Ekspozycja prezentująca prace ze wszystkich okresów twórczości artystki pokazuje, jak napięcie, rozdarcie i niestabilność kształtują ludzkie doświadczenie. Wystawa umieszcza również praktykę Marii Jaremy w szerszym kontekście europejskim, podkreślając jej złożony dialog z polskimi i międzynarodowymi artystami, których twórczość podziwiała i krytycznie analizowała, nigdy nie rezygnując z własnego głosu.
Od początku swojej kariery artystycznej Jarema była częścią zaangażowanej politycznie awangardy. Wchodziła w relację z międzynarodowym modernizmem, czerpiąc zarówno z abstrakcji postkubistycznej, jak i z surrealizmu i ekspresjonizmu. Po wojnie broniła autonomii artystycznej – odrzuciła doktrynę socrealizmu i do 1954 roku pozostawała poza oficjalnym obiegiem. W 1949 roku rozpoczęła eksperymenty z monotypią, techniką, która stała się podstawowym narzędziem jej poszukiwań dotyczących cielesności, podmiotowości i fragmentaryzacji.
– Łączenie przez Jaremę typowej dla surrealizmu koncentracji na cielesności i autoekspresji z dążeniem do czerpanej z abstrakcjonizmu niezależności w sztuce zapewniało jej niezwykłą precyzję w wyrażaniu siebie jako całości, wyobrażonej i postrzeganej – wraz z pozornie niemożliwym, rozbitym, pękniętym obszarem licznych agresji, wewnętrznych i zewnętrznych – mówi Éric de Chassey, kurator wystawy „Pęknięty modernizm".
Jarema była w istocie artystką rozdartą: między logiką reprezentacji a logiką medium, między lewicowym zaangażowaniem a krytyczną oceną komunizmu po 1948 roku, między poszukiwaniem spójnej całości a rozcinaniem i rozszczelnianiem figur i kompozycji.
– Powojenne cykle prac Jaremy najpełniej odsłaniają jej „pęknięty modernizm”. Warstwy monotypii splatają się tu z malarskimi, przejrzystymi formami, geometrycznymi i organicznymi, tworząc drgające struktury przestrzenne, które bardziej sugerują ruch niż przedstawienie – dodaje główna kuratorka Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i współkuratorka wystawy Marii Jaremy Natalia Sielewicz. Rozmawia z nią Ewa Plisiecka.