RCKL

Aczolskie wesela i dyskoteki

Ostatnia aktualizacja: 23.07.2019 10:30
Brzmi znajomo i pewnie mogłaby się sprawdzić na niejednym polskim weselu. Tyle że muzyka Leo Palayenga to nie tylko doskonała rozrywka, ale i inspirujące odświeżenie muzycznej tradycji ludu Aczoli.
Leo Palayeng, okładka płyty Kono Wiye Ocung
Leo Palayeng, okładka płyty "Kono Wiye Ocung"Foto: mat. pras.

Album to kontynuacja tego, jak w XXI wieku może w nowej formie brzmieć elektro acholi.

Scena elektroniczna wschodniej i południowej Afryki prężnie rozwija się od ponad dekady. Kapsztad, Kampala czy Dar er Salaam to miasta, w których młodzi producenci w imponującym tempie tworzą nie tylko muzykę kwaito (house z naleciałościami tradycyjnych brzmień afrykańskich), ale przede wszystkim gqom i singeli – coś tak oryginalnego tak bardzo zafascynowalo Europejczyków, że ich reprezentanci pojawiają się w programach wielu festiwali (w Polsce od kilku lat na krakowskim Unsound). Zwłaszcza singeli – które inkorporuje takie tradycyjne style jak mchirku, sobene, taarab czy segere – promowane przez wytwórnię Nyege Nyege, charakteryzuje się obłędnie szybkim tempem, prostymi bitami i syntezatorowymi melodyjkami, doprowadzając do ekstazy młodych mieszkańców Ugandy i Durbanu.

Inicjatywa Nyege Nyege (a także festiwal) gromadzi wokół siebie zróżnicowanych twórców. Jednym z nich jest Otim Alpha, który na wydanym przed dwoma laty „Gulu City Anthems” wziął na warsztat aczolskie tradycyjne pieśni weselne i razem z producentem Leo Palayengiem przearanżował je na język muzyki elektronicznej, tworząc polirytmiczne taneczne bangery. A że tradycyjna muzyka aczolska przynosi sporo inspiracji – łączy w sobie ponad pięćdziesiąt tradycyjnych tańców, dziedzictwo kulturowe Ugandy, Sudanu, Konga, Kenii i Tanzanii – w tym roku Palayeng przygotował solowy album.

Jedną z jego inspiracji są historie mówione, przekazywane z pokolenia na pokolenie wśród ludów Luo; śpiewa o nich w tekstach (część jest po angielsku). Producent wychował się w tej tradycji, a jego album to kontynuacja tego, jak w XXI wieku może w nowej formie brzmieć elektro acholi, który jest efektem redukcji. Wykiełkowało, kiedy okazało się, że koszty zaproszenia orkiestr, które grały tę muzykę były zbyt drogie, więc w pojedynkę zaczęli je tworzyć młodzi producenci. W ciągu dnia zabawiali gości na ważnych uroczystościach (polecam sprawdzić kanał muzyka na Youtube), a wieczorami żądnych muzycznych doznań imprezowiczów na klubowych parkietach (w tym wspomniana impreza Nyege Nyege).

Otim Alpha wziął na warsztat aczolskie tradycyjne pieśni weselne i razem z producentem Leo Palayengiem przearanżował je na język muzyki elektronicznej, tworząc polirytmiczne taneczne bangery.

Album „Kono Wiye Ocung” to pochwała tańca – jego odmianę bwola wykonuje się przy różnych uroczystościach – a odświętnegocharakteru tancerzom dodają ogromne białe pióra na głowie, takie same jak to, które producent ubrał na zdjęciu zdobiącym okładkę albumu. Płytę charakteryzuje nieustannie pulsujący rytm z lekkim basowym podszyciem i cała masa dźwiękowych ornamentów. Bo chociaż na pierwszy odsłuch brzmi elektronicznie i syntetycznie, do stworzenia gęstej dźwiękowej tkanki Palayeng wykorzystał takie tradycyjne instrumenty jak nanga (zwana też harfą afrykańską), adungu, kalimbę, likembe, skrzypce, bębny aczolskie, tykwę i zelektryfikowane bity, a wszystko zabarwił charakterystycznym brzmieniem midi. Materiał jest bardzo syntetyczny, ale kryje się w nim masa dźwiękowych detali, chwytliwych melodyjek, zaśpiewów czy prostych akordów przełożonych na zelektryfikowaną formę.

Zaskakująco spójny elektroniczno-akustyczny mariaż. Nie aż tak futurystyczny, jak frenetyczne singeli czy mroczny gqom, ale w wielu momentach jest mu całkiem blisko do polskiego disco (fakt, może tego w najbardziej kiczowatej odmianie). Kto wie, może na uroczystościach i imprezach nad Wisłą całkiem nieźle by się sprawdził? O ile jeszcze takie „Ature Me Deyo” albo „Kono Wiye Ocung” na polskie wyczucie rytmu może być za szybkie, to „Boo Piny” albo „Pi Laber Weko Aceto Ulayah” brzmi bardziej swojsko i przypomina dyskotekowe szlagiery z drugiej połowy lat 90. Chociaż album jest trochę przydługi, urzeka jego wielowarstwowa konstrukcja, złożona z szeroko i barwnie zaaranżowanych instrumentów w syntetycznej formie. Szkoda, że ukazał się niezależnie, jedynie w wersji cyfrowej, przez co pewnie nie zyska należytej promocji. A powinien: Palayeng nie odkurza tradycji, ale w błyskotliwy sposób nadaje jej nowe życie. I przy okazji w nowym muzycznym języku opowiada światu o frapującej muzycznej tradycji Aczoli.

Jakub Knera

Leo Palayeng

Kono Wiye Ocung

[wyd. własne 2019]

Ocena: 4/5

 ***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

Czytaj także

Glaschu, czyli Glasgow: pieśni miasta i o mieście

Ostatnia aktualizacja: 28.06.2019 11:00
Album zawiera pieśni miłosne skierowane do Glasgow, miejsca urodzenia Mary Ann Kennedy i miejsca ważnego dla Szkocji, jej historii i kultury. Tu jest Akademia Muzyczna, na której można uczyć się gry na tradycyjnych instrumentach, są kluby muzyczne, festiwal Celtic Connections, tu są też szkoły z językiem gaelickim.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Remastered: Lwia część

Ostatnia aktualizacja: 02.07.2019 10:11
Co ma wspólnego zuluska piosenka „Mbube” z Kaczorem Donaldem, Myszką Miki i Charlesem Dickensem? Jeśli nie wiecie i podpowiedź: 16 milionów dolarów - niewiele pomaga, zachęcam do obejrzenia pełnometrażowego dokumentu, który miał premierę w maju na platformie Netflix. To może być bardzo pouczający seans: o czarnych i białych, o biednych i bogatych, o muzyce i pieniądzach.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Altın Gün​, czyli Amsterdam też leży nad Bosforem

Ostatnia aktualizacja: 09.07.2019 14:50
Stwierdzenie, że często nic nie jest takim, jakie się wydaje, nie należy do specjalnie odkrywczych, ale w niektórych przypadkach pasuje idealnie.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Odrobina Grecji z własnej perspektywy

Ostatnia aktualizacja: 15.07.2019 15:13
„Rebetiko Poloniko” to płyta, która nawiązuje do tradycji greckiej muzyki miejskiej, ale jest też jej świetną autorską interpretacją w wykonaniu Jorgosa Skoliasa i Jarosława Bestera.
rozwiń zwiń