Historia

Balladyna – romantyczne oblicze zbrodni

Ostatnia aktualizacja: 07.03.2020 05:50
Niejeden wielki reżyser nakręciłby prawdziwy hit światowego kina grozy, gdyby tylko miał okazję przeczytać dzieło Juliusza Słowackiego. Balladyna to utwór genialny i odpowiedni dla każdej epoki – może być grany w stylu doby romantyzmu, ale też w nowoczesnych dekoracjach. Takie przedstawienia miały miejsce, choćby w Warszawie, w Teatrze Narodowym, w 1974 roku, w reżyserii Adama Hanuszkiewicza, gdzie na specjalnie zakupionych Hondach jeździli po specjalnie wybudowanej scenie Goplana (nimfa, królowa jeziora Gopło) i jej elfy – Skierka i Chochlik.
Przedstawienie Balladyna w Teatrze Miejskim im. Juliusza Słowackiego w Krakowie w 1938 roku.
Przedstawienie "Balladyna" w Teatrze Miejskim im. Juliusza Słowackiego w Krakowie w 1938 roku.Foto: NAC

Prapremiera tego dramatu w pięciu aktach odbyła się na wspaniałej scenie Teatru Skarbkowskiego we Lwowie 158 lat temu – 7 marca 1862 roku. Lwów wśród miast dawnej Polski, słynął wówczas z wielu premier i wystawień wielkich dramatów i komedii polskich twórców. Pokazywano tam Słowackiego, grani byli Adam Mickiewicz czy Zygmunt Krasiński, nader często pojawiał się na scenie Aleksander Fredro. Trochę żal, że nie można obecnie tych pierwszych przedstawień zobaczyć, a zapisów kronikarskich, historycznych jest tak niewiele. Pozostaje nam jedynie wystawiane dzieło i tło historyczne.

Encyklopedia Teatru Polskiego zauważa jedynie datę tej premiery, bez jakichkolwiek dodatkowych informacji. Natomiast wystawienia po roku 1900 opisywane są już znacznie dokładniej. Danuta Maciejewska tak zaznacza to zdarzenie historyczne: "Balladyna to sztuka wystawiana nader często i nader często traktowana wybiórczo - akcentowane są na przykład wątki ludowe, baśniowe lub sensacyjne - a wszystko to osobno. Po raz pierwszy znalazła się na deskach Teatru im. Skarbka we Lwowie w 1862 roku, kolejne inscenizacje przynosiły przede wszystkim doskonałą grę aktorską (np. Heleny Modrzejewskiej jako Goplany w 1868 roku w Krakowie oraz Stanisławy Wysockiej w dwóch wcieleniach Balladyny - krakowskiej z 1902 i warszawskiej z 1914 roku)".

Drobną nieścisłością jest nazwanie teatru ufundowanego i prowadzonego w pierwszych latach przez hrabiego Stanisława Marcina Skarbka teatrem jego imienia. On był właścicielem tego teatru i teatr nazywano po prostu "Skarbkowskim". Zbudowany w pięć lat i ukończony w 1842 na ówczesne czasy był największym teatrem w Europie – mieścił 1460 osób. Wzniesiono go całkowicie z funduszy tego wielkiego filantropa i mecenasa kultury... a nawet więcej – postawiono go na 16 tysiącach dębowych bali przywiezionych z jego majątków. Wielki to był teatr i polski w zamierzeniach. Zaborca jednak, za pełną swobodę w wystawianiu sztuk polskich, zażyczył sobie wystawianie sztuk w języku niemieckim – co drugi dzień. Nie trudno się domyślić, że w "polskie" dni teatr był przepełniony, a w "niemieckie" świecił pustkami.

Gmach Teatru był na tyle ogromny, że mieścił także sale konferencyjne, redutowe, a nawet mieszkania, zajmowane choćby przez Artura Grottgera czy Juliusza Kossaka. W gmachu tym odbywały się także koncerty filharmoniczne i przedstawienia operowe. Z koncertami właśnie wystąpili tam między innymi Ferenc Liszt i Niccolò Paganini. Wielki to był Teatr i wielkie wystawiał dramaty, a "Balladyna" jest tu sztandarowym przykładem. Co ciekawe, Słowacki poświęcił ją Zygmuntowi Krasińskiemu jako "autorowi Irydiona" - choć sztuka Krasińskiego powstała rok po napisaniu "Balladyny". Należy domniemywać, że dedykacja Słowackiego została dopisana później, przed jej wydaniem, kiedy to "Irydion" był już od dwu lat dostępny na rynku. Niezależnie od tego oba utwory są jednymi z najważniejszych dzieł polskiego romantyzmu.

Wracając jednak do "Balladyny" jako dramatu scenicznego można stwierdzić, że jest ona gotowym scenariuszem na niesamowity film grozy – baśniowa sceneria, nimfa, elfy, puszcza, "pełnokrwiste" maliny, wiele morderstw – z zawiści, z miłości, z chęci zdobycia władzy, z wyrachowania, podstępem i prawie jawnie, czary, kłamstwa, wyrzeczenie się matki, siły natury i uśmiercające siły boskie... nawet trzykrotne wydanie na siebie wyroku śmierci. Mało ma to wspólnego ze współczesnym rozumieniem romantyzmu, lecz taki właśnie był ówczesny romantyzm – wystarczy przeczytać choćby które z dzieł Byrona. Znawcy tej epoki, szczególnie w wydaniu polskim, stwierdzą: po co Byron skoro mamy "Balladynę".

Wracając do jej najsłynniejszej inscenizacji nie można pominąć słów Barbary Osterloff: "Sam Hanuszkiewicz zwykł odpowiadać, że nie interesuje go produkcja wzruszeń dla intelektualistów". Sama autorka zauważa jednak, że to głównie intelektualiści mieli ucztę podczas inscenizacji tego słynnego reżysera. Hanuszkiewicz dał temu świadectwo we wspomnieniowej książce, zatytułowanej "Psy, hondy i drabina" (1992). Wyjaśnić trzeba, że tytułowe psy "grały" w "Miesiącu na wsi" Turgieniewa (w Teatrze Małym, 1974), drabina zastąpiła szczyt Mont Blanc w scenie monologu Kordiana (w Teatrze Powszechnym, 1970), natomiast japońskie motocykle marki Honda stały się znakiem firmowym właśnie "Balladyny". Reklamowane jako atrakcja już na długo przed premierą spektaklu, pobudzały ciekawość potencjalnych widzów (podobnie jak wiadomość, że sam minister kultury przyznał dewizy na ich zakup). Jednak trudno było dociec, jaką funkcję owe cuda ówczesnej techniki motoryzacyjnej pełnić mogą w inscenizacji romantycznej tragedii w 5 aktach, której akcja dzieje się za czasów bajecznych, koło jeziora Gopło".

Warto przeczytać dzieło Słowackiego, warto też zajrzeć do Internetowych archiwów, gdzie przynajmniej fragmenty niektórych inscenizacji są dostępne dla każdego, by móc zrozumieć jak utwór poetycki z pierwszej połowy XIX wieku można wpisać w obecne kanony kultury. Barbara Osterloff, opisując reminiscencje tej najsłynniejszej inscenizacji, stwierdza: "Tak czy inaczej, przestrzeń, w której rozgrywała się ta Balladyna, stała się sensacją. Także dlatego, że Hanuszkiewicz zerwał z tą tradycją wystawień dramatu, w której podkreślano baśniowość scenerii, a świat fantastyczny (duchy, elfy, personifikacje sił natury) naznaczony był często środkami rodem ze słynnej dawnej inscenizacji Snu nocy letniej Maksa Reinhardta".

PP

Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!
aby dodać komentarz
brak

Czytaj także

Zygmunt Krasiński - wieszcz rozdarty miłością i cierpieniem

Ostatnia aktualizacja: 19.02.2020 05:55
Miał być dyplomatą, a został poetą, jednym z trzech najwybitniejszych polskich wieszczów, mówił o sobie, że jest "wierszokletą z niebiańskimi dźwiękami w sercu".
rozwiń zwiń

Czytaj także

"Mocium panie, me wezwanie, mocium panie...". 186. rocznica premiery "Zemsty" Fredry

Ostatnia aktualizacja: 17.02.2020 05:50
17 lutego 1834 roku w pełnej zgodzie z rękopisem autora i przy aplauzie i salwach śmiechu odbyła się prapremiera "Zemsty" Aleksandra Fredry. Rzecz działa się we Lwowie, w teatrze Jana Nepomucena Kamińskiego.
rozwiń zwiń

Czytaj także

Zygmunt Krasiński - od gotyckiej makabry do ewangelicznej miłości

Ostatnia aktualizacja: 23.02.2020 05:50
Dzisiaj mija 161 lat od śmierci Zygmunta Krasińskiego, wielkiego poety i dramaturga. Zmarł 23 lutego 1859 roku, po dwutygodniowym cierpieniu i mękach.
rozwiń zwiń