Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Sycylijska tradycja przepisana na nowo. Lero Lero

Ostatnia aktualizacja: 15.04.2026 07:00
Palermiańskie trio Lero Lero bierze na warsztat tradycyjne pieśni i zadaje sobie pytanie, na ile możliwe jest dziś wskrzeszenie tradycji, na ile można udawać, że życie toczy się tak samo, jak sto lat temu.
Zespół Lero Lero
Zespół Lero LeroFoto: mat.pras.

Alessio Bondi, Donato di Trapani, Fabio Rizzi z towarzyszeniem Giovanniego Parinellego sięgają po archiwalne nagrania. Nie wykorzystują ich bezpośrednio, nie samplują, lecz odgrywają te pieśni na nowo. Wybrali te dotyczące codziennego życia zwykłych Sycylijczyków – pasterzy, praczek, pracowników salin, chłopek – i za pomocą zarówno tradycyjnych, jak i współczesnych instrumentów przenoszą je w XXI wiek. Jednocześnie nie zapominając o korzeniach. Lokalność miesza się z globalnością, tradycja z nowoczesnością. To wizja świata, w którym historia potoczyła się trochę inaczej i południowe Włochy (jak wiele innych regionów) nie utraciły łączności z tradycją, nie sfolkloryzowały jej.



Album zaczyna się przewrotnie, od „Com'haiu a fari”, żałobnej pieśni a capella, przypominającej trochę korsykańskie polifonie. Właściwe oblicze Lero Lero pokazuje „Franculina”, gdzie bębny obręczowe, dudy i chitarra battente współbrzmią z gitarą mikrotonową, syntezatorami i automatami perkusyjnymi. W tym żonglowaniu przywodzą mi na myśl francuskie (ale z sycylijskimi korzeniami) trio Crimi, momentami nawet gitara brzmi podobnie, jak w „Aieri ci passava”. W innych fragmentach Lero Lero kładzie nacisk na położenie Sycylii między Europą a Afryką, na jej arabską historię. Tak robią w „Monrealesi”, które zbliża się do Maghrebu, a nawet muzyki z Sahelu.

Zachrypnięty, lekko przesterowany głos Fabia Rizzy nadaje piosenkom zadziorności, nawet w tych najbardziej melodyjnych, wręcz popowych fragmentach. Lero Lero nie uciekają przed przystępnością, nie chowają melodii pod warstwami eksperymentalnych aranżacji. „Ova nichi”, oparta na przyśpiewkach ulicznych sprzedawców to materiał na prawdziwy alternatywny przebój, a nie jest to najbardziej „radiowa” piosenka na albumie. To miano przypada „Cuori ri canne”, którą nucę od pierwszego przesłuchania. U jej podstaw leży z kolei canto di sdegno, piosenka-skarga na niewiernego męża. Na sam koniec zespół wykonuje kołysankę, „Ninna nanna”, kołyszącą niczym fale Morza Śródziemnego rozbijające się o wybrzeża wyspy.

Lero Lero traktują tradycję z szacunkiem, szukają w niej nowych znaczeń, przenoszą w XXI wiek. Wiem, to nic zaskakującego na tych łamach, gdzie co tydzień piszemy o im podobnych artystach. To (tylko i aż) kolejny przykład na rosnącą siłę lokalności w muzyce, na zwracanie się do własnych korzeni i czerpanie z nich do tworzenia własnej, intrygującej muzyki.


Michał Wieczorek

Lero Lero

"Lero Lero"

2026 Black Sweat Records

OCENA: 4/5

 

***

Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.

 


Czytaj także

Songhoy Blues, malijski bluesowy bunt

Ostatnia aktualizacja: 19.03.2023 13:00
Garba Touré ze swoją gitarą byli znajomym widokiem na ulicach Diré, zakurzonego miasta nad brzegiem rzeki Niger, w górę rzeki od Timbuktu. Kiedy wiosną 2012 roku uzbrojeni dżihadyści przejęli kontrolę nad północnym Mali, wiedział, że nadszedł czas, by wyjechać.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Folk i muzyka świata 2024: najlepsze płyty wg Łukasza Komły

Ostatnia aktualizacja: 28.12.2024 14:19
Wiele się wydarzyło w muzyce ze świata z niezliczonych pograniczy, ale na coś trzeba było się zdecydować, więc przestawiam destylat z tego, co mnie zachwyciło w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. 
rozwiń zwiń