Posłuchaj audycji "O wszystkim z kultura" >>>
W tym roku mija 65 lat od powrotu bezcennych skarbów polskiej kultury. 16 stycznia 1961 roku do Polski wróciło ponad 130 arrasów oraz 24 skrzynie innych obiektów ze zbiorów wawelskich - dzieł, które na początku II wojny światowej wyruszyły w podróż aż do Kanady. Ich ewakuacja była decyzją podjętą w pośpiechu, ale z pełną świadomością zagrożenia: Wawel wkrótce miał stać się siedzibą niemieckiego okupanta. Aby ratować narodowe skarby przed grabieżą, wybrano drogę równie symboliczną, co nieoczywistą - Wisłę, która stała się pierwszym etapem jednej z najbardziej niezwykłych ewakuacji dzieł sztuki w XX wieku.
Legendarna ewakuacja wawelskich arrasów
- Warto zaznaczyć, że żadne plany ewakuacji nie były gotowe. Tym niemniej dwóch pracowników Wawelu: Stanisław Świerz-Zaleski i Józef Krzywda-Polkowski zorganizowali ewakuację zbiorów z Krakowa. Polkowski na początku 1939 roku przeszedł szkolenie, tak aby dowodzić ochroną przeciwlotniczą na wawelskim wzgórzu. To on zamówił specjalne skrzynie, pozwalające zapakować i wywieźć najcenniejsze zbiory. Gdy rozpoczęła się wojna, okazało się, że tempo inwazji jest niezwykle szybkie. Ewakuacja samochodami, które przestały być dostępne, nie była więc najlepszą opcją - wyjaśnił Marek Świdrak, historyk sztuki.
Czytaj też:
Walka o ocalenie skarbów Wawelu
Nie było jasne, dokąd dokładnie mają trafić zbiory z Wawelu. Decyzje zapadały w biegu, a pierwszy punkt przeładunkowy okazał się zaskakująco nieoczywisty - Kazimierz Dolny nad Wisłą. To właśnie tam, w niewielkim modernistycznym budynku poczty, położonym kilka kroków od rynku i istniejącym do dziś, przez moment przechowywano arrasy i inne wawelskie skarby. Wtedy do historii wkroczył dyrektor miejscowej poczty, który pomógł uruchomić kolejne etapy ewakuacji: zorganizował transport samochodowy z Lublina.
- Skrzynie trafiły do Rumunii, gdzie spędziły około dwóch miesięcy. Były tam podejmowane próby przechwycenia zbiorów, ale strona polska starała się znaleźć dla nich bezpieczne schronienie. Adresem, pod który uderzono z wnioskiem o ich schowanie był m.in. Watykan, ale ze względu na świecki charakter zbiorów, aprobaty nie uzyskano. Dlatego z portu w Konstancji wypłynęły do Francji - mówił gość Dwójki.
Arrasy wawelskie: ewakuacja do Kanady
We Francji opiekę nad zbiorami przejął Karol Estreicher, działający w imieniu generała Władysława Sikorskiego. To on koordynował ich transport na terenie kraju, a pierwszym przystankiem było Aubusson - jedno z najważniejszych w Europie centrów historycznej produkcji tapiserii. Tam zweryfikowano stan arrasów. Szybko jednak okazało się, że wobec narastającego zagrożenia Francja nie może być dla nich bezpieczną przystanią. Zbiory przewieziono więc przez kanał La Manche do Anglii, gdzie tymczasowo przechowywano je w ambasadzie RP, a następnie ze Szkocji wysłano dalej - już drogą morską - do Kanady.
- Cała kolekcja ma niewiarygodne szczęście. To, że ona istnieje do dziś, to są właściwie liczne zbiegi okoliczności - zwróciła uwagę Magdalena Ozga. - Mamy tutaj dobre źródło, ponieważ na pokładzie galera, wypływającego z Krakowa, znajdowało się także około 80 pracowników Wawelu, a wśród nich Bogdan Treter, który był konserwatorem krakowskim. Na bieżąco pisał dziennik, a informacje, które tam zawarł, są bezcenne. Pisał, że widzieli bombowce niemieckie, że chowali się w trzcinach, płynąc nocą. Tutaj zadziałały wszystkie zbiegi okoliczności. Udało się - tak to możemy ująć, bo nie ma logicznego wytłumaczenia - dodała kustoszka Wawelu.
Historia powrotu arrasów z Kanady do Polski
Najważniejszym powodem, dla którego ten wyjątkowy zespół narodowych skarbów nie powrócił od razu do Polski, była zmieniona sytuacja polityczna w kraju. Po 1945 roku Polska znalazła się w orbicie Związku Radzieckiego, po "wschodniej" stronie tzw. żelaznej kurtyny. W tych warunkach arrasy i inne cenne obiekty pozostawały pod opieką władz w Kanadzie, a bezpośredni nadzór sprawował gubernator prowincji Quebec, Maurice Le Noblet Duplessis, znany ze swojego zdecydowanego antykomunizmu.
Depozyt, który przechowywano w Kanadzie, był podzielony na kilka grup i obejmował w sumie około 240 obiektów. Oprócz arrasów znalazły się w nim niezwykle cenne zbiory z Zamku Królewskiego w Warszawie oraz Biblioteki Narodowej, m.in. rękopisy Chopina, Kronika Galla Anonima, pisma Wincentego Kadłubka, a także inkunabuły, w tym jeden z egzemplarzy Biblii Gutenberga znajdujący się w Pelplinie. Obok arrasów przechowywano także artefakty o ogromnym znaczeniu symbolicznym, przede wszystkim Szczerbiec.
- Warto wspomnieć, że pierwsza z trzech części powróciła do Polski wraz ze Świerzem‑Zaleskim w 1948 roku. Świerz‑Zaleski i Krzywda‑Polkowski przez cały czas towarzyszyli zespołowi arrasów podczas II wojny światowej, mieszkając w Kanadzie. W 1948 roku Świerz‑Zaleski zdecydował się wrócić do kraju i przywiózł ze sobą 20 obiektów. Wśród nich najważniejsza była chorągiew zdobyta w bitwie pod Parkanami w 1683 roku przez wojska Jana III Sobieskiego - największa chorągiew turecka w naszych zbiorach. Reszta kolekcji pozostała w Kanadzie, czekając na powrót jeszcze przez ponad dekadę - mówił historyk sztuki Marek Świdrak.
***
Tytuł audycji: O wszystkim z kulturą
Prowadzenie: Magdalena Nieciecka-Mac
Goście: Magdalena Ozga (kustoszka Zamku Królewskiego na Wawelu), Marek Świdrak (historyk sztuki)
Data emisji: 21.01.2026
Godz. emisji: 19.10
am