REKLAMA

WP #286. Keith Jarrett i album "Expectations" z 1972 roku

Ostatnia aktualizacja: 04.07.2022 08:00
Keith Jarrett to uznany amerykański pianista, klawesynista i kompozytor muzyki jazzowej oraz poważnej. Zaczynał grając u boku Milesa Daviesa, jednak w niedługim czasie rozpoczął swoją karierę solową.
Keith Jarrett  Expectations
Keith Jarrett – "Expectations"Foto: mat. promocyjne

W każdą niedzielę słuchamy – razem z Państwem – najważniejszych płyt. Z namaszczeniem i pietyzmem, od początku do końca, strona A, strona B. A dopiero potem bonusy, konteksty, porównania, komentarze zaproszonych gości. Klasyka, jazz, rock, awangarda, elektronika.

Tym razem był to album:

  • Keith Jarrett – "Expectations" – 1972 Columbia

Tracklista:

1 Vision
2 Common Mama
3 The Magician In You
4 Roussillion
5 Expectations
6 Take Me Back
7 The Circular Letter (For J.K.)

1 Nomads
2 Sundance
3 Bring Back The Time When (If)
4 There Is A Road (God's River)

Posłuchaj
176:12 2022_07_03 22_00_13_PR2_Wieczor_plytowy.mp3 WP #286. Keith Jarrett i album "Expectations" z 1972 roku (Wieczór Płytowy/Dwójka)

Komentarze od słuchaczy:

Od razu nasuwają mi się dwa wspomnienia. Po pierwsze wspominam wielogodzinne, a nawet wielodniowe dyskusje kolegów mojego męża - kto był lepszy. Kwartet "amerykański" czy może "europejski"? A może trio z DeJonette i Picockiem? Temat praktycznie nierozstrzygalny, chociaż ja osobiście w dawnych czasach najbardziej skłaniałam ku delikatnym, dość klasycznym płytom nagrywanym przez Jarretta z muzykami europejskimi z niesamowitym Janem Garbarkiem na czele. Jednak po latach doceniłam też te odważniejsze, swobodniejsze, poszukujące płyty, z kwartetem amerykańskim, z których najbardziej lubię "The Survivors Suite". Ale dzisiaj to może się zmienić, bowiem płyty "Expectations" nigdy nie słyszeliśmy, ani ja, ani małżonek. Zatem czekamy :)

Oczywiście moim zdaniem wszelkie klasyfikowanie i porównywanie nie ma specjalnego sensu, zwłaszcza po usłyszeniu koncertu w Kolonii. I tutaj przechodzę do drugiego wspomnienia.
Otóż miałam szczęście i zaszczyt być na solowym koncercie Keitha Jarretta w Budapeszcie - 6 lat temu. To było dla mnie bardzo silne przeżycie, choć Mistrz wcale nie grał łatwych dźwięków, zwłaszcza na początku tego "spektaklu". Oczarowała mnie wielość stylistyk i niebywały kunszt improwizacyjny Mistrza. Świadomość tego, że Jarrett już nigdy nie zasiądzie za klawiaturą powoduje, że zarówno do twórczości Jarretta solo jak i z licznymi zespołami podchodzę z wyjątkowym sentymentem, porównywalnym tylko do mojego stosunku do nieodżałowanego Chicka Corei.

Jest to dobra płyta na początku wielkiej kariery Jarretta. Pamiętajmy, że kiedy płyta powstała nie było jeszcze ani koncertu kolońskiego, ani najsłynniejszego Tria.

Pisząc tego e-maila dopiero sobie uzmysłowiłem, że na każdej zespołowej płycie Jarretta, zawsze pozostali muzycy byli traktowani równoważnie. Nigdy nie było sytuacji, że pozostali muzycy grają na leadera, czyli wszyscy grają do jakiegoś kulminacyjnego punktu utworu, a wtedy wchodzi leader i swoimi popisami solowymi zamyka utwór. U Jarretta tego nie było.
Przykładem jest też dzisiejsza płyta. Jeżeli pominiemy fakt, że wszystkie kompozycje na niej są Jarretta, to śmiało można powiedzieć, że całą muzykę wykonuje zespół który na roboczo mogę nazwać "Expectations". Myślę też, że taki zespół wtedy właśnie się wyklarował. Głównym jego trzonem byli Haden, Motian i mój faworyt Redman. W tym mniej więcej składzie w kilka lat nagrali około 10-ciu utrzymanych w tej samej stylistyce płyt, już dla Impulse. Zauważmy, że nie ma na nich dominacji fortepianu i każdy z muzyków ma wystarczająco przestrzeni do wypowiedzenia się.
Styl takiej muzyki zahaczający o free mi odpowiada i często wracam do tych płyt.

Andrzej


Zgodnie z Waszą wskazówką słucham z „podwójnym skupieniem” albumu Keitha Jarretta. Jest dla mnie totalną nowością. Mówiliście Panowie o tym, że „Expectations” spotkała się z dużym zainteresowaniem następnych pokoleń jazzmanów oraz słuchaczy. No właśnie. Czy jej eklektyzm brzmieniowy może nadal inspirować współczesnych, młodych muzyków - adeptów jazzu? Czy raczej odstraszać?

Mateusz


Szanowni, dla mnie Keith Jarret będzie i odkryciem, i swego rodzaju kontynuacją, ale będę go dziś słuchał z podwójnym skupieniem a tę płytę usłyszę po raz pierwszy.
O Jarrecie dowiedziałem się, a właściwie przeczytałem kiedy odkrywałem Jana Garbarka. Jan Garbarek mówi o sobie, że to Keith Jarrett był dla niego inspiracją w jego drodze i wyborach muzycznych.

Słucham Jana Garbarka, mam kilka jego płyt, między innymi, „Officium” chyba mój ulubiony album z tym „krzyczącym” saksofonem wśród śpiewu chóru, zresztą album który był kiedyś prezentowany w „Wieczorze”, oraz "Its OK to listen to the gray voice” no i „Belonging” i to tutaj Keith Jarret jest współtwórcą. W tej chwili właśnie słucham pierwszego utworu i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że słyszę coś co przypomina mi akordy z płyty „Belonging” Jana Garbarka i Keitha Jarreta. Obaj artyści uważam wzorowo się uzupełniają.

Jestem bardzo ciekaw i podekscytowany dzisiejszym wieczorem. Bardzo się cieszę na dzisiejsze słuchanie.

Wiesław


Bardzo dawno nie słyszałem dzisiejszego albumu. Ale moje zdanie jest o nim niezmienne - bardzo ambitna płyta.

Mój pierwszy kontakt z Keithem Jarrettem to kultowe improwizacje na „The Köln Concert” i jego praca z wczesnym elektrycznym Milesem Davisem. Większość mojego doświadczenia z tym artystą pochodzi ze słuchania płyt właśnie ECMowskich. Choć są chlubne wyjątki, takie jak "Expectations", który mnie oczarował chyba ze 20 lat temu.

Słyszę tu Jarretta gra w różnych stylach: fortepian solo, free, fusion, soul jazz i ciekawy jazz jakby kameralny. To jest dokładnie ten rodzaj albumu, który sprawia, że zasłuchany nie mogę się doczekać, cóż za chwile będzie dalej, co zagrają, w którą stronę to pójdzie. Siedemdziesiąt osiem minut niesamowitych dźwięków i improwizacji. Czysta radość.

Czekam bardzo na "Sundance", bo pamiętam doskonale jak wspaniale w tym utworze Dewey Redman "dyskutował" swoim saksofonem z gitarą Sama Browna. Nieodżałowanego Browna - zastrzelonego w wieku bodaj 37-38 lat...

Jarrett nagrał tylko ten jeden album na Columbii. Mam nadzieję, że fakt, że wyrzucili go z wytwórni po tym genialnym arcydziele, spowodował, że ktoś został zwolniony. Postawili na Hancocka - ok. Ale myślę że później pluli sobie w brodę, bowiem po trzech latach Jarrett nagrał „The Köln Concert”, który sprzedał się w prawie 4 milionach egzemplarzy.

Olek


Pierwszy raz zachwyciłem się graniem Jarretta, gdy usłyszałem "Gnu High" Kenny Wheelera, i wersję kompaktową tego albumu zdobyłem jak tylko było ją na mnie stać. Klejnot w mojej kolekcji. Kolejne Jarrettowe nagranie, już pod jego własnym nazwiskiem, nabyłem po długim wahaniu, i był to kolejny strzał w "10" - to drugi wolumen z serii "standardowej" - do dzisiaj to moja ulubiona płyta z nazwiskiem pianisty jako leadera. Od tego czasu półka Jarrettowska znacznie się wydłużyła, ale tych dwóch pierwszych płyt nic nie zdołało już przebić. Przy okazji zauważyłem, że mojej uwadze jakoś uszło nagranie firmowane przez Gary Peacocka, "Tales of Another", po którym jeszcze wiele sobie obiecuję (bo go jeszcze nie znam).

Dzisiaj prezentowanych nagrań nie znam, bo wczesny Jarrett (ani cały Redman) mi "nie leży", mimo, że wiem, że to niezła muzyka - z tego, co słyszę, partie fortepianu są, skromnie mówiąc, godne uwagi. Ale mając na uwadze późniejszą karierę muzyka, widać tu, że Paul Motian nie był tym "przeznaczonym" mu muzycznym towarzyszem, z którym mógłby łapać ten telepatyczny niemal kontakt, jaki później miał z DeJohnettem. Słuchając dzisiaj prezentowanych nagrań, widać brak spójnej koncepcji całości, ale jest blues i to, jak dla mnie, sprawia, że słucha się tego nie najgorzej. Ciekawy album, choć raczej nie położę go na moją "półkę Jarrettową".

Bogdan


W tym rytm&blusowym utworze brakowało mi tylko Ryśka/Riedla/... Czy zauważyli Panowie krążący ponad lub wręcz wewnątrz podmuch Ornette'owskich tematów?

Tomasz


Tylko kilka słów chciałbym dodać: w roku 1972 Jarrett wydał oprócz "Expectations" jeszcze dwie płyty "Birth" dla oficyny Atlantic i "Facing You" dla ECM. Będę nieskromny i pochwalę się swoją kolekcją analogów Jarretta to ponad 30 płyt w tym dziesięciopłytowe wydanie koncertów z Japonii. Słuchanie Ketha to dla mnie święto i proszę wybaczyć brakuje mi słów na jakiekolwiek komentarze muzyki Jarretta, po prostu należy słuchać i się zachwycać. A tak na marginesie, posiadam "Expectations" także pierwsze wydanie z Holandii.

Janusz


Powiedzieć o Keithie Jarrettcie pianista to praktycznie nic nie powiedzieć. To nie tylko kosmiczny pianista i to wielogatunkowy, łączący style muzyczne i spajający jazz z klasyką, czy nowoczesną muzyką improwizowaną, ale to również wybitny kompozytor, genialny aranżer, po prostu mózg wielu przedsięwzięć muzycznych na szeroko pojętej scenie od klasyki po jazzową awangardę. Ja jednakże bardziej identyfikuję się z jego projektami na trio wszechczasów, czyli z Garym Peacockiem i Jackiem de Johnettem, tam praktycznie nie ma słabych płyt. Jednakże nad jego quartetem amerykańskim nieco wyżej choć to nie dobre słowo, może bardziej preferuję tą jego europejską formację, a moja ulubiona płytą z tego okresu jest Personal Mountain😊. Personal Mountains to album koncertowy nagrany w 1979 r. I wydany przez ECM Records 10 lat później, w 1989 r. Utwór tytułowy z tej płyty po prostu za każdym razem powala i powoduje że później „swoje resztki” zbieram prawie z podłogi, forma frazowanie i styl gry Garbarka bardziej mi leży niż Redmana. Z tego samego klimatu pochodzi tez My Song z 1978 r. (Z tego co pamiętam prezentowany już kiedyś wcześniej w WP). Jarrett w jakimkolwiek składzie by się nie pojawił powala, nie wspomnę o melancholijnym koncercie paryskim.

Michał

***

Tytuł audycji: Wieczór płytowy

Prowadzili: Przemysław PsikutaTomasz Szachowski

Data emisji: 3.07.2022

Godzina emisji: 22.00

Czytaj także

Miles Davis i 50-lecie albumu "On the Corner"

Ostatnia aktualizacja: 28.06.2022 01:00
Minęło 50 lat od wydania jazzowego albumu "On the Corner". Wytwórnia CBS reklamowała go jako najbardziej osobistą wypowiedź w karierze Milesa Davisa.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Premiera płyty "Scratches for 8 Musicians - Live at Polish Radio"

Ostatnia aktualizacja: 24.06.2022 11:20
- "Scratches for 8 Musicians" to tak skonstruowany materiał, aby za każdym razem grać go w inny sposób. Człowiek jest w danym miejscu i czasie i już nigdy mu się to nie przydarzy - mówił w "Poranku Dwójki" Emil Miszk - trębacz, aranżer i kompozytor jazzowy. Okazja do spotkania była szczególna - premiera płyty zatytułowanej "Scratches for 8 Musicians - Live at Polish Radio" zarejestrowanej podczas koncertu w Studiu Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w ramach Międzynarodowego Dnia Jazzu 2021.
rozwiń zwiń