Jacek Braciak: nie lubię, kiedy teatr wkłada widzowi coś do głowy na siłę

Ostatnia aktualizacja: 14.05.2026 10:36
Po "Wstydzie" i "Kto chce być Żydem" przyszedł czas na nowy tekst. "Pacyfiści" Marka Modzelewskiego to najnowsza koprodukcja warszawskiego Teatru Współczesnego i krakowskiego Teatru STU. Dla Jacka Braciaka spektakl stanowi kolejną artystyczną podróż przez świat dramatów autora, który "z pozoru jest błyskotliwą komedią o współczesnych klasach średnich, ale pod warstwą humoru kryje coś znacznie bardziej gorzkiego".
Jacek Braciak podczas pracy w Teatrze Polskiego Radia.
Jacek Braciak podczas pracy w Teatrze Polskiego Radia. Foto: Polskie Radio/ Piotr Podlewski

– Modzelewski jest dla mnie szalenie atrakcyjny i łatwy do grania czy do wystawiania – mówił Jacek Braciak na antenie radiowej Dwójki. – Jego teksty to jest samograj. To są świetnie napisane dialogi, świetnie napisane postaci. Jeśli mu się nie przeszkadza, to co najmniej można mówić o porządnym przedstawieniu – opowiadał aktor.

Posłuchaj rozmowy w audycji "O wszystkim z kulturą" >>> 

"Modzelewski pisze dialogi, które brzmią jak podsłuchane"

Gość Dwójki podkreślił, że siła dramatów Modzelewskiego nie polega wyłącznie na ich komediowym potencjale. Najważniejsze są dla niego miejsca ukryte pod powierzchnią: pęknięcia, przemilczenia, społeczne napięcia i współczesne obsesje.

– Ludzie się z tego śmieją. Niech się śmieją, mają do tego prawo, ale mnie zawsze interesuje to, co jest tam w głębi. To te wszystkie balony, które Marek przebija. One często dotyczą rzeczy szalenie istotnych. Takich, które budują naszą tożsamość, nasze poczucie wielkości – podkreślił.

"Mnie interesuje to, co smutniejsze i głębsze"

Jacek Braciak przyznał, że jego własna wrażliwość prowadzi go raczej ku melancholii niż lekkiej satyrze. To właśnie dlatego, oglądając wcześniejsze realizacje tekstów Modzelewskiego, szukał w nich innych akcentów. – Szukam czegoś głębszego, może czasem smutnego – mówił.

Tak było między innymi podczas pracy nad spektaklem "Kto chce być Żydem", który wyreżyserował w Teatrze Powszechnym w Łodzi. Jak wspominał, nie zgadzał się z wcześniejszym odczytaniem sztuki i chciał wydobyć z niej bardziej dramatyczny wymiar.

Jednocześnie bardzo ceni współpracę z samym autorem, który pozostaje otwarty na zmiany, skróty i ingerencje wynikające z pracy scenicznej. – Ilekroć pojawia się taka prośba, żeby coś zmienić, skrócić, Marek nigdy nie stawia przeszkód. Jest bardzo elastyczny, potrafi coś skreślić czy nawet coś dopisać na naszą prośbę. Nie jest zaborczy – zaznaczył.

"Tak właśnie dziś ludzie mówią"

Jednym z najczęściej komentowanych elementów dramatów Modzelewskiego jest język: szybki, potoczny, pełen współczesnych klisz, anglicyzmów i emocjonalnych skrótów. Jacek Braciak nie ukrywał, że ten sposób komunikacji bywa dla niego trudny, ale jednocześnie uważa go za ważny zapis współczesności.

– Jego język jest obrazem naszych czasów. Z tymi wszystkimi anglicyzmami, z tymi wszystkimi "mega", "super", z tymi pseudozachwytami nad wszystkim i tak dalej. To jest odzwierciedlenie tego, jak ludzie dziś ze sobą rozmawiają – wyjaśniał. 

Teatr niedopowiedzeń

W rozmowie w audycji "O wszystkim z kulturą" Jacek Braciak wielokrotnie wracał do swojej niechęci wobec teatru, który wszystko tłumaczy widzowi wprost. Zarówno jako aktor, jak i reżyser, stara się zostawiać przestrzeń na interpretację. – Ja sam jako widz nie lubię, jak ktoś mi coś na siłę wkłada do głowy, jak pozbawia mnie wyobraźni. Staram się zostawiać furtkę – tłumaczył.

To właśnie niedopowiedzenie uważa za najciekawsze w sztuce. – Wychodząc z teatru czy kina zawsze wolę się zastanawiać: ale czy to aby na pewno było tak, jak ja myślę? A następnego dnia obudzić się i pomyśleć, że może jednak zupełnie inaczej – wyjaśniał. 

"Nie dałem się włożyć do szuflady"

Aktor przyznał, że przez lata świadomie odrzucał role, które próbowały wtłoczyć go w jeden ekranowy typ. – Były takie próby: mały, pucaty, no to będzie ten śmieszny. Ale włożyłem wiele wysiłku w to, żeby od tego uciec. Jeśli pojawiało się "znowu to samo" - odmawiałem – mówił. 

Podobną zasadę stosuje dziś jako reżyser, obsadzając aktorów w sposób, który nie kieruje się ich "warunkami". – Dlaczego wielka aktorka ma grać tylko wielką aktorkę? Dlaczego świetna aktorka o mniej oczywistych warunkach nie miałaby zagrać czegoś innego? – pytał.

***

Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą

Prowadzenie: Monika Pilch

Gość: Jacek Braciak (aktor)

Data emisji: 13.05.2026

Godz. emisji: 19.10

Czytaj także

Aktor wielu ról. Władysław Kowalski i jego miłość do teatru

Ostatnia aktualizacja: 30.03.2026 10:40
Zagrał w wielu filmach, ale to teatr pozostał dla niego najważniejszym miejscem spotkania z widzem. "Aktorstwo to nie zawód, to wybór drogi życiowej" – mówił w jednym z wywiadów dla Polskiego Radia. Władysław Kowalski przez dekady uchodził za jednego z najbardziej wyrazistych polskich aktorów powojennych.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Vitalik Havryla: na poranną próbę do teatru idę z myślą, że chcę tam być

Ostatnia aktualizacja: 05.05.2026 10:50
- Moją siłą napędową jest to, że kocham ten zawód. Ja kocham to, co robię. Czasem w całym tym wirze o tym zapominam, ale zaraz potem budzę się i o 10.00 rano idę na próbę z myślą, że ja chcę tam być. Jestem szczęśliwy, że mogę tam być - mówił w Dwójce Vitalik Havryla, pochodzący z Ukrainy aktor Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.
rozwiń zwiń