Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Jak ze źródła… Kasia Kadłubowska i "Roots"

Ostatnia aktualizacja: 12.02.2026 00:01
Nieoczywiste instrumentarium, nieoczywiste, bardzo odświeżające widzenie tradycji w perspektywie własnych dźwięków – oto najkrótszy opis tego albumu. Balansująca między Polską a Niemcami, między źródłami a współczesną kameralistyką, Kasia Kadłubowska nagrała jedną z najbardziej fascynujących płyt ostatnich miesięcy.
Kasia Kadłubowska to perkusistka, wibrafonistka, performerka
Kasia Kadłubowska to perkusistka, wibrafonistka, performerkaFoto: Sandra Mendelewska/Kasia Press

Liderka wraz ze swoim zespołem „bada, w jaki sposób muzyka tradycyjna może łączyć, wzmacniać i transformować współczesne społeczeństwa” – takie mniej więcej słowa czytamy w opisie najnowszej płyty Kasi Kadłubowskej. Dalej odnajdujemy informację – a może deklarację – że płyta łącząc dawne tradycje wokalne z eksperymentalnym popem, swobodną improwizacją i współczesnymi brzmieniami „nie jest powrotem do przeszłości – to przyszłość, która z niej wyrasta”. Trudno z entuzjazmem nie przyklasnąć takiej definicji (autodefinicji).

Omawiany tu album jest bowiem nie tylko wyrazem pomysłowości, muzykalności i otwartości jego głównej autorki. Wywodzi się z kręgów dalekich od folkowego środowiska – i to w kontekście całości również wolno uznać za walor. Nie wyobrażamy sobie przecież, by dziś świadoma artystka zadawała sobie pytanie czy wolno, czy należy, a może czy powinno się sięgać w ten czy inny sposób do ludowego dziedzictwa. Gra to, co jest dla niej osobistym wyzwaniem, żywą inspiracją – i ten to gest, daleki od jakichkolwiek środowiskowych zobowiązań, wolno uznać za dowód swoistej – bo ja wiem jak to nazwać? – artystycznej bezinteresowności, twórczej uczciwości, będącej efektem naturalnych poszukiwań. Tak czy owak efekt jest znakomity. A zarazem w sposób porywający i wyrafinowany wymykający się jakimkolwiek sztywnym albo sztucznym podziałom gatunkowym czy stylistycznym.

Mamy tu zatem blisko godzinną całość organizowaną wokół brzmienia marimby, wibrafonu, ale też syntezatorów i instrumentów perkusyjnych, także ludzkiego głosu – chwilami nawet: głosów. To, co bardzo źródłowe miesza się z tym, co współczesne; to, co zbiorowe czy wspólnotowe przeplata się z indywidualną, osobistą, autorską wizją. I to jest wspaniałe. Pewnie zawiedzeni będą słuchacze przedkładający ponad wszystko wierność ludowym konwencjom, ale wyrazem szczerości, wiarygodności czy – w subiektywnym odbiorze – po prostu bezwzględnej wartości tej propozycji jest właśnie jej autorski idiom, jej oderwanie od konwenansów, pasjonujące twórcze poszukiwania. Zespół Kadłubowskiej reinterpretuje tradycyjne pieśni z Polski, Ukrainy i Białorusi, wykorzystując również własne kompozycje – i czyni to wspaniale.

Warto przy okazji podkreślić, że Kasia Kadłubowska nie jest artystką „znikąd” – oraz że może (powinna?) być znana również folkowej publiczności. Ta perkusistka, wibrafonistka, performerka pochodzi z Gdańska. Muzyczną edukację pobierała również w Stuttgarcie i Lyonie. Nie dziwi częsta obecność w jej repertuarze mistrzów „minimalistyki” oraz okolic, wielkich i wspaniałych: Reicha, Glassa, Rileya, a także Pärta. Jeśli zgodzimy się z twierdzeniem / hipotezą, że wspomniani twórcy należą do wąskiego kręgu najwybitniejszych współczesnych kompozytorów łączących fenomen repetetywności z duchowością, a współczesny wyraz z fundamentalnym i głębokimi odwołaniami do (niekoniecznie anglosaskich) tradycji, sprawa okaże się może tym bardziej przekonująca.
Skoro jednak o tzw. folkowych wątkach mowa, przypomnijmy, że artystka przed kilkoma laty współtworzyła projekt Minimal Blood, który zaproponował intrygującą płytę Tradycyjne pieśni o kobietach i krwi. Współtworzyli ją: flecistka Maja Miro-Wiśniewska oraz wokalista Paweł Grochocki i altowiolista Paweł Odorowicz (laureaci grand prix na Nowej Tradycji).


Skład zespołu towarzyszącego dziś Kadłubowskiej (grającej tu na marimbie) stanowią przyjaciele i wieloletni sceniczni partnerzy. Pierwszoplanowa jest chyba współpraca ze wspaniałym, znanym i na jazzowych scenach, wibrafonistą Dominikiem Bukowskim. Już kilka lat temu artystka definiowała ich współpracę oraz duet marimby i wibrafonu: „są to dwa niezwykle brzmiące instrumenty, które uzupełniają się w nieuchwytny sposób. Z jednej strony – dźwięk dość krótki, »dziki« (marimba), z drugiej – dźwięk »kosmiczny«, wybrzmiewający w czasie i przestrzeni (wibrafon). Razem – mistyczna asceza sonorystyczna”. Ich niezwykła harmonia tworzy podstawę całości. Niebanalne znaczenie mają też dźwięki, które proponuje Dominik Fürstberger na syntezatorach i perkusji. Kto nie pamięta fascynującego koncertu duetu Kadłubowska / Fürstberger w cyklu Miejscówka z Dwójką sprzed czterech lat, może odsłuchać go wciąż w Internecie, a rodzą się tam nuty, które powracają na nowej płycie artystki. I wreszcie głosy: główne partie wokalne prowadzi rewelacyjnie Krystyna Gedzik, a gościnnie śpiewa w kilku tworach także zespół Źdźbło.

W sensie formalnym płyta zdaje się składać z trzech segmentów. Pierwsze trzy utwory są autorskimi opracowaniami utworów tradycyjnych. Po nich następuje epicki, wielowątkowy, choć dość kameralny w formie wyrazu, kilkunastominutowy autorski utwór Wecerne Sonce będący swoistą osią, centralnym punktem całości. Ostatnia część stanowią cztery, znów krótsze utwory – autorskie oraz opracowania tradycyjnych tematów. Wolno jednak stwierdzić, że żadna z tych domniemanych części nie miałaby w sobie tej wartości, tych walorów, gdyby nie została pożeniona z pozostałymi. Tworzą fascynującą, (może paradoksalnie) bardzo spójną całość.

Ideą liderki nie jest granie muzyki „zależnej” od tradycyjnych wzorców. Być może zdziwiłoby ją nawet umieszczanie jej nagrań w szeroko pojętym kontekście słowa folk. Szczerze mówiąc tego typu etykietki również dla mnie mają trzeciorzędne znaczenie, ułatwiają jednak jakąkolwiek komunikację, są więc przydatne. Autorskie, szczere, autentycznie przeżyte, wiarygodne, a niechże i niewierne „wobec wzorców” propozycje są dla mnie często więcej warte w sensie artystycznym, niż bardziej czy mniej udolne naśladowanie owych wzorców. Kasia Kadłubowska tworzy swoją własną opowieść. Nie udaje nikogo innego. Nie wiem czy jej wyprawa w poszukiwaniu „duchowego krajobrazu przodków” i przetwarzania tych emocji na współczesny język będzie miała ciąg dalszy w podobnej formule brzmieniowej. Ważne tu i teraz, że nagrała świetną, przejmującą, mądrą płytę. Tylko tyle? Aż tyle!
Tomasz Janas

Kasia Kadłubowska

"Roots"

Go North Records 2025

Ocena: 4,5/5

Tomasz Janas

***

Więcej recenzji - w naszym dziale Słuchamy.

 


Czytaj także

Songhoy Blues, malijski bluesowy bunt

Ostatnia aktualizacja: 19.03.2023 13:00
Garba Touré ze swoją gitarą byli znajomym widokiem na ulicach Diré, zakurzonego miasta nad brzegiem rzeki Niger, w górę rzeki od Timbuktu. Kiedy wiosną 2012 roku uzbrojeni dżihadyści przejęli kontrolę nad północnym Mali, wiedział, że nadszedł czas, by wyjechać.
rozwiń zwiń
Czytaj także

Folk i muzyka świata 2024: najlepsze płyty wg Łukasza Komły

Ostatnia aktualizacja: 28.12.2024 14:19
Wiele się wydarzyło w muzyce ze świata z niezliczonych pograniczy, ale na coś trzeba było się zdecydować, więc przestawiam destylat z tego, co mnie zachwyciło w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. 
rozwiń zwiń