Jak narysować Gombrowicza? Historia pewnej powieści graficznej

Ostatnia aktualizacja: 29.10.2026 14:34
- Rita Gombrowicz od zawsze powtarzała mi, że jej marzeniem jest zrobienie pewnego rodzaju komiksu o życiu Witolda. Nawet zrobiła mi raz awanturę, że ona nad grobem stoi, a książki ciągle nie ma. I przypadek sprawił, że miałem przy sobie gazetę, w której Jacek pracuje od 40 lat. Zobaczyłem tam rysunek Woźniaka i powiedziałem "to jest człowiek, który nam to narysuje" - mówił w Dwójce Andrzej Wolski, współautor książki "Ja, Gombrowicz".
Ja, Gombrowicz Jacka Woźniaka i Andrzeja Wolskiego to przewrotna opowieść o jednym z najbardziej bezkompromisowych twórców polskiej literatury
"Ja, Gombrowicz" Jacka Woźniaka i Andrzeja Wolskiego to przewrotna opowieść o jednym z najbardziej bezkompromisowych twórców polskiej literaturyFoto: Monika Zając/PR

Posłuchaj rozmowy w "Poranku Dwójki" >>>

"Jeśli potraficie śmiać się z siebie, bawić i cieszyć się sobą, choćbyście w najgorszych znajdowali się opałach, będziecie zbawieni" – ta rada Witolda Gombrowicza wydaje się doskonale pasować do wydanej biografii pisarza, zatytułowanej "Ja, Gombrowicz", opatrzonej wstępem Rity Gombrowicz. Biografii w formie... powieści graficznej.

Biografia Gombrowicza w formie graficznej

Sami autorzy określają "Ja. Gombrowicz" mianem powieści wyśnionej. Wszystko zaczęło się od marzenia Rity Gombrowicz, wdowy po pisarzu, która od dekad chciała zobaczyć Witolda jako bohatera powieści graficznej, a może nawet komiksu. To właśnie marzenie spełnili rysownik Jacek Woźniak i Andrzej Wolski – dokumentalista.

- To wszystko, jak zwykle, jest dziełem przypadku. Tak się złożyło, że kiedy przyjechałem do Paryża w 1974 roku, Gombrowicz był już moim ulubionym polskim autorem. Poszedłem więc "na pielgrzymkę" do wdowy po Witoldzie. Ktoś dał mi jej numer telefonu, umówiłem się z nią. Ta znajomość jakoś przetrwała, z czasem przerodziła się w przyjaźń. Ona od zawsze powtarzała mi, że jej marzeniem jest stworzenie czegoś w rodzaju komiksu o życiu Witolda - podkreślił Andrzej Wolski.

Czytaj też:

Od ilustracji "Trans-Atlantyku" po biografię w obrazie

Jacek Woźniak podkreślił, że rysowanie scen z życia znakomitego pisarza nie było dla niego ciężarem odpowiedzialności, lecz źródłem czystej radości. Tym bardziej że sam należy do grona miłośników jego twórczości.

- Z Gombrowiczem byłem związany w bardzo pośredni sposób. Byłem w Krakowie, wyrzucili mnie z ASP. Zacząłem rysować dla prasy i wtedy kuzyn przyniósł mi książkę, która była wówczas zakazana, drukowana na powielaczu. Powiedział, że jeśli chcę czytać tę pierwszą zakazaną książkę, muszę robić ilustracje. Rysowałem więc oryginały i wciskałem je między strony. Książka nie była sprzedawana, po prostu krążyła między ludźmi, pożyczana z rąk do rąk. To był "Trans-Atlantyk" i wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z tym pisarzem - wyznał rysownik.

- Kiedy Andrzej do mnie zadzwonił, myślałem, że chodzi o moją gazetę, o której było wtedy głośno. Sądziłem, że chce zrobić o niej reportaż. Powiedział, że tak, ale też o Gombrowiczu. I w tym momencie poczułem coś, co czasami zdarza się w życiu. Przychodzi jakieś ciepło i pojawia się pewność, że to właśnie jest to, na co czekałem - dodał gość Dwójki.

W poszukiwaniu graficznego wizerunku Gombrowicza

Współtwórcy publikacji podkreślają, że "Ja. Gombrowicz" nie jest komiksem w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, lecz opowieścią graficzną, w której rysunek i słowo wspólnie budują narrację o życiu i osobowości pisarza.

- Kiedy pierwszy raz spotkałem się z Jackiem i zaczęliśmy rozmawiać, powiedział mi: "zapomnij, w takich małych kratkach niczego nie da się narysować". We Francji ukazuje się dużo tego rodzaju publikacji, a właśnie taki format, z dużymi rysunkami, daje możliwość zaistnienia w pełni graficznie, w sposób prawdziwie artystyczny- wyjaśnił Andrzej Wolski.

- Używałem trzech stylów rysowania - dodał Jacek Woźniak. - Jest tam wiele wizerunków Gombrowicza, rysowanych w różnych stylach. Pojawia się też ujęcie symboliczne, które jest raczej symbolem niż portretem pisarza. To było jedno z pierwszych zadań, jakie sobie postawiłem, kiedy tylko spotkałem się z Ritą. Musiałem znaleźć jego wygląd – nie portret, ale sposób, w jaki go rysować. I to było najtrudniejsze. Szukałem jego twarzy, zastanawiałem się, jak ją przedstawić, jak uchwycić jego sylwetkę. Kiedy już to znalazłem, zyskałem zupełną wolność - opowiadał rysownik.

***

Tytuł audycji: Poranek Dwójki

Prowadzenie: Małgorzata Nieciecka-Mac

Goście: Andrzej Wolski (dokumentalista), Jacek Woźniak (rysownik)

Data emisji: 29.10.2026

Godz. emisji: 8.35

Oprac. Anna Myśliwiec

Czytaj także

Marek Zając: jako przyjaciel Mariana Turskiego miałem w kieszeni dodatkowe klucze

Ostatnia aktualizacja: 21.05.2026 11:52
- To jest trudne wyzwanie, a jednocześnie rzecz bardzo prosta. Trzeba sięgnąć pamięcią, trzeba spotkać ludzi, dla których Marian Turski był ważny, ale zarazem trzeba spojrzeć na jego postać nieco z dystansu. Przyjaźń natomiast to emocje ciepłe, serdeczne, to bliskość, to ogromna wdzięczność dla człowieka i tego nie da się ukryć. A zarazem przyjaźń sprawia, że przez lata człowiek widzi i słyszy rzeczy, których nie widzieli i nie słyszeli inni - mówił w Dwójce Marek Zając, autor książki "Nieobojętny. 100 portretów Mariana Turskiego".
rozwiń zwiń
Czytaj także

Czarnoskóry fordanser w przedwojennej Warszawie. Historia Augusta Agbooli Browne'a

Ostatnia aktualizacja: 02.06.2026 10:35
- W różnych źródłach pojawia się jako niezwykle barwna postać. Znał kilka języków, choć niektóre informacje podawane przez niego samego należy traktować z ostrożnością. Sąsiedzi słyszeli na przykład, że pochodził z rodziny książęcej, choć wszystko wskazuje na to, że dorastał w ubóstwie - tak o losach Augusta Agbooli Browne'a opowiadał w Dwójce jego biograf Krzysztof Karpiński.
rozwiń zwiń