"W lesie dziś nie zaśnie nikt". Bartosz M. Kowalski: to nie jest horror zbyt poważny

Ostatnia aktualizacja: 11.03.2020 11:41
- Nie chciałem robić horroru, który miałby przestraszyć i straumatyzować widzów. Bałbym się tej konwencji - mówił w "Poranku Dwójki" reżyser filmu Bartosz M. Kowalski.
Audio
  • Reżyser Bartosz M. Kowalski o swoim filmie "W lesie dziś nie zaśnie nikt" (Poranek Dwójki)

Akcja filmu "W lesie dziś nie zaśnie nikt" dzieje się całkowicie bez udziału nowych technologii. Na obóz offline do lasu trafili nastolatkowie uzależnieni od smartfonów. Bez dostępu do nowych technologii, skazani na walkę o życie, jakiej nie widzieli w najciemniejszych zakamarkach internetu. Bartosz M. Kowalski wyznał, że jest to rodzaj filmu, nazywany slasherem. - To podgatunek horroru, w którym grupa ludzi znika, jeden po drugim. Posługuje się pewnymi archetypami i naszym zadaniem było w tę konwencję wejść - mówił.

Reżyser podkreślił jednak, że chociaż film porusza pewne problemy społeczne, to uzależnienie od nowej technologii jest jedynie punktem wyjścia do historii niż komunikatem. - Mikrokomentarze społeczne, które się pojawiają, to jedynie elementy, ale nie są one motorem napędowym filmu - opowiadał.

Bartosz M. Kowalski wyznał, że film nie jest zrobiony w całkowicie poważnym klimacie. - Najtrudniejszy był balans, żeby w tym liście miłosnym do kina grozy lat 80. ukłonić się z szacunkiem i miłością, jednak z drugiej strony trochę mrugnąć okiem i to obśmiać. Budować grozę i napięcie z pełną powagą, żeby chwilę później to rozładować elementami komediowymi. To było najtrudniejsze, bo nie chcieliśmy popaść w parodię i slapstick ani zrobić filmu zbyt poważnego.

W filmie możemy zobaczyć wielu młodych aktorów, m.in. Julię Wieniawę, Wiktorię Gąsiewską czy Stanisława Cywkę. - Każdego dobraliśmy inaczej. Dla nas oczywiste wydawało się, że np. postać Julii Wieniawy wywrócimy do góry nogami i zedrzemy z niej glamour, zrobimy szarą mysz, która mało mówi i się nie uśmiecha. Wyszliśmy też z założenia, że chcemy poruszać się archetypami bohaterów slashera, natomiast w każdej z postaci staraliśmy się znaleźć większą lub mniejszą mikrometamorfozę - opowiadał reżyser. 

Bartosz M. Kowalski mówił również m.in. o tym, jaki klimat tworzy w horrorze muzyka skomponowana przez Radzimira Dębskiego, a także o swojej wielkiej fascynacji horrorami.

***

Tytuł audycji: Poranek Dwójki

Prowadzi: Paweł Siwek

Gość: Bartosz M. Kowalski (reżyser)

Data emisji: 11.03.2020

Godzina emisji: 8.30

am

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

"Amerykanie rozmawiają ze sobą przez kino"

Ostatnia aktualizacja: 25.02.2016 09:00
- Kontrowersje wokół rasowego aspektu Oscarów potwierdzają, że mamy do czynienia z nagrodą dla filmu uczestniczącego w debacie społecznej - zwróciła uwagę filmoznawca prof. Barbara Giza.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Michał Oleszczyk: sukces "Parasite" to triumf południowokoreańskiego kina

Ostatnia aktualizacja: 10.02.2020 08:27
- To były lata pracy, wypracowania bardzo swoistego języka, osobnej estetyki. I dzisiaj ta kinematografia triumfuje w sposób wspaniały - podkreślał w "Poranku Dwójki" Michał Oleszczyk, komentując oscarowy sukces "Parasite" w reż. Joon-ho Bonga.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Smak Pho". Film o wietnamskiej społeczności Warszawy

Ostatnia aktualizacja: 06.03.2020 17:00
- Jak tylko przyjechałam do Polski w 2002 roku to zauważyłam, że jest tu wielu Wietnamczyków. Zaciekawiło mnie, co robią w Polsce, bo przecież są ludźmi z ciepłego kraju, a tutaj jest strasznie zimno i dużo śniegu. I ci ludzie pozostali w mojej głowie, powoli rozwijając scenariusz - mówiła w Dwójce pochodząca z Japonii Mariko Bobrik, reżyserka filmu "Smak Pho".
rozwiń zwiń