Radiowe Centrum Kultury Ludowej

Wesele śmiertelników

Ostatnia aktualizacja: 01.07.2021 11:11
To centralny obrzęd życia w większości kultur tradycyjnych świata, także w polskiej. W ciągu XX wieku tradycyjne formy wesela zanikły lub uległy daleko idącym przekształceniom.
Nowożeńcy huculscy
Nowożeńcy huculscyFoto: NAC

Pierwotna sakralność, którą było przesycone, z którą związany jak osnowa z wątkiem był każdy z wielu elementów obrzędu, ustąpiła sakralności zinstytucjonalizowanej, kościelnej. We współczesnym weselu sacrum i profanum to dwie dość wyraźnie oddzielone sfery. Zupełnie inaczej niż w tradycyjnym. W związku z tym także rola i znaczenie muzyki weselnej oraz jej formy bardzo się zmieniły.

Podstawowy korpus przednowoczesnego wesela zachował się w swoich różnych lokalnych odmianach dzięki zapisom Oskara Kolberga, który zwykle płacił swoim informatorom i tym bardziej trudno było odmówić „panowi z miasta”, a jednak jak sam wspomina zdarzało się, że śpiewaczki odmawiały śpiewania pieśni weselnych „na pusto”, bez kontekstu żywego obrzędu. Śpiew był aktem magicznym, zaklęciem, czynnością sprawczą. Czasem jest wciąż i dziś, ale zazwyczaj już tylko wśród śpiewaków pogrzebowych.

Wesele było spontaniczną, a jednocześnie zdyscyplinowaną i unikalną, inną za każdym razem realizacją pisanego przez tradycję scenariusza. To dramat dosłowny i prawdziwy, ale ujęty w ramy teatru czy performansu. Szczególnego rodzaju litkup, efekt i obrzędowe, wręcz misteryjne ukoronowanie umowy społecznej, między rodzinami, nieczęsto prawdziwej miłości. Skrzypek Marian Bujak wspominał wesele młodej panny z dużo starszym mężczyzną. Jak to zwykle w tego typu sytuacjach bywało dziewczyna nie chciała takiego męża. W tym przypadku sytuacja była jednak szczególnie napięta, ponieważ część rodziny młodej, oficjalnie lub nie, wzięła jej stronę i wspierała ją. Groziło to zerwaniem wesela, w końcu po licznych perturbacjach dokończono je. Po wszystkim młoda, już mężatka, podeszła do Bujaka, wylewnie dziękując kapeli za wyjątkową muzykę: „Gdyby nie ta muzyka, byłabym uciekła.”

Jako kosmiczny live act wesele tradycyjne przetrwało w Polsce do ok. połowy XX wieku. Muzyka odgrywała niezwykle istotną rolę na każdym jego poziomie, była obecna w każdym z jego kilkudziesięciu epizodów – instrumentalna lub/i śpiewana. Traktowano ją przede wszystkim funkcjonalnie, jako narzędzie kształtujące ład – społeczny (w ramach konkretnych rodzin i wspólnoty lokalnej) i metafizyczny. Była nieodzownym składnikiem ekspresji obrzędu, spoiwem jego dramaturgii (np. tzw. melodie modusowe), za pośrednictwem muzyki weselnicy, szczególnie ci obsadzeni w konkretnych rolach (drużbowie, starosta, czepiarka itp.) komunikowali się werbalnie lub/i cieleśnie ze sobą oraz ze światem nadprzyrodzonym, w tym z przodkami. Wesele było aktem rozłożonym w czasie i część ważnych jego elementów miało kameralny charakter, brały w nich udział tylko sprawujące dany obrzęd śpiewaczki oraz muzyk solista, najczęściej skrzypek.

Jednocześnie obrzęd weselny miał wymiar przygotowania do śmierci ̶ opuszczenie domu rodzinnego, pożegnanie na zawsze krainy dzieciństwa i młodości było prefiguracją opuszczenia padołu ziemskiego, krainy żyjących. Śpiewane w imieniu panny młodej „już żegnajcie miłe progi, chodziły tu moje nogi, teraz nie będą” po zaledwie kilkudziesięciu latach, a czasem szybciej, zamienia się w śpiewane w imieniu zmarłej „żegnam cię mój świecie wesoły, już idę w śmiertelne popioły” ze stukaniem trumną w próg domu.

Wśród melodii weselnych mieszają się ze sobą bardzo dawne, uważane przez muzykologów za najstarsze polskie melodie (np. Chmiel, weselne modusy lubelskie, czy niektóre nuty góralskie) z pewnymi nowinkami wprowadzanymi przez instrumentalistów (np. zmieniały się melodie tzw. marszów i oczywiście repertuar taneczny, ale tylko w części, bo cały czas funkcjonował weselny taneczny kanon, zarówno na nizinach jak i w górach).

Natomiast w obrzędzie pogrzebowym nie zachowały się żadne większe pozostałości dawnych form rytuału, oczywiście są tu stare pod względem budowy, tonalności, melodie, podobnie jak wśród pieśni wielkopostnych – ale to spuścizna dawnego świata chorału kościelnego (na ziemiach Rzeczpospolitej nie tylko chorału rzymskiego). Spójny i duży, konsekwentnie wprowadzany repertuar pieśni pogrzebowych wprowadzony przez władczy i misyjny kontrreformacyjny kościół skutecznie wyrugował w ciągu XVII i XVIII wieku stricte ludowe formy. Kolberg zanotował tylko kilka takich dawniejszych pieśni i melodii, w tym jedyną, której udało się przetrwać szerzej czyli „Umarł Maciek umarł”. A oto fragment intrygującej wersji mazowieckiej:

(…) Posadzili Maćka na wysokij górze;
kazali mu pisać na wołowej skórze.
Umar Maciek umar, dziewki go załują;
kupiły kwarte smoły, usta mu smarują.
Pochowali Macka w rogu pod dzwonnicą;
wyszykowali go do boru kłonicą.

Gdzieniegdzie (np. w Dobrywodzie na Podlasiu w tzw. języku tutejszym czyli gwarze ukraińsko-białoruskiej) zachowała się wersja średniowiecznej pieśni Wyleciała dusza z ciała, na zielonej łące stała w postaci Wylietieła dusza z tieła na nowoj mohilie sieła. W Sandomierskiem (Bilcza) Kolberg zanotował jedyny w swoich badaniach ludowy śpiew pogrzebowy:


Wszystkie gospodynie wyganiają świnie – ino moja Kasia śpi;
trzeba by mi trzeba siedmi pacholików, żeby mi ją podnieśli.
Ka'ś ty Jasiu widział – żebyś przebudzić miał? Takie twarde zaspanie!
Już ci Twoja Kasia na wieki zasnęna – już do ciebie nie wstanie.

W wykonaniu Barbary Wilińskiej, pozostającym nieco w stylu muzyki dawnej, brzmi to tak:

Zastanawiające, że dosłownie ten sam tekst zamieścił Adolf Dygacz w zbiorze Pieśni ludowe miasta Katowic. Kolberg natomiast na Mazowszu zanotował jeszcze jego ciekawy wariant (czy też fragment wariantu) w formie przyśpiewki:
Da wszystkie gospodynie, da wyganiają świnie, da tylko Rarukowa, da na kominie drzymie.

Nawet w zabawie, w tańcu zmarli towarzyszyli żywym. Jedna moja znajoma śpiewaczka i tancerka zawsze przy tej okazji wspominała swojego męża, świetnego tancerza. Któregoś razu zaśpiewała: Miałam kochaneczka, widział Bóg i ludzie, zachorował, umarł, świat za nim nie pójdzie.

Wreszcie są takie kultury tradycyjne (np. w Rumunii), gdzie osobie zmarłej w stanie bezżennym (szczególnie pannie) wyprawiano pogrzeb w formie wesela. Pewne elementy tego zwyczaju – ubieranie zmarłej do trumny w strój panny młodej – zachowały się do nie tak dawna i u nas w Małopolsce.

Remek Hanaj

***

Więcej recenzji i felietonów - w naszych działach Słuchamy i Piszemy.

 

Czytaj także

Boże Obiady

Ostatnia aktualizacja: 03.12.2020 09:00
Wiele osób nie wie, co to jest „boży obiad”, a ci nieliczni, co wiedzą, kojarzą go z kurpiowskim obrzędem, który z inicjatywy niektórych mieszkańców oraz przy pomocy Stowarzyszenia Trójwiejska odradza się w kilku wsiach Puszczy Zielonej. Sprawa jest jednak daleko bardziej złożona. Bo, po pierwsze, był to niegdyś obrzęd szeroko rozpowszechniony, o zasięgu właściwie ogólnopolskim. A po drugie, określenie to w historycznych źródłach bywa jednak stosowane do różniących się od siebie okoliczności i zjawisk kulturowych. Czasem używa się go bardzo ogólnie, czasem odnośnie bardzo konkretnych form. Czy jest coś, co to wszystko spaja?
rozwiń zwiń

Czytaj także

Pies Szczeka w szkołach

Ostatnia aktualizacja: 14.01.2021 09:00
Swego czasu miałem przyjemność z kapelą Pies Szczeka y Goście wiele set razy grać tzw. szkolne audycje organizowane przez Filharmonię Narodową, de facto minikoncerty. Słabo płatne, były na pół pracą, na pół służbą. Czasem po siedem, osiem godzin dziennie (rekord to dziewięć).
rozwiń zwiń

Czytaj także

Bractwo z Roztocza

Ostatnia aktualizacja: 11.02.2021 09:00
Tak można by powiedzieć o Bractwie Ubogich, pierwszej kapeli, która poświęciła się w swojej działalności muzyce wiejskiej in crudo na sposób możliwie bliski oryginałowi. Możliwie, czyli na miarę naszych ówczesnych umiejętności i horyzontów.
rozwiń zwiń