– Dla mnie Modzelewski jest atrakcyjny szalenie i łatwy do grania czy do wystawiania w tym sensie, że jego teksty to jest samograj. To są świetnie napisane dialogi, świetnie napisane postaci. Jeśli mu się nie przeszkadza, to co najmniej można mówić o porządnym przedstawieniu – mówił Jacek Braciak na antenie radiowej Dwójki.
Posłuchaj rozmowy w audycji "O wszystkim z kulturą" >>>
"Modzelewski pisze dialogi, które brzmią jak podsłuchane"
Aktor podkreślił, że siła dramatów Modzelewskiego nie polega wyłącznie na ich komediowym potencjale. Najważniejsze są dla niego miejsca ukryte pod powierzchnią: pęknięcia, przemilczenia, społeczne napięcia i współczesne obsesje.
– Ludzie się z tego śmieją, niech się śmieją, mają do tego prawo, ale mnie zawsze interesuje to, co jest tam w głębi. To te wszystkie balony, które Marek przebija. One często dotyczą rzeczy szalenie istotnych. Takich, które budują naszą tożsamość, nasze poczucie wielkości – podkreślał.
"Mnie interesuje to, co smutniejsze i głębsze"
Jacek Braciak przyznał, że jego własna wrażliwość prowadzi go raczej ku melancholii niż lekkiej satyrze. To właśnie dlatego, oglądając wcześniejsze realizacje tekstów Modzelewskiego, szukał w nich innych akcentów. – Szukam czegoś głębszego, może czasem smutnego" – mówił.
Tak było między innymi podczas pracy nad spektaklem "Kto chce być Żydem", który wyreżyserował w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Jak wspominał, nie zgadzał się z wcześniejszym odczytaniem sztuki i chciał wydobyć z niej bardziej dramatyczny wymiar.
Jednocześnie bardzo ceni współpracę z samym autorem, który pozostaje otwarty na zmiany, skróty i ingerencje wynikające z pracy scenicznej. – Ilekroć pojawia się taka prośba, żeby coś zmienić, skrócić, Marek nigdy nie stawia przeszkód. Jest bardzo elastyczny, potrafi coś skreślić czy nawet coś dopisać na naszą prośbę. Nie jest zaborczy – zaznaczał.
"Tak właśnie dziś ludzie mówią"
Jednym z najczęściej komentowanych elementów dramatów Modzelewskiego jest język: szybki, potoczny, pełen współczesnych klisz, anglicyzmów i emocjonalnych skrótów. Jacek Braciak nie ukrywał, że ten sposób komunikacji bywa dla niego trudny, ale jednocześnie uważa go za ważny zapis współczesności.
– Jego język jest obrazem naszych czasów. Z tymi wszystkimi anglicyzmami, z tymi wszystkimi "mega", "super", z tymi pseudozachwytami nad wszystkim i tak dalej. To jest odzwierciedlenie tego, jak ludzie dziś ze sobą rozmawiają – wyjaśniał.
Teatr niedopowiedzeń
W rozmowie w audycji "O wszystkim z kulturą" Jacek Braciak wielokrotnie wracał do swojej niechęci wobec teatru, który wszystko tłumaczy widzowi wprost. Zarówno jako aktor, jak i reżyser stara się zostawiać przestrzeń na interpretację. – Ja sam jako widz nie lubię, jak ktoś mi coś na siłę wkłada do głowy, jak pozbawia mnie wyobraźni. Staram się zostawiać furtkę – tłumaczył.
To właśnie niedopowiedzenie uważa za najciekawsze w sztuce. – Wychodząc z teatru czy kina zawsze wolę się zastanawiać: ale czy to aby na pewno było tak, jak ja myślę? A następnego dnia obudzić się i pomyśleć, że może jednak zupełnie inaczej – wyjaśniał.
"Nie dałem się włożyć do szuflady"
Aktor przyznał, że przez lata świadomie odrzucał role, które próbowały wtłoczyć go w jeden ekranowy typ. – Były takie próby: mały, pucaty, no to będzie ten śmieszny. Ale włożyłem wiele wysiłku w to, żeby od tego uciec. Jeśli pojawiało się "znowu to samo" - odmawiałem – mówił.
Podobną zasadę stosuje dziś jako reżyser, obsadzając aktorów w sposób, który nie kiruje się ich "warunkami". – Dlaczego wielka aktorka ma grać tylko wielką aktorkę? Dlaczego świetna aktorka o mniej oczywistych warunkach nie miałaby zagrać czegoś innego?” – pytał.
***
Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą
Prowadzenie: Monika Pilch
Data emisji: 13.05.2026
Godz. emisji: 19.10