Emotikony znamy od dwóch wieków. Teraz trafiają do muzeum

Ostatnia aktualizacja: 07.11.2016 13:33
Pierwsze emotikony zastosowano w gazecie już w XIX wieku. Od tego czasu święcą triumfy, a rok 2016 jest tym, w którym 176 z nich trafia do jednego z najsłynniejszych muzeów świata - MoMA w Nowym Jorku.
Audio
  • Historia emotikonów, ich kariera i czas, gdy trafiają do muzeów (Pierwsze słyszę/Czwórka)
zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjneFoto: pixabay.com/Alexas_Fotos

Autorem tych 176 kolorowych ikonek jest Shigetaka Kurita, nazywany czasem ojcem emoji. Andrzej Pająk, z magazynu "Chip" zwraca jednak uwagę, że historia tych znaczków zaczęła się dużo dużo wcześniej. Ekspert wyjaśnia ich pierwsze zastosowania, a także różnice związane z ich japońską wersją.

Karolina Plinta Memy, selfie, instasztuka to coś, czym kuratorzy wystaw coraz częściej próbują przyciągnąć nas do galerii sztuki

- Memy, selfie, instasztuka to coś, czym kuratorzy wystaw coraz częściej próbują przyciągnąć nas do galerii sztuki - mówi Karolina Plinta, znawczyni sztuki postinternetowej.

Rozmówczyni Martyny Ogonek zwraca uwagę, że nie tylko Stany sięgają po sztukę internetu, w Polsce możemy śledzić zawrotne kariery twórcy fanpega "Sztuczne fiołki" czy Marty Frej, nazywanej królową polskich memów. W Czwórce zdradza, na czym polega fenomen internetowych karier przeniesionych do muzeów czy galerii, opowiada również jak pewien artysta "kradnąc" selfie, wywołał dyskusję o tym, co w sieci jest wspólne.

***

Tytuł audycji: "Pierwsze Słyszę"

Prowadzący: Kamil Jasieński

Materiał: Martyna Ogonek

Data emisji: 7.11.2016

Godzina emisji: 7.15

pj/kul

Czytaj także

Introwersja a inteligencja. Jest między nimi związek?

Ostatnia aktualizacja: 06.09.2016 12:25
Z badań przeprowadzonych w Singapurze i w Londynie wynika, że ludzie na ogół są szczęśliwsi gdy spędzają czas wśród znajomych. Podobno jednak reguła ta nie dotyczy osób z wysokim IQ.
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Toksyczny mściciel" - tak straszny że aż piękny

Ostatnia aktualizacja: 19.10.2016 10:10
- Jest to bez wątpienia film zły, ale inaczej. Według mnie prowadzi on jakiś rodzaj dyskursu z kinem z lat 60. - mówi dr Jacek Rokosz, znawca kina klasy B.
rozwiń zwiń