Wysłuchaj audycji "Rozmowy po zmroku"<<<
Była aktorką obdarzoną niezwykłą sceniczną charyzmą, artystką tragiczną i komediową zarazem. O jej talencie, sposobie pracy i spotkaniach z ludźmi opowiadali związani z nią ludzie kina i teatru.
Czytaj także:
Kartonik, dyktafon i pełne skupienie
Maciej Muraszko zaznaczał, że podziwiał w Stanisławie Celińskiej pracowitość. Wspominał też jej zwyczaje kiedy przygotowywała się do koncertu. - Cały program miała napisany na takim kartoniku, czasami od rajstop, a czasami wycięty z jakiejś tekturki. To nie był zwykły papier, tylko taki twardszy. Mówiła: "Wiesz, kiedyś kupiłam dużo tych rajstop, dużo pończoch i tam tych kartoników mi pozostawało". Wypisywała sobie: jeden, dwa, trzy, cztery, pięć - każdy tytuł. I według tej listy, na przykład jadąc w samochodzie, odpalała dyktafon na słuchawkach i śpiewała sobie dwa albo trzy razy cały program - wspominał muzyk.
Teatr Współczesny i narodziny gwiazdy
Tomasz Miłkowski opowiadał o błyskotliwym początku kariery Celińskiej. Artystka rozpoczynała pracę od razu w Teatrze Współczesnym, który uchodził za jedno z ważniejszych centrów normatywnych głównego nurtu w polskim teatrze.
- Marzeniem wielu młodych aktorów było dostać się do tego teatru. Ona natychmiast dostała angaż. Wprawdzie nie od razu grała role, które zapisywały się w pamięci, bo tam była hierarchia, były kolejne stopnie, które trzeba było pokonać, trzeba było zdobyć zaufanie, ale szybko to się dokonało. Była niespokojnym trochę duchem i przychodziła, odchodziła, przychodziła, odchodziła - wspominał.
"Stoliczek, lampeczka, krzesełko". Koncerty Stanisławy Celińskiej
Maciej Muraszko wspominał format, w jakim występowała Stanisława Celińska. - Stasia znalazła taki piękny pomysł na siebie: stoliczek, lampeczka, krzesełko i tak siadała jakby przy stole, przytulając wszystkich do siebie, przygarniając wszystkich, opowiadając historie, śpiewając piosenki. Już po pierwszych trzech, czterech koncertach wiedziała, że będzie wszystko pięknie, bo prowadziła ten koncert tak, jakby robiła to całe życie - powiedział.
W piosenki wpisywała osobistą historię. Zawsze zastanawiałem się, czy te teksty są terapeutyczne dla ludzi czy autoterapeutyczne dla niej samej. Ale po koncertach tyle osób ustawiało się po podpisy, po zdjęcie, żeby się przytulić albo porozmawiać. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Oni takich piosenek potrzebowali - dodał.
Dając z siebie trzysta procent. Juliusz Machulski o Stanisławie Celińskiej
Juliusz Machulski podziwiał jej rolę w kinie, ale na planie filmowym spotkali się przy okazji komedii "Pieniądze to nie wszystko". - Niektórzy reżyserzy też mówią, że reżyseria to obsada. Stasia była trafiona w punkt. Ona zresztą dostała za tę rolę nagrodę w Pekinie i Orłach. Wiedziałem, że tu mam mocny punkt i ta rola jest ważna i będzie dobra. Była nie tylko świetną aktorką, ale takim dobrym duchem. Na ekranie patrzyło się na nią i wiadomo było, że to jest dobry człowiek. Cokolwiek by nie zrobiła ta postać, wiedzieliśmy, że to jest dobry człowiek i chcieliśmy, żeby jej się udało. To zawsze było tak, że ona dawała trzysta procent tego, co było na papierze - zaznaczył.
***
Tytuł audycji: Rozmowy po zmroku
Prowadzenie: Monika Pilch
Data emisji: 21.05.2026
Godz. emisji: 22.30
oł