Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Dwie dekady cichej rewolucji

Ostatnia aktualizacja: 13.05.2026 07:00
Tamikrest grają spokojnie, jak nigdy, ale są rewolucyjni jak zawsze.
Tamikrest
TamikrestFoto: mat.pras.

Tamikrest grają już 20 lat. W tym czasie z jednej z nadziei tishoumaren, tuareskiego, pustynnego rocka, stali się weteranami gatunku. Przez ten czas ich muzyka zmieniała się powoli, niczym krajobraz Sahary. Niby ciągle taki sam, ale za każdym razem trochę inny, różniący się szczegółami, czasem trudnymi do uchwycenia dla oka (czy w przypadku muzyki zespołu – ucha).

Jako wierni uczniowie Tinariwen, ojców gatunku, Tamikrest stoją po tej dostojniejszej stronie tishoumaren. Nie dla nich – przynajmniej na albumach, na koncertach to inna historia – karkołomne solówki, pędzenie na złamanie karku, tak charakterystyczne dla Mdou Moctara czy Bombino. Grają spokojnie, dużo tu gitary akustycznej, riffów wywodzących się z tradycji tende i issawat, uzupełnionych o bluesowe rytmy. Na swoim szóstym albumie „Assikel” („podróż” w tamaszeku, języku Tuaregów), jeszcze mocniej niż wcześniej stawiają na przestrzenność brzmienia.

Wynika ona z miejsca i metody nagrywania. Zainspirowani organicznym brzmieniem Altın Gün Tamikrest wybrali się do Holandii, do studia Jaspera Geluka, inżyniera odpowiedzialnego za albumy znanego i lubianego składu. Spędzili tam kilka dni, wszystko nagrywali na taśmę i na setkę, jakby grali koncert. Z jednej strony nie było miejsca na powtórki, trzeba było mieć piosenki opanowane do perfekcji, z drugiej, tak klasyczna metoda sprawiła, że pozwolili sobie na więcej swobody, więcej przestrzeni do improwizacji, na delikatne (choć jak na standardy tishoumaren dość poważne) eksperymenty. Pojawiają się syntezatorowe plamy, mocne wpływy country i bluegrassu w partiach gitary Paula Salvagnaca (pamiętajmy, że od kilkunastu lat Tamikrest to zespół tuaresko-francuski, co też przecież nie jest niczym wyjątkowym), zawodząca gitara lap steel. Nagrywanie na setkę sprawiło, że mam wrażenie, jakbym siedział obok nich i to nie w studiu, ale w pustynnym obozowisku, gdzieś w okolicach Kidal, ich rodzinnego miasta.

Tylko, że to nie jest możliwe. Mali rządzi od czterech lat wojskowa junta, blisko współpracująca z rosyjskimi najemnikami. Północ kraju – Azawad i Adagh – od 15 lat z krótkimi przerwami jest teatrem wojny między siłami rządowymi z jednej strony, a tuareskimi nacjonalistami i dżihadystami z drugiej (a czasem i trzeciej strony). O niebezpieczeństwie przekonał się na własnej skórze Ousmane Ag Mossa, lider Tamikrest, postrzelony kilka lat temu w rękę i tylko dzięki szybkiej interwencji lekarzy nadal może grać na gitarze. Dziś członkowie zespołu mieszkają z dala od północy Mali. W tekstach Ousmane odnosi się wprost do walki o wolność – śpiewa o potrzebie jedności, braterstwie, utraconej ojczyźnie – i tęsknoty za krajem, za domem. Te tropy pojawiają się w tishoumaren od samego początku. To kontynuacja walki o własne państwo Tuaregów już nie z karabinami, ale gitarami w ręku.

Tej rewolucji niepotrzebny jest hałas, co od 20 lat udowadniają Tamikrest, można śpiewać o walce na tle delikatnych, transowych gitar, można opiewać ojczyznę bez patosu. I jakby na potwierdzenie ich statusu jako weteranów, na „Assikel” pojawia się on, Ibrahim Ag Alhabib, lider Tinariwen. W „Eillal” można usłyszeć jego charakterystyczny głos i grę na gitarze. A na sam koniec albumu Tamikrest grają przepiękną, delikatną i zwiewną wersję „Adounia”, piosenki napisanej przez Mohammeda Ag Itlale, nieżyjącego już gitarzystę Tinariwen, mentora Ousmane'a. To idealne zakończenie tego albumu, hołd dla mistrzów i otwarcie na kolejne dekady cichej rewolucji.


Michał Wieczorek

Tamikrest 

"Assikel"

2026 

OCENA: 3,5/5

 

***

Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.

 


Czytaj także

Songhoy Blues, malijski bluesowy bunt

Ostatnia aktualizacja: 19.03.2023 13:00
Garba Touré ze swoją gitarą byli znajomym widokiem na ulicach Diré, zakurzonego miasta nad brzegiem rzeki Niger, w górę rzeki od Timbuktu. Kiedy wiosną 2012 roku uzbrojeni dżihadyści przejęli kontrolę nad północnym Mali, wiedział, że nadszedł czas, by wyjechać.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Folk i muzyka świata 2024: najlepsze płyty wg Łukasza Komły

Ostatnia aktualizacja: 28.12.2024 14:19
Wiele się wydarzyło w muzyce ze świata z niezliczonych pograniczy, ale na coś trzeba było się zdecydować, więc przestawiam destylat z tego, co mnie zachwyciło w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. 
rozwiń zwiń