
Osią słuchowiska jest odbywający się w 1968 roku słynny proces byłego szefa Policji Bezpieczeństwa w Stanisławowie Hansa Krugera, zwanego też Katem Stanisławowa lub "Czarnym Hansem". Tytułowa bohaterka profesor Karolina hr. Lanckorońska, wybitna wykładowczyni i arystokratka, stawia się w sali sądowej w Münster, aby szukać sprawiedliwości dla mordercy profesorów lwowskich, zabitych w lipcu 1941 roku na Wzgórzach Wuleckich. Przez długi czas była jedyną osobą, która znała prawdę o jednym z najboleśniejszych ciosów zadanych polskiej nauce w czasie II wojny światowej.

Zwyczajny mężczyzna wchodzi na posterunek. Bez wahania przyznaje się do popełnienia przestępstwa, obrzydliwej zbrodni wymierzonej wobec najbardziej bezbronnych, potępianej przez całe społeczeństwo i praktycznie niewybaczalnej. Nie próbuje się bronić. Opowiada wszystko ze szczegółami i chce poddać się karze. Ale pojawiają się wątpliwości.

To obraz całonocnej samochodowej podróży bohaterki. Od czasu do czasu odbiera telefony od partnera, dobrego chłopa, myśli galopują, granice percepcji powoli zaczynają się rozmywać. Jak to zwykle nocą w aucie słucha radia. Nieporadny spiker intryguje ją, postanawia zadzwonić do nocnej audycji.

Jedno zdanie wypowiedziane przez mała dziewczynkę uruchamia proces, którego nikt nie może zatrzymać ani cofnąć. Czy widziała to na pewno, a może tylko jej się wydawało? "Prawo Archimedesa" to przejmująca opowieść o kruchości zaufania i strachu, który rozlewa się szybciej niż prawda. Granice stają się płynne, te między troską a przemocą, odpowiedzialnością a lękiem, i przede wszystkim między niewinnością a winą. Konstrukcja sztuki, a co za tym idzie słuchowiska, prowadzi odbiorcę w głąb, aż do miejsca, gdzie nie ma już prostych odpowiedzi, są tylko pytania, sprzeczne racje i potrzeba osądu.

"Hanusia" (oryg. "Hanneles Himmelfahrt") z 1893 roku jest jednym z pierwszych dramatów laureata Literackiej Nagrody Nobla. Hauptman w mistrzowski sposób uchwycił w nim naturę cudu. Z jednej strony stajemy się świadkami mistycznego zdarzenia, a z drugiej… nie do końca wiemy w jaki sposób zaszło to, co zaszło. Czy Aniołowie rzeczywiście byli tu przed chwilą? Musieli być. Ale… jak? Zestawienie naturalistycznej dosłowności z metafizyczną aurą stanowi o sile utworu, który mimo upływu ponad stu trzydziestu lat wciąż pozostaje poruszający i aktualny.

To gorzka, ironiczna i momentami absurdalna opowieść o pamięci klasowej, dziedziczeniu historii i współczesnym poczuciu bezsilności wobec systemów społecznych. Reżyseria Agaty Biziuk buduje dynamiczną strukturę dialogów i monologów, w której przeplatają się sceny realistyczne z niemal surrealnymi wizjami pamięci. Muzyka Franciszka Dziubka podkreśla napięcie między intymnością rodzinnej historii a jej historycznym ciężarem.

Utwór oparty jest na autentycznej historii włoskiej arystokratki z XVI wieku, która przez lata doświadcza brutalnej przemocy fizycznej i seksualnej ze strony własnego ojca. W świecie zdominowanym przez patriarchalną władzę, społeczną hipokryzję i nieskuteczne instytucje, Beatrix pozostaje bez realnej ochrony. W końcu decyduje się na dramatyczny krok - morderstwo oprawcy. W konsekwencji staje przed sądem i ponosi karę.

"Żeby się coś działo" to podróż do wnętrza psychiki współczesnej kobiety, która próbuje odnaleźć się w chaotycznym świecie randek, romansów i nieuporządkowanego stylu życia. Ten mocno neurotyczny krajobraz niepozbawiony jest dowcipnych diagnoz społecznych i refleksji. Istotną postacią dramatu jest Dopamina, która odwiedza bohaterkę z intensywnością huraganu i równie szybko znika pozostawiając wieczne pragnienie, pragnienie tego żeby się coś działo.

Śmierć Ojca staje się dla bohatera pretekstem do rozrachunku i powrotu w głąb pamięci. To, co przez lata było przemilczane, nagle domaga się nazwania i przepracowania. Franio mierzy się z historią domu, w którym Ojciec był osią świata - figurą surową, niepodważalną, budzącą jednocześnie lęk i pragnienie akceptacji.

Ta opowieść Szekspira brzmi jak współczesna diagnoza sytuacji społeczno-politycznej. Oto Koriolan, zasłużony dla kraju wódz, aby zostać konsulem, musi uniżyć się przed obywatelami Rzymu. Jego prawdomówność nie mieści się w kanonie relacji społecznych, natomiast kłamstwo i pochlebstwo jest pożądane, ponieważ zawodoli obywateli i pozwoli uzyskać ich głosy. Za brak dostosowania się do tych reguł, Koriolan zostanie wykluczony ze społeczności i okrzyknięty pyszałkiem. Co jednak, jeśli walka o życie w prawdzie popchnie go do okrutnej zemsty?