, oczy wiszące na ścianie białej. Jedynie to, niewiele więcej. Wystarczy. Niewiele więcej, bo pod prostokątem z oczami Samuela Becketta – jeszcze tylko słowa W.G. Sebalda, mikry wiersz, albo haiku. Chyba ten wiersz, ta garstka słów na bieli: „Wyślij mi proszę/ brązowy płaszcz/ z Rheingan/ który kiedyś/ służył mi podczas nocnych wędrówek”. A może garstka inna? Choćby ta? „Okropna/ jest myśl/ o naszych/ znoszonych ubraniach”. A może to drugie haiku tkwi pod innym wąskim prostokątem, tym z podobizną oczu Jorge Luisa Borgesa, zaś wiersz pierwszy - pod portretem oczu Franza Kafki, albo Jamesa Joyce’a? Jak jest naprawdę na „Nieopowiedzianym”, na tym znieruchomiałym seansie w 33 odsłonach, pokazywanym w ramach Festiwalu Conrada?

Jest tak, że na wszystkich białych ścianach galerii 33 poziome, wąskie prostokąty z portretami 33 par oczu poetów, prozaików, malarzy z wielu czasów - 33 sztychy autorstwa Jana Petera Trippa, ukochanego malarza W.G. Sebalda. A pod każdym sztychem – słowa W. G. Sebalda, jedna krucha, ciemna epifania, która niczego nie wyjaśnia, nie interpretuje zamarłego nad nią spojrzenia, nie wymazuje zagadek oczu, nie pociesza, całkiem jak słowa kapiące z Ust w monologu „Nie ja”. Oczy zatem. Jak by ktoś zza kartonu, bądź muru, albo z niepojętej podszewki realności, przez niewielką szczelinę patrzył na naszą stronę. Takie oczy i maleńkie wiersze, drobiny godne drobin, co je inny ukochany artysta W.G. Sebalda, pisarz Robert Walser, uwznioślił w opowiastce „Popiół, igła, ołówek i zapałka”. Wystarczy.

Zamarłe spojrzenia i słowa jak kamyki. Tyle wystarczy, by iść powoli przez „Nieopowiedziane”, iść od oczu do oczu, od zdania do zdania, i szukać, dla siebie samego szukać przejść pomiędzy spojrzeniem a słowem, szukać kładek, furtek, dalekich lub bliskich ech. Tyle wystarczy, by iść i opowiadać sobie, co nieopowiedziane, co przemilczane, zasugerowane zaledwie. Albo by czepiać się analogii dalekich, nieoczekiwanych, dziwnych, choćby tej, która zlepia graficzno-słowne twory Jana Petera Trippa i W. G. Zebalda z niegdysiejszą tęsknotą Brunona Schulza - marzeniem o powieści pisanej z twarzy czyjejś, na kanwie twarzy, wedle jej zagmatwanych labiryntów. Albo by - wciąż od początku szeptając sobie przez W.G. Sebalda napisany ślad czyjegoś starego zachwytu, ślad wydrukowany teraz pod oczami kogoś innego, patrzącego gdzieś w bok, trochę nostalgicznie i bezradnie, na zawsze bezradnie: „W ciemnościach/ ponad ujściem/ Sommy Plejady/ świecące/ jak nigdzie indziej” – pytać, czy ten czyjś przypomniany zachwyt dziwny naprawdę bardzo się różni od rojeń, które Samuel Beckett słyszał we wczesnej młodości, na łąkach za miastem, o zmierzchu, albo nocą?

Tamte wąskie ścieżki, donikąd wiodące przez trawy, które aż po horyzont, pod niebem wiecznie szarym. Wędrował nimi Samuel Beckett, chodził w nieustającym wietrze i słuchał starych, zdziwaczałych, oszalałych kobiet, doskonale samotnych, błąkających się, siadających w rowach przydrożnych i znów ruszających donikąd – staruch cały czas gadających do siebie, bo do kogóż innego?, cały czas bełkoczących sobie, niczym Lear, swoje niegdysiejsze straty, bóle, zachwyty, całą swoją nędzę. Zapytany o źródła „Nie ja”, Samuel Beckett wskazał właśnie na te odległe w czasie, człekokształtne fiaska, coś mrocznego bezradnie mruczące wśród łąk, w drodze bez początku i końca. Pamiętał je, pamiętał ich bełkot. Tyle wystarczyło, by ulepić „Nie ja” – teatr, który nie przestanie doskwierać. Narratorzy wszystkich powieści W. G. Sebalda też błąkają się bez ustanku. Jeden z nich wyzna: „Obrazy Pisanella przed laty już obudziły we mnie pragnienie, by móc wyrzec się wszystkiego oprócz patrzenia”. Wędrują więc i patrzą uważnie, nieludzko uważnie, jak by się skurczyli do rozmiarów swoich oczy, i snują powolne, ciemne opowieści, jak by się też przepoczwarzyli we własne usta. Snują opowieści ulepione z czułości dla wszelkiego detalu, dla popiołu, igły, ołówka lub zapałki, czułości chyba identycznej z czułością Jana Petera Trippa, kiedy kropka po kropce tworzył portrety ludzkich oczu, spozierających z tamtej strony płaskich, wąskich prostokątów. Snują ciemną prozę, która jest kroniką utraty, kroniką bez pocieszeń, złudzeń, światła, prozę będącą, jak rzeknie jeden z krytyków, wielotomowym bezlitosnym „namysłem nad cierpieniem i czasem”, ale mimo braku litości słów – snują ją. Snują ją sobie, bo komuż innemu? Tak, snują. To znaczy - próbują snuć, próbują wciąż od nowa. I niewiele im brakuje, by zanotować to, co w finale „Nie ja” mówi sobie kobieta, mówiąc o sobie w trzeciej osobie - kobieta, czyjej Usta widać wysoko nad ziemią w ciemności nad ścieżką, nad sceną, gdziekolwiek, wszędzie.

„choć nie wie co próbuje... choć nie wie co próbować... nieważne... nie przestawać... w końcu się utrafi... i wtedy wróci... Bóg jest miłością... łaska niewyczerpana... nowa każdego dnia... wróci na łąkę... w kwietniowy poranek... zanurzy twarz w trawie... i będzie sama... nikogo... nikogo... tylko skowronki... i tam zacznie od nowa... stamtąd ruszy dalej..."

Zamarły teatr wystawy „Nieopowiedziane”. Cisza doskonała 33 scen na białych ścianach. Oczy i słowa. Wystarczy. Albo jedynie Usta w innym teatrze. Wystarczą. Kiedy ostatnio spotkałeś na scenie aktora, który wyszedł zza monstrualnej góry papuzich cudactw i wreszcie był czysty? Kiedy ostatni raz widziałeś wyraźnie oczy aktora? A jego wargi? I kiedy naprawdę wyraźnie słyszałeś słowa, co łagodnie kapały, gdy aktor snuł starą opowieść?

Paweł Głowacki

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Dwójka i Festiwal Conrada idą pod prąd

Ostatnia aktualizacja: 19.10.2015 12:00
Gościem krakowskiego święta literatury jest m.in. tegoroczna zdobywczyni literackiego Nobla - reportażystka Swietłana Aleksijewicz. Spotkamy się z nią także w Dwójce!
rozwiń zwiń

Czytaj także

Festiwal Conrada - literackie spotkania, na które warto czekać

Ostatnia aktualizacja: 20.10.2015 20:26
Rozpoczęła się 7. edycja Festiwalu Conrada. Tegoroczne wydarzenie odbywa się pod hasłem "Pod prąd".
rozwiń zwiń